Plusy i minusy meczu z Legią

Plusy i minusy meczu z Legią

fot.: Mateusz Kostrzewa/Legia.com

Przypadkowa bramka strzelona w samej końcówce, nie może zmienić fatalnej oceny kolejnego wyjazdowego meczu Śląska Wrocław. Oceniamy zespół Vitezslava Lavicki po wczorajszej porażce 1:2 w Warszawie.



 

PLUS MECZU

Fabian Piasecki

Gol strzelony przez rezerwowego napastnika Śląska jest malutkim powodem do optymizmu, bo przynajmniej wynik nie wygląda tak zawstydzająco, jak się na to zanosiło. Piasecki, podobnie jak trzy dni wcześniej w Płocku, po godzinie gry zastąpił bezproduktywnego Exposito. Sposób, w jaki trafił do siatki przy Łazienkowskiej dużo mówi o tym, jaki mecz oglądaliśmy. Artur Jędrzejczyk zagrał piłkę prosto pod nogi zawodnika wrocławian, bo pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji. Pozwolił sobie, bo tak skutecznie uśpiła go przerażająca bezradność w ofensywie zespołu Vitezlsava Lavicki. Piasecki wykazał się instynktem snajpera i sprawił, że wynik zakłamuje obraz meczu. Czesław Michniewicz doskonale wiedział, że to nie ten dzień, gdy prowadzenie 2:0 okaże się niebezpieczne.

MINUSY MECZU

Matus Putnocky

Żeby myśleć o korzystnym wyniku przy Łazienkowskiej, poza atutami w ofensywie trzeba liczyć na dobry dzień bramkarza, a Śląsk wczoraj nie miał ani jednego ani drugiego. Słowak został zupełnie zaskoczony strzałem Josipa Juranovicia w pierwszej akcji po zmianie stron i szybko stało się jasne, że nie zachowa pierwszego od lutego czystego konta na wyjeździe. Inna sprawa, że postawa obrońców wrocławian, którzy tylko przyglądali się, jak Chorwat układa sobie piłkę na nodze, była cokolwiek zaskakująca. Drugi gol również obciąża konto Putnockiego. Golkiper wrocławian odbił dośrodkowaną z lewej strony piłkę prosto pod nogi Tomasa Pekharta, a ten dopełnił formalności. I w tej sytuacji można mieć pretensje do piłkarzy linii defensywnej, bo swoboda, jaką pozostawili w szesnastce Czechowi sprawiała wrażenie, jakby kompletnie nie zdawali sobie sprawy, jakim lisem pola karnego jest snajper mistrza Polski.

Erik Exposito

Być może kiedyś przed meczem na obcym stadionie, cytując klasyka „wstanie rano i coś mu przeskoczy w głowie”. Póki jednak tego nie zgłosi, można by sobie dać spokój z wystawianiem go w wyjazdowej jedenastce. Exposito półtora roku po podpisaniu kontraktu ze Śląskiem pozostaje bez gola w roli gościa, a co gorsza, praktycznie nie stwarza sobie okazji, by ten stan rzeczy zmienić. Jedno z jego wczorajszych uderzeń było tak niecelne, że… piłka wylądowała na aucie i to wcale nie blisko linii końcowej. Hiszpan nie stanowił żadnego zagrożenia dla defensywy Legii, a że czasami wystarczy tylko spróbować, by narobić kłopotów mistrzowi Polski, niedługo po wejściu pokazał jego zmiennik Fabian Piasecki.

Vitezslav Lavicka

Trener Śląska przeprowadził tylko jedną zmianę w jedenastce po porażce w Płocku – niedostępny w niedzielę Lubambo Musonda zastąpił Bartłomieja Pawłowskiego. Ta roszada wydawała się uzasadniona biorąc pod uwagę formę wrocławian w dawnej stolicy Polski, sęk w tym, że nie bardzo było wiadomo, jaki pomysł zambijski skrzydłowy i jego koledzy z ofensywy mają prezentować przy Łazienkowskiej. Śląsk zagrał w Warszawie bez planu, kolejny raz nie odrobił lekcji po wyjazdowej porażce, powielając dotychczasowe błędy. Wrocławianie byli bojaźliwi, nawet nie starali się zaatakować, szczytem ich możliwości było utrzymanie czystego konta do przerwy. Ale ani minuty dłużej, bo z szatni wyszli tak usatysfakcjonowani, że szybko dali sobie strzelić gola na 0:1, po którym przewaga rywala nie podlegała już dyskusji.

WYDARZENIE MECZU

Niemoc trwa

Co najmniej 10 lat i 10 meczów poczekają na ligowe zwycięstwo przy Łazienkowskiej piłkarze Śląska Wrocław. Kolejny raz łudziliśmy się, że trwająca od 2011 roku fatalna seria, w trakcie której ze stadionu Legii udało się przywieźć zaledwie dwa punkty, dobiegnie końca, ale znowu się nie udało. Zielono-biało-czerwoni rozgrywali w tym czasie w stolicy Polski różne mecze, niejednokrotnie byli nawet blisko sukcesu, wczorajszy występ był jednak jednym z najgorszych. Śląsk nie miał argumentów stricte piłkarskich, by podjąć rywalizację z Legią i kolejny raz wrócił do Wrocławia na tarczy. Jaskółka nadziei? W czwartym meczu przy Łazienkowskiej pod wodzą Vitezslava Lavicki, jego zespół wreszcie zdobył pierwszą bramkę.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.