Plusy i minusy meczu z Wartą

Plusy i minusy meczu z Wartą

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po czwartkowym spotkaniu z Wartą Poznań? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Israel Puerto

Świetne zachowanie Hiszpana w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego szybko ustawiło mecz z Wartą, jednak w czwartkowy wieczór najważniejsza była jego rola we własnym polu karnym. Co prawda, Śląsk po trzech spotkaniach z rzędu bez straconego gola we Wrocławiu, tym razem nie zachował czystego konta, jednak gdyby nie dyspozycja Puerto byłoby zdecydowanie gorzej. Stoper gospodarzy w drugiej połowie dwukrotnie uprzedzał Michała Szromnika ratując swój zespół wybiciem piłki sprzed linii końcowej, w końcówce w niezwykle groźnej sytuacji zdołał też zablokować strzał Mateusza Kuzimskiego. Hiszpan odzyskał dziesięć piłek, zdecydowanie najwięcej w zespole Śląska, wygrał większość pojedynków, a dokładniej od niego podawał tylko Robert Pich. Pomimo wymiany partnera na środku obrony, trzyma w ryzach defensywną grę wrocławian, a koncentracja do ostatniej akcji w meczu przeciwko takiemu rywalowi jak Warta okazała się niezbędna.

Bartłomiej Pawłowski

Warta Poznań promuje się hasłem „Warto marzyć”, Pawłowski może podpisać się pod słowami „Warto było czekać”. Skrzydłowy Śląska długo tej jesieni nie przekonywał, jednak w pięciu ostatnich tegorocznych meczach zanotował trzy bramki i asystę, a cały czas należy pamiętać, że w optymalnej formie fizycznej pewnie będzie dopiero na wiosnę. Pawłowski bramkę w meczu z Zielonymi powinien zdobyć już w pierwszej połowie, jednak najpierw przytomnym wyjściem zatrzymał go Adrian Lis, a później w stuprocentowej sytuacji fatalnie spudłował. Blondwłosy zawodnik Śląska o gola mógł pokusić się też już krótko po przerwie, gdy bardzo niebezpiecznie uderzył sprzed pola karnego, jednak co się odwlecze to nie uciecze, bo dzięki interwencji bramkarza wywalczył rzut rożny i z pomocą rykoszetu podwyższył na 2:0. Pawłowski w czwartek wykręcił najlepszy drużynowy InStat Index, a na jego wynik złożyło się aż pięć celnych strzałów, czyli ponad połowa wszystkich w wykonaniu wrocławian czy jeden z najlepszych w zespole procent wygranych pojedynków.

Robert Pich

Mógł zapewnić Śląskowi zdecydowanie spokojniejszy wieczór, jednak na koniec drugiego kwadransa po fantastycznym podaniu Mateusza Praszelika, w bardzo dogodnej sytuacji trafił tylko w słupek. Ta sytuacja, jak i ogólne liczby Słowaka z czwartkowego meczu kolejny raz świetnie pokazują, jakim piłkarzem jest Pich. Często niewidocznym, sprawiającym wrażenie przyczajonego, jednak w wielu sytuacjach po prostu bardzo potrzebnym. Skrzydłowy Śląska przeciwko beniaminkowi oddał sześć strzałów, z czego połowa była celna, zanotował najwięcej dokładnych podań, a co druga z jego sześciu prób dryblingów okazała się udana. Bramka z Wartą byłaby zwieńczeniem naprawdę udanej jesieni w wykonaniu Słowaka, który wyjeżdża na święta jako najlepszy strzelec Śląska w tym sezonie. Pich w 14 kolejkach pięciokrotnie trafiał do siatki, dołożył do tego jedną asystę, a od jego dyspozycji w dużej mierze będzie zależała lokata wrocławian po wiosennej części sezonu.

MINUS MECZU

Nerwowa końcówka

Śląsk nie wyciągnął wniosków, z tego co działo się w drugiej połowie ubiegłotygodniowych derbów w Lubinie i kolejny raz zafundował sobie zupełnie niepotrzebne emocje w decydujących fragmentach spotkania. Co prawda tym razem nie cofnął się aż tak dramatycznie, jak po objęciu prowadzenia na stadionie Zagłębia, jednak gol na 2:0 krótko po zmianie stron uśpił czujność zawodników Vitezslava Lavicki w sposób zdecydowanie przesadny. Po bramce kontaktowej na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu, to Warta była zdecydowanie bliżej zadania kolejnego ciosu, a komplet punktów udało się dowieźć dzięki furze szczęścia nie mniejszej niż w końcówce poprzedniego domowego meczu przeciwko Rakowowi. Śląsk nie potrafi zabijać emocji, praktycznie w żadnym jesiennym spotkaniu nie był w stanie wypracować sobie takiej sytuacji, by ostatnie minuty zagrać na spokojnie. Dobrze, że tym razem taka niefrasobliwość nie skończyła się nieszczęściem, bo wspominany przez całą zimę kac moralny bolałby zdecydowanie bardziej niż zwykle, jednak trener Lavicka ewidentnie ma nad czym pracować przed rozpoczęciem wiosennego grania.

WYDARZENIE MECZU

Eksperymentalne boki obrony

Dwie z trzech zmian przeprowadzonych przez czeskiego szkoleniowca Śląska po meczu w Lubinie, dotyczyły boków defensywy. Choroba wyeliminowała z gry Dino Stigleca na lewej stronie, zaś na prawej zabrakło Guillermo Cotugno, który zwyczajnie nie jest na tyle wydolny fizycznie, by tydzień po tygodniu zaczynać w wyjściowej jedenastce. W czwartek zastąpili ich odpowiednio Mariusz Pawelec oraz Lubambo Musonda i ze swoich zadań wywiązywali się bez fajerwerków, ale poprawnie. Ten pierwszy tradycyjnie nie oszczędzał się w starciach z rywalami, kończył grę z charakterystycznym opatrunkiem na głowie po jednym z niebezpiecznych starć, Zambijczyk zaś rozczarował o tyle, że jako nominalny skrzydłowy mógłby trochę częściej angażować się w akcje ofensywne. Lavicka kolejny raz musiał mocno się nagimnastykować przy konstruowaniu linii obronnej, najważniejsze jednak, że nawet pomimo braku czystego konta, udało się zakończyć ligowy rok cennym zwycięstwem.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.