Plusy i minusy meczu z Lechią

Plusy i minusy meczu z Lechią

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Lechią Gdańsk? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym, opierając się na raporcie InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Michał Szromnik

Wrócił do składu po dwóch meczach nieobecności i tylko powiększył pozytywny ból głowy trenera Jacka Magiery. Szromnik w niedzielny wieczór szczególnie zalazł za skórę Łukaszowi Zwolińskiemu, który nie tylko przegrał z nim wojnę nerwów przy strzale z rzutu karnego na samym początku, ale i okazywał się słabszy w kilku kolejnych pojedynkach. Bramkarz Śląska w starciu z Lechią obronił siedem strzałów rywali znad morza, w doliczonym czasie dał się jednak zaskoczyć Tomaszowi Makowskiemu, a jego drużyna ostatecznie nie zachowała czystego konta. Regularność w traceniu bramek przez zielono-biało-czerwonych powoli zaczyna się robić naprawdę niepokojąca – w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach na zero z tyłu zagrali tylko raz (2:0 w rewanżu z Paide), a w lidze poprzednio 30 kwietnia (0:0 z Zagłębiem).

Caye Quintana

„Będą z niego ludzie” – to chyba najczęstsza opinia, jaka po niedzielnym meczu z Lechią przewijała się wśród kibiców Śląska opuszczających Stadion Wrocław. Były zawodnik Malagi wystąpił w podstawowym składzie w drugim ligowym spotkaniu z rzędu, jednak po raz pierwszy mógł tak mocno przypaść do gustu kibicom. Hiszpan był bardzo aktywny, uczestniczył praktycznie w każdej ofensywnej akcji swojego zespołu i oddał dwa strzały, z czego jeden zmusił do interwencji Zlatana Alomerovicia. Quintana odegrał swoją rolę również przy zdobytej bramce Śląska, gdy inteligentnie przepuścił piłkę do ruszającego prawym skrzydłem Mateusza Praszelika po zagraniu z formacji defensywnej. Do tego najwięcej w zespole podań kluczowych (trzy, z czego dwa udane), a nawet stuprocentowa skuteczność czterech prób odbiorów.

MINUSY

Diogo Verdasca

Choć Portugalczyk był najbardziej doświadczonym spośród tercetu środkowych obrońców Śląska, którzy rozpoczęli mecz z Lechią, nietrudno było odnieść wrażenie, że to on był tym najbardziej niepewnym. Verdasca już w pierwszych minutach napytał biedy gospodarzom prokurując zupełnie niepotrzebny rzut karny, który tylko na pierwszy rzut oka wyglądał jak profesorska interwencja byłego zawodnika zespołu juniorów FC Porto. Portugalski obrońca wrocławian może się bronić, że w nieudany sposób starał się naprawiać błędy kolegów, z drugiej strony bronią go też statystyki, takie jak 16 odzyskanych piłek czy zaledwie jeden przegrany pojedynek w powietrzu na osiem prób. Generalnie po tym zawodniku można spodziewać się jednak zdecydowane więcej, a jego gra wskazuje, że ciągle nie jest idealnie przygotowany do rozgrywek pod względem fizycznym.

Wypuszczone zwycięstwo

Śląsk po raz pierwszy w sezonie 2021/2022 nie zakończył oficjalnego meczu z co najmniej dwoma strzelonymi golami, jednak mocno się o to postarał. O ile jeszcze bramkę Dino Stigleca na 1:0 zobaczyliśmy w momencie, gdy trudno było mówić o jakiejś szalonej przewadze wrocławian, tak osiągnięcie prowadzenie podziałało na nich bardzo pozytywnie. Zespół trenera Jacka Magiery stwarzał sobie kolejne sytuacje, a co więcej jednocześnie długimi fragmentami utrzymywał Lechię z dala od własnego pola karnego. Przez chwilę cieszyliśmy się już przecież nawet z jedenastki za domniemany faul na Fabianie Piaseckim, nadzieje zburzył jednak VAR. Śląsk zdawał się mieć sprawy pod kontrolą, jednak dał się zaskoczyć w piątej minucie doliczonego czasu gry, co przed czwartkowym rewanżem z Hapoelem wyraźnie przypomniało, jak cienka w piłce bywa granica między zadowoleniem a dużym niedosytem.

WYDARZENIE MECZU

Klątwa Lechii

Niedzielny remis był już ósmym z rzędu meczem Śląska bez zwycięstwa z Lechią Gdańsk. Ostatni komplet punktów z zaprzyjaźnionym przeciwnikiem znad morza biało-zieloni zanotowali w kwietniu 2018 roku (3:1), gdy ich trenerem był Tadeusz Pawłowski, setnego gola w ekstraklasie strzelał Marcin Robak, a od pierwszej minuty grali Igors Tarasovs czy Tim Rieder. Lechia niespodziewanie i po cichu wyrosła na jednego z najbardziej niewygodnych rywali Śląska w krajowym futbolu, a równie zaskakujące jest nazwisko jednego jej piłkarza, który w ostatnim czasie wypracował sobie prawdziwy patent na zielono-biało-czerwonych. Tomasz Makowski do tej pory zdobył dwie bramki w ekstraklasie – obie w ostatnich meczach na Stadionie Wrocław (w kwietniu również ustalił wynik meczu na 1:1, tyle, że już w pierwszej połowie).

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.