Plusy i minusy meczu z Wartą
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po poniedziałkowym spotkaniu z Wartą Poznań (0:2)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Brak
We Wrocławiu nie ma już ani śladu po ostrożnym optymizmie z początków pracy trenera Ivana Djurdjevicia, a atmosfera przypomina bardziej to, co działo się po kwietniowym laniu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (0:4). Teraz Śląsk jest oczywiście w zupełnie innym momencie sezonu, jednak w poniedziałek dobitnie przekonał, że niewiele u niego się zmieniło od tego czasu. Gra wrocławian przeciwko Warcie Poznań mogła wzbudzać zainteresowanie tylko… w pierwszych dziesięciu minutach, kiedy utrzymywał się wynik bezbramkowy, a zalążki ich akcji miały interesujące momenty. Po utracie pierwszego gola w grze Śląska nie zgadzało się jednak już nic, a chwile, w których jego zawodnicy próbowali ruszyć z piłką na połowę przeciwnika wyglądały bardziej niż kuriozalnie. Brakowało choćby minimalnego tempa, pomysłu, czy wychodzenia na pozycje i mimo, że przez osiemdziesiąt minut Warta prowadziła różnicą tylko jednej bramki, ani przez chwilę nie musiała się martwić o dowiezienie cennego rezultatu.
MINUSY MECZU
Michał Szromnik
To bardzo dobrze, że bramkarz Śląska na początku sezonu potrafił uratować punkty w meczach przeciwko Widzewowi (0:0), czy Lechowi (1:0), gorzej jednak, że w 11. kolejce swoim absurdalnym zachowaniem kolejny raz zrobił swojemu zespołowi pod górkę. Po pozytywnych recenzjach pod adresem Szromnika z lipca oraz sierpnia, dziś nie ma już śladu, zamiast jest kolejny ogromny błąd w ważnym momencie, tak jak na początku ubiegłego miesiąca w Mielcu (0:2). Po przegranej z Wartą wydaje się, że w tej rundzie nie będzie lepszego momentu na zmianę bramkarza, a Rafał Leszczyński, który do tej pory grał tylko w Pucharze Polski, w sobotę dostanie szansę w rywalizacji z Górnikiem Zabrze. Grający z kapitańską opaską Szromnik w trudniejszych momentach powinien być oparciem swojego zespołu, jednak od kilku tygodni jest tego dokładnym zaprzeczeniem.
Dośrodkowania
Jeśli selekcjoner reprezentacji Polski U-21 Michał Probierz w poniedziałek oglądał mecz Śląska z Wartą, mógł z satysfakcją otworzyć butelkę whisky, bo wreszcie znalazł się ktoś, kto wyprze ze świadomości kibiców ironiczne określenie „Dośrodkovia”. Wrocławianie w poniedziałek z dużą ochotą podjęli wyzwanie rzucone w poprzednich sezonach przez Pasy i wyglądali, jakby posyłanie piłek w pole karne było dla nich sprawą życia oraz śmierci. Może jakimś challengem, wyzwaniem, kto zrobi tego więcej, albo kto gorzej. Łącznie dośrodkowań gospodarzy przeciwko Warcie uzbierało się grubo ponad trzydzieści, przodował w nich Victor Garcia, jednak do policzenia udanych wystarczyłoby palców jednej ręki. Wrzutki wydawały się jedynym pomysłem Śląska na dobrze zorganizowanego rywala, a ich nieskuteczność byłaby powodem do wstydu w znacznie niższych polskich klasach rozgrywkowych niż elita.
Nijakość
Domowy mecz w poniedziałek, puste trybuny, mecz z nieatrakcyjnym medialnie przeciwnikiem, co może pójść nie tak? W przypadku Śląska oczywiście wszystko, a kolejny w tym sezonie żenująco słaby występ, to już prawdziwy powód, by bić na alarm. W przerwie na kadrę trener Ivan Djurdjević apelował w rozmowie z nami o wsparcie w miejsce ciągłej krytyki, wydaje się jednak, że to powinno działać w obie strony. Ja chcę zaapelować, by Śląsk wreszcie przestał przechodzić obok meczów, w których można oczekiwać od niego dobrej gry i po prostu zwycięstwa. Czy to naprawdę jest tak duży, ambitnie wyśrubowany cel? Kolejni trenerzy zielono-biało-czerwonych powtarzają, że teraz mankamenty będą, porażki posłużą jako cenna nauka na przyszłość i za kilka lat, to dopiero zobaczycie, gdzie będziemy. Piękne są to deklaracje, jednak rzeczywistość skrzeczy – po przegranej z Wartą jedyne perspektywy, które mogły pojawić się w myślach kibiców wrocławian, to te pierwszoligowe.
WYDARZENIE MECZU
Pierwsza domowa porażka z Wartą
Jeśli Śląsk do tej pory przegrywał z Wartą w ekstraklasie, lub na jej zapleczu, to tylko w roli gościa, jednak 2022 rok stoi przecież pod znakiem zaburzania wszelkich dobrych statystyk. Drużyna słynącego z taktycznego przygotowania trenera Dawida Szulczka w poniedziałek przyjechała do Wrocławia bez jakiegokolwiek strachu i wykonała swoje kolejne zadanie, co pozwoliło jej wydostać się ze strefy spadkowej. Owszem, gospodarze pomogli Zielonym sprezentowaniem pierwszego gola, można jednak mieć poczucie, że wcześniej czy później, przy pogubionych wrocławianach, rezultat i tak odwróciłby się na korzyść sprytnej Warty. Sam Szulczek zapewne również polubi mecze przeciwko Śląskowi, bo w drugim meczu przeciwko temu rywalowi w ekstraklasie, po raz drugi wygrał, a w poprzednim sezonie, jeszcze na ławce drugoligowych Wigier Suwałki, pokonał również rezerwy klubu z Oporowskiej.