Plusy i minusy meczu z Jagiellonią
fot.: jagiellonia.pl
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Jagiellonią Białystok (1:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Przynajmniej nie porażka
Po sobotniej wizycie na Podlasiu ciężko mówić o satysfakcji, jednak trzeba pamiętać, że mogło być znacznie gorzej. Po laniu od Bruk-Betu oraz bramce straconej na początku drugiej połowy wyjazdowego meczu w Białymstoku spokojnie można było sobie wyobrazić scenariusz, w którym Śląsk się załamuje i do końcowego gwizdka czeka już tylko na najniższy wymiar kary. Przy Słonecznej pomocną dłoń wyciągnął Michał Pazdan, który pokonał własnego bramkarza, ale akcja bramkowa z czegoś jednak się wzięła, więc chociaż taki przebłysk zaangażowania piłkarzy Piotra Tworka zasługuje na podkreślenie. Wrocławianie pod wodzą następcy Jacka Magiery w trudnych sytuacjach na obcych stadionach reagują zaskakująco spokojnie – przy wyniku 0:1 po pierwszej połowie w Płocku, w szatni pewnie wrzało w pełnym tego słowa znaczeniu, złość przekuła się jednak w niezwykle cenne zwycięstwo 2:1.
Dennis Jastrzembski
Historie o ekstraklasowym debiucie byłego zawodnika Herthy Berlin z lutowego meczu na stadionie Lechii Gdańsk (0:2) obrosły już niemal w legendy, jednak Jastrzembski w kluczowej akcji sobotniej konfrontacji pokazał, że ciągle może się przydawać Śląskowi. Wprowadzony po godzinie gry młodzieżowiec w 83. minucie przeprowadził dynamiczny rajd lewym skrzydłem, po którym piłka trafiła przed bramkę, a tam Zlatana Alomerovicia zaskoczył wspomniany Pazdan. Nie można powiedzieć, że po wejściu Jastrzembskiego ofensywa wrocławian zamieniła się w potwora, a zdobycie bramki było tylko kwestią czasu, ale to bardzo istotny sygnał, że 22-latek ciągle walczy o swoje. Gdyby sobotnia akcja z Białegostoku uratowała Jastrzembskiego dla Śląska w tym sezonie to byłaby bardzo pozytywna informacja w kontekście niełatwej walki o utrzymanie.
MINUSY MECZU
Co z tą ofensywą
Tworek przygotowując skład na mecz w Białymstoku zaskoczył, bo na boisku znalazł miejsce dla duetu Fabian Piasecki – Caye Quintana, a poza kadrą pozostawił Erika Exposito, który wedle oszczędnej wypowiedzi szkoleniowca na konferencji prasowej, nie był w stu procentach gotowy do gry. Sobotni wykonawcy na Podlasiu nie dostarczyli jednak zbyt wielu powodów do zadowolenia, a ofensywa Śląska przynajmniej w pierwszej połowie istniała tylko na papierze. Piasecki już niemal tradycyjnie skupiony był na może i pożytecznej walce z obrońcami, jednak to chyba nie do końca jego rola, zaś Quintana zbyt długo kombinował w idealnej sytuacji, przez co zmarnował szansę na trzeciego ligowego gola. W efekcie, gdyby wyłączyć samobójczego gola Jagiellonii, okaże się, że Śląsk nie trafił od 229 minut (Quintana na 1:1 z Wisłą Kraków), takie serie bywają opłakane w skutkach.
Kolejna wyjazdowa strata
Po sobotnim potknięciu przy Słonecznej zielono-biało-czerwoni mają na koncie już dziesięć wyjazdowych meczów bez czystego konta. Pod wodzą Piotra Tworka co prawda tracą wyraźnie mniej niż wcześniej, a w 2022 roku występ z więcej niż jedną straconą bramką zdarzył im się tylko raz (0:2 w Gdańsku), ale taka regularność może być niepokojąca. Dłużej na wyjazdowe zero z tyłu od Śląska w ekstraklasie czeka tylko Jagiellonia Białystok (o jeden mecz), a by znaleźć ostatni występ poza Wrocławiem bez straconego gola trzeba się cofnąć do 23 października (5:0 przy Reymonta). W tym sezonie okazja do wyjazdowej poprawki zdarzy się jeszcze tylko raz (15 maja w Mielcu), ale akurat na tym stadionie w poprzednim sezonie straconego gola nie było, bezbramkowy remis z perspektywy czasu pół-żartem, pół-serio można nawet ocenić jako przesądzający o miejscu w pucharach.
WYDARZENIE MECZU
360 stopni Piotra Tworka
Trener Śląska Wrocław na konferencji prasowej po kompromitacji z Bruk-Betem (0:4) odważnie zapowiadał zmianę o 360 stopni przed meczem w Białymstoku i tylko dzięki skorygowaniu przez redaktorów Śląsknetu zorientował się, że jednak lepiej o 180. W pierwszej połowie przy Słonecznej można się było zorientować, że w pierwotnej wersji tkwiło jednak jakieś ziarno prawdy, a prowadzony przez niego zespół może nie zaprezentował się tak żenująco w defensywie jak przeciwko Słonikom, jednak pomysłu na grę jak nie miał, tak nie ma. Ofensywa nie stanowiła większego zagrożenia, Jagiellonia była blisko objęcia prowadzenia, bo obiła słupek i poprzeczkę, a bramka Marca Guala na 1:0 krótko po zmianie stron była logiczną konsekwencją tego, co oglądaliśmy wcześniej. Śląsk na trzy kolejki przed końcem sezonu ciągle ma trzy punkty przewagi nad strefą spadkową (i lepszy bilans dwumeczu z Wisłą Kraków, ale gorszy z Bruk-Betem oraz najsłabszy w małej tabelce z tymi dwoma rywalami). To niesamowicie upokarzające, że po sezonie rozpoczętym grą w Europie oraz najdłuższą w lidze serią bez porażki, Śląsk dzisiaj zupełnie realnie drży o utrzymanie i cieszy się, że skórę ratuje mu samobój.