Plusy i minusy meczu z Paide

Plusy i minusy meczu z Paide

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po wczorajszym spotkaniu z Paide Linnameeskond? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Fabian Piasecki

Rok temu zdobył bramkę w ligowym debiucie w barwach Śląska, a w czwartek trafił w pierwszym występie na arenie międzynarodowej. Fabian Piasecki był rezerwowym, jakiego zielono-biało-czerwoni potrzebowali w Parnawie, szczególnie wobec mało efektywnej dyspozycji Sebastiana Bergiera. Niedawny król strzelców I ligi wczoraj zameldował się na murawie po godzinie gry i nie tylko szybko zapewnił swojemu zespołowi prowadzenie w meczu z Paide, ale stwarzał sobie kolejne sytuacje, czym odbierał chęci do gry Estończykom. Piasecki pod nieobecność kontuzjowanego Erika Exposito doskonale zdawał sobie sprawę z tego ile jest do wygrania dobrym występem w Parnawie i kolejny raz wysłał pozytywny sygnał trenerowi Jackowi Magierze. Po tym, co zaprezentował jako joker, wcale nie jest przesądzone, że w razie ozdrowienia Hiszpana za tydzień będzie musiał usiąść na ławce.

Szymon Lewkot

Wychowanek FC Wrocław Academy w 2021 roku przechodzi przyspieszony kurs piłkarskiego dojrzewania i systematycznie sprawdza się w coraz trudniejszych wyzwaniach. Lewkot w czwartkowy wieczór debiutował w europejskich pucharach, jednak nie wyglądał jak nowicjusz, a raczej rutyniarz, który nie stronił od fizycznej walki, a najczęściej radził sobie w starciach z estońskimi przeciwnikami. 22-letni zawodnik Śląska w meczu z Paide wyszedł jako jeden z trzech środkowych obrońców i nie zawodził we własnym polem karnym, radząc sobie z silnym Henrym Anierem. Dodatkowo kilka razy podłączył się do akcji ofensywnych zwiększając pole manewru dla swoich kolegów. Tercet wrocławian z konieczności niezmiennie ewoluuje zmieniając się w trudnych do przewidzenia kierunkach, trener Magiera jest jednak konsekwentny i na razie może być zadowolony z tego, jak przebiega budowa nowego DNA Śląska.

Mark Tamas

Węgierski obrońca od momentu objęcia wrocławian przez trenera Jacka Magierę opuścił tylko jeden mecz swojego zespołu (0:2 z Rakowem w 27. kolejce), a w Estonii kolejny raz okazał się pożyteczny. Tamas nie tylko dobrze funkcjonował w ustawieniu z trójką stoperów nie popełniając żadnych większych błędów, ale dołożył też bramkę na wagę zwycięstwa w końcówce. Golem na 2:1 przybliżył Śląsk do awansu do 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy, gdzie może spotkać… swój macierzysty klub Fehervar. Po odejściu Israela Puerto i pod nieobecność kontuzjowanych Łukasza Bejgera i Konrada Poprawy, doświadczony Tamas musi grać jeszcze bardziej odpowiedzialnie stanowiąc wsparcie dla kolegów z formacji defensywnej. Węgier lubi lipcowe wyjazdy – jedynego dotychczasowego gola w barwach Śląska strzelił niemal dokładnie rok temu w meczu 36. kolejki przeciwko Jagiellonii (1:2).

MINUS MECZU

Niewpuszczenie kibiców Śląska

Pomimo środowej decyzji delegata UEFA o anulowaniu wejściówek zakupionych na mecz przez osoby z polskobrzmiącymi nazwiskami, fani Śląska liczyli, że uda im się obejrzeć mecz z trybun stadionu w Parnawie. Wyjątku nie zrobiono jednak niestety nawet dla członków stowarzyszenia Klubu Kibiców Niepełnosprawnych, a kilkudziesięcioosobowej grupie sympatyków wrocławian musiała wystarczyć obecność pod bramą wjazdową. Nieprzypadkowo właśnie do nich po zdobyciu bramki na 2:1 podbiegł Mark Tamas, a po końcowym gwizdku to tam odbywało się wspólne świętowanie. Na podkreślenie zasługuje natomiast postawa Paide, które nie tylko nie utrudniało życia kibicom Śląska, ale wydzieliło nawet specjalną strefę, w której mogli się zgromadzić korzystając z tego, że stadion w Parnawie nie jest zabudowany z czterech stron.

WYDARZENIE MECZU

Powrót Golli

W czwartek rozegrał pierwszy oficjalny mecz od końca października i drugiej w ciągu roku bardzo poważnej kontuzji tego samego, prawego kolana. Golla wczoraj po raz pierwszy we Wrocławiu zetknął się z defensywnym tercetem proponowanym przez trenera Magierę, a dzięki wsparciu opisanych wyżej solidnych Tamasa i Lewkota ze swojego występu może być umiarkowanie zadowolony. Zastrzeżenie jest istotne, bo przy bramce na 1:1 to on nie dał rady zatrzymać dośrodkowania Abdula Yusifa Golla, a niektóre źródła zapisały mu nawet trafienie samobójcze. Golla w tym momencie jest nie tylko najbardziej doświadczonym śląskowym stażem obrońcą, ale ma też na koncie zdecydowanie najwięcej ekstraklasowych gier spośród wszystkich defensorów zielono-biało-czerwonych. Na jego powrocie obrona wrocławian może tylko zyskać, a nawiązanie do formy z całkiem niedawna wydaje się w tym przypadku tylko kwestią czasu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.