Plusy i minusy meczu z Radomiakiem

Plusy i minusy meczu z Radomiakiem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim meczu z Radomiakiem Radom? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym, opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Erik Exposito

Hiszpański napastnik za kadencji trenera Jacka Magiery na dobre przełamał się w meczach wyjazdowych, a spokój z jakim w sobotnie popołudnie pokonał bramkarza Radomiaka mógł zrobić wrażenie. Exposito w Radomiu otrzymał znakomite podanie z głębi pola od Mateusza Praszelika i nie spanikował wychodzącego daleko przed własne pole karne Filipa Majchrowicza, tylko opanował sobie piłkę, popatrzył i trafił dokładnie tak, jak chciał. Z interwencją ruszyli co prawda jeszcze dwaj obrońcy beniaminka, precyzja snajpera Śląska okazała się jednak decydująca. Gola na stadionie Radomiaka Exposito mógł strzelić już kilka minut wcześniej, wtedy oddanie przemyślanego uderzenia ofiarną interwencją uniemożliwił mu jednak Damian Jakubik. Hiszpan w całym poprzednim sezonie ligowym zdobył osiem bramek dla wrocławian, a teraz ma na swoim koncie już pięć.

Krzysztof Mączyński

Po wizycie w Radomiu może mówić o niedosycie, bo przynajmniej jeden z jego dwóch groźnych strzałów w drugiej połowie powinien zapewnić Śląskowi prowadzenie 2:1. Nawet pomimo tej nieskuteczności Krzysztof Mączyński zasłużył jednak w sobotę na całkiem pozytywne recenzje, a jego postawa w środku pola okazała się niezbędna do podtrzymania serii meczów bez porażki. O jakości występu kapitana wrocławian świadczą poszczególne statystyki – najlepszy procent wygranych pojedynków w swoim zespole czy zaledwie jedno niepowodzenie przy czterech próbach odbiorów. Wszystkie poszczególne cyferki złożyły się na najwyższą drużynową notę przy nazwisku Mączyńskiego w raporcie InStat, a jeśli w kolejnych meczach do takiej gry dołoży również większą efektywność pod bramką przeciwnika, będziemy mieć dużo powodów do zadowolenia.

Walka do końca

Śląsk w Radomiu cieszył się z prowadzenia tylko przez pięć minut, jednak po efektownej odpowiedzi beniaminka nie wpadł w pułapkę szanowania remisu. Biorąc pod uwagę ponad czteromiesięczną serię Radomiaka bez porażki u siebie, a i zabójcze końcówki w poprzednich domowych występach, punkt przed pierwszym gwizdkiem można było pewnie brać w ciemno. A patrząc na warunki atmosferyczne w sobotnie popołudnie to już w ogóle. Śląsk grał jednak o pełną pulę i po wyjściu z szatni niespodziewanie to on, a nie gospodarze stworzył sobie więcej dogodnych okazji, by przechylić szalę na swoją stronę. Zielono-biało-czerwoni kolejny raz nie zamierzali kalkulować, co w tym konkretnym przypadku zwycięstwa akurat nie przyniosło, stanowi jednak kolejny pozytywny zwiastun na dalszą część sezonu. Tym bardziej, że taką postawę udało się zaprezentować w roli gościa.

MINUS MECZU

Nieskuteczność

Śląsk walczył do końca, jednak nie był skuteczny, przez co z Radomia wrócił bez pełnej satysfakcji. W drugiej połowie niewątpliwie najbliżej zdobycia decydującej bramki dla zespołu trenera Magiery był Bartłomiej Pawłowski, jednak swoje sytuacje mieli jeszcze przecież między innymi wspomniany Mączyński czy Caye Quintana (po strzale rezerwowego i tak w górę powędrowała jednak chorągiewka sędziego asystenta). Punkt nie był dla wrocławian zadowalający pod żadnym względem, a takie granie zielono-biało-czerwonych zapewne zniechęcało również ich rywali do postawienia wszystkiego na jedną kartę, tak jak w końcówkach ostatnich domowych meczów. Śląsk w tym sezonie zremisował już pięć meczów ligowych (w całym poprzednim dziesięć). Godny podkreślenia jest także czwarty wyjazd z rzędu bez przegranej w ekstraklasie, trener Jacek Magiera konsekwentnie podkreśla jednak, że chce budować swoje serie ze zwycięstw.

WYDARZENIE MECZU

Powrót Konrada Poprawy

23-letni obrońca Śląska okazał się odkryciem ostatniej prostej poprzedniego sezonu, sobotnie spotkanie w Radomiu było jednak dopiero drugim w jego wykonaniu w bieżących rozgrywkach. Poprawa w ostatnich tygodniach, jeśli już wychodził na boisko, to tylko w drugoligowych rezerwach wrocławian, a jedyny mecz w ekstraklasie po letniej przerwie zanotował w 3. kolejce przeciwko Lechii Gdańsk (1:1). Przeciwko Radomiakowi utalentowany defensor pojawił się na murawie w ostatnim kwadransie, gdy niezbędne było opanowanie sytuacji w defensywie po zejściu mocno poturbowanego Łukasza Bejgera. Grał zdecydowanie zbyt krótko, żeby racjonalnie ocenić czy dał trenerowi Magierze argumenty za powrotem do wyjściowej jedenastki, warto jednak zwrócić uwagę na wysoką skuteczność jego podań – tylko jedna z ośmiu prób była nieskuteczna, a precyzja na grząskiej murawie w Radomiu graniczyła przecież z cudem.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.