Plusy i minusy meczu z Koroną

Plusy i minusy meczu z Koroną

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po inauguracyjnym remisie 1:1 z Koroną Kielce na wyjeździe? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

 

Martin Konczkowski

Bohater poniedziałkowego spotkania przeciwko Koronie wcześniej jawił się w Śląsku raczej jako solidny zawodnik, miewający gorsze chwile, ale posiadający w sobie także spontaniczne przebłyski artyzmu. W poprzednim sezonie 29-latek zanotował po dwie asysty w lidze i Pucharze Polski, ale na pierwszą bramkę w zielono-biało-czerwonych barwach musiał poczekać aż do spotkania otwierającego sezon 2023/24. A był to gol pięknej urody, poprzedzony koronkowym rozegraniem z Piotrem Samcem-Talarem, który po pierwszej połowie naznaczonej słabą decyzyjnością i wahaniami piłkarskiego rzemiosła, otworzył sezon asystą. Konczkowski z kolei huknął z pierwszej piłki i automatycznie wpasował się w trend pięknych bramek, padających w inauguracyjnej kolejce ekstraklasy. Dla doświadczonego ligowca z pewnością będzie to emocjonalny kop, który może uwolnić jego pełny potencjał. Choć jak twierdzi sam obrońca, wolałby zamienić zdobytą bramkę na trzy punkty dla swojej drużyny. Naszą siłą jest kolektyw? Takim mottem ma kierować się odmieniona przez Jacka Magierę drużyna Śląska Wrocław.

Dobry początek

Takiego właśnie otwarcia oczekiwaliśmy od zawodników Śląska. Wrocławianie podchodzili wysoko, starając się zaskoczyć Koroniarzy w odbiorze i przede wszystkim zagrozić bramce debiutującego w nowych barwach Xaviera Dziekońskiego. Obiecujące wejście w mecz podkreślał na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec wrocławskiego zespołu, a jedyne, czego brakowało, to wykończenie. Najbardziej widoczne było to w dwóch akcjach duetu Jastrzembski – Talar, kiedy to ten drugi miał problemy z pomysłem na pomyślne zakończenie ataku, czego efektem była albo strata, albo zablokowany strzał. Podgryzać rywala próbował także Erik Exposito, ale najpierw jego mocne uderzenie z dystansu sparował golkiper gospodarzy, a później strzelił tylko w boczną siatkę. Wrocławianie mogą mieć do siebie pretensje, bo trzy punkty były na wyciągnięcie ręki.

Oddanie inicjatywy rywalowi

Zupełnie niezrozumiałe było zachowanie drużyny po dobrym wejściu w drugą część gry i strzelonym golu. Zamiast jeszcze bardziej stłamsić rywala na jego połowie, wrocławianie wzorem zachowawczej gry z ery trenera Ivana Djurdjevicia, cofnęli się i pozostawili Koronie pole do rozpędzania ataków ofensywnych. Podopieczni trenera Kuzery w drugiej połowie mieli prawie dwukrotnie większe posiadanie piłki od wrocławian (63% - 37%), co przełożyło się także na trzykrotnie więcej oddanych (i celnych) strzałów. Takie niecierpliwe wypatrywanie sędziego po raz ostatni sięgającego po gwizdek niemal zawsze kończy się katastrofą i tak też było tym razem. Okopani na własnej połowie gracze WKS-u stracili gola w najbardziej prozaicznej sytuacji, przyprawionej brakiem komunikacji między Łukaszem Bejgerem i Rafałem Leszczyńskim. Bramkarz Śląska po tym golu pokazywał wyraźnie młodszemu obrońcy, że wystarczyło zostawić mu miejsce do wyjścia z bramki, natomiast Bejger zdecydował się na dosyć niefortunną interwencję. Tym samym odezwał się kolejny demon z poprzedniego sezonu – gole tracone w końcówkach meczów, bez których wrocławianie byliby zdecydowanie spokojniejsi o ligowy byt.

Kolejny start bez porażki

Pomimo, że stara zasada głosi: „Nieważne, jak zaczynasz, ważne, jak kończysz”, to wrocławianom udało się podtrzymać pewną passę, która trwa już ponad sześć lat. Są to zwycięstwa albo remisy na początek ligowych zmagań. W ostatnich latach oglądaliśmy chociażby pewne zwycięstwa z Cracovią (3:1) czy Piastem Gliwice (2:0), ale także skromne wyniki: 1:0 z Wisłą Kraków, wyrównany mecz z Wartą Poznań (3:3) czy nudne derby Dolnego Śląska sprzed roku, zakończone bezbramkowym remisem. Po raz ostatni porażka tuż za linią startu ekstraklasy przytrafiła się wrocławianom w 2017 roku, kiedy ulegli 0:2 Arce Gdynia. Co ciekawe, taką samą serią szczycili się poniedziałkowi rywale Śląska z Kielc, albowiem oni przegrali w tym samym roku na inaugurację z kolejnym rywalem Śląska – Zagłębiem Lubin (0:1). Od tego czasu wpadka im się nie zdarzyła, a warto pamiętać, że dwukrotnie rozpoczynali sezon w I lidze.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.