Plusy i minusy meczu z Legią

Plusy i minusy meczu z Legią

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po wczorajszym spotkaniu z Legią Warszawa? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Robert Pich

Choć grający w niedzielny wieczór na dziesiątce Słowak w tej kolejce nie przerwał trwającej od listopada serii meczów bez gola, jego występu wreszcie nie trzeba było się wstydzić. Pich tylko w pierwszej połowie oddał dwa strzały w światło bramki będąc w ogóle jedynym piłkarzem z takim osiągnięciem na boisku, a po przerwie dołożył jeszcze jeden. Szwankowało co prawda wykończenie akcji, więc Artur Boruc po każdym uderzeniu Słowaka mógł odetchnąć z ulgą, ale i tak należy odnotować znaczący postęp w porównaniu do wcześniejszych występów. Tydzień przed meczem z Legią poprzedziła informacja o powołaniu Picha do szerokiej kadry reprezentacji jego kraju na marcowe mecze kwalifikacji do MŚ. Trudno powiedzieć czy to właśnie dzięki temu czuł się w rywalizacji z Legią tak dobrze, jednak jeżeli to nie był tylko błysk, a zwiastun rosnącej formy Słowaka, Śląsk za chwilę znowu może mieć dużo radości.

Lubambo Musonda

Dla cały czas dochodzącego do pełni sił po urazie Zambijczyka wczorajszy mecz był dopiero pierwszym w tym roku na Stadionie Wrocław. Duży sprawdzian wypadł w jego wykonaniu jednak co najmniej dobrze. Musonda był drugim najaktywniejszym graczem Śląska po Pichu, szarpał i nie odpuszczał żadnego starcia ze zdeterminowanymi zawodnikami mistrza Polski. Na początku drugiej połowy kartkę za faul na rozpędzonym Zambijczyku zarobił Artem Szabanowa, a kwadrans przed końcem Musonda wywalczył rzut wolny w dogodnej pozycji przed polem karnym Legii. W jego statystykach uwagę zwraca również nadzwyczajna skuteczność dryblingów – w tym elemencie gry skrzydłowy Śląska w niedzielę był bezbłędny i nie miał sobie równych. Podjął dziesięć prób, a każda z nich zakończyła się utrzymaniem przy piłce. Musonda przeciwko Legii po raz pierwszy tej wiosny rozegrał pełne 90 minut.

MINUSY MECZU

Łukasz Bejger

Słodko-gorzki występ byłego młodzieżowca Manchesteru United. Z jednej strony najlepsza dokładność podań w zespole Śląska i brak strachu w pierwszym tak poważnym ekstraklasowym teście. Z drugiej jednak, to Bejger w dwóch bardzo ważnych sytuacjach wykazał się utratą koncentracji, a brak straconej bramki wrocławianie zawdzięczali wyłącznie uśmiechowi losu. W pierwszej połowie to właśnie 19-letni obrońca gospodarzy zdaniem sędziego faulował Filipa Mladenovicia w akcji, po której podyktowany został rzut karny, a dopiero dzięki sygnałowi z VAR Sebastian Jarzębak słusznie cofnął stały fragment przed linię szesnastego metra. Na powtórkach trudno doszukać się faulu Bejgera, ale mimo wszystko jego interwencja była spóźniona. Przy golu nastoletni defensor powinien szybciej doskoczyć do Pawła Wszołka i zablokować jego strzał - zamiast tego zawodnicy Śląska otworzyli rywalowi autostradę do bramki. Z kolei w końcówce Bejger zupełnie nieodpowiedzialnie zagrał przed własnym polem karnym prosto pod nogi Tomasa Pekharta, a pojedynek z czeskim napastnikiem lidera wygrać musiał Matus Putnocky. Bejger wczoraj niespodziewanie zagrał jako jedyny młodzieżowiec w składzie Lavicki. Śląsk będzie miał z niego pożytek, przeciwko Legii to nie był jednak najbardziej stabilny punkt.

Bartłomiej Pawłowski

Gdzie jest Bartłomiej Pawłowski z końcówki rundy jesiennej? Po obiecujących występach blondwłosego skrzydłowego na przełomie listopada i grudnia, wydawał się, że to dopiero wstęp do pełni formy, którą osiągnie po przepracowaniu okresu przygotowawczego. Zima cofnęła jednak Pawłowskiego do punktu wyjścia, a kolejne szanse, którymi obdarza go trener Vitezslav Lavicka wzbudzają równie duże zaskoczenie jak krótko po transferze skrzydłowego do Śląska. Były zawodnik Zagłębia i Widzewa w niedzielny wieczór znowu był cieniem samego siebie, a kiedy jedyny raz pokazał się w polu karnym rywala zawiódł na całej linii. Kwadrans po rozpoczęciu drugiej połowy to Pawłowski mógł się okazać bohaterem Śląska, w znakomitej sytuacji uderzył jednak jakby od niechcenia i z bliskiej odległości nawet nie trafił w bramkę Legii. Trzy minuty później mistrz Polski strzelił gola na wagę zwycięstwa, a cierpliwość trenera Lavicki względem Pawłowskiego nie trwała wiele dłużej i w niedzielę to on nieprzypadkowo okazał się pierwszym ściągniętym z boiska zawodnikiem wrocławian.

WYDARZENIE MECZU

Zburzona Twierdza Wrocław

Po dziewięciu meczach i prawie ośmiu miesiącach bez ligowej porażki w roli gospodarza, świetna seria Śląska dobiegła końca. Porażka boli tym bardziej, że jak zwykle sposób na ekipę Lavicki znalazła Legia, a jednocześnie pozbawiła szansy, by trochę dłużej niż przez dwie godziny pocieszyć się mianem jedynej niepokonanej drużyny na własnym terenie. Wrocławianie po raz ostatni na Stadionie Wrocław przegrali 19 lipca w meczu kończącym poprzedni sezon z Lechią (1:2), a przedostatni w grudniu 2019 roku… właśnie z Legią (0:3) – to do wczoraj była ostatnia wizyta zespołu z Łazienkowskiej na boisku Śląska. Porażka zielono-biało-czerwonych we Wrocławiu to uczucie dziwne i zaskakujące, a czasu na lizanie ran nie ma dużo, bo skoro piłkarze Lavicki zawiedli u siebie, tym bardziej będą potrzebowali odbicia na wyjeździe. Najbliższa okazja już w piątek przy Kałuży w Krakowie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.