Plusy i minusy meczu ze Stalą
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu ze Stalą Mielec (1:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUS MECZU
Dennis Jastrzembski
Gdyby zapomnieć o tym, co działo się przez większość rundy w wykonaniu byłego zawodnika Herthy i skupić się tylko na początku oraz końcu, to można by dojść do wniosku, że to naprawdę dobry transfer. Jastrzembski po okraszonym asystą przy samobóju Michała Pazdana wejściu z ławki w Białymstoku (1:1), w niedzielę drugi raz z rzędu wybiegł w podstawowym składzie i znowu odgrywał ważną rolę w zespole Śląska. To młodzieżowiec po kwadransie gry zapisał precyzyjną asystę przy bramce Roberta Picha (robi się coraz cieplej, to wraca do strzelania, proste), a po zmianie stron przeprowadził jeszcze kilka ciekawych akcji na zamknięcie meczu. W drugiej połowie, delikatnie mówiąc, nieskory do współpracy z nim był jednak Fabian Piasecki, przez co komplet punktów uciekł wrocławianom w doliczonym czasie gry.
MINUSY MECZU
Victor Garcia
Hiszpański obrońca w Mielcu dał idealny przykład tego, jak nie zachowywać się w newralgicznych sytuacjach, a o jego bezmyślności trudno będzie szybko zapomnieć. Garcia wrócił do gry po dwóch meczach nieobecności i miał wykorzystać ostatni kwadrans na wzmocnienie bronienia dostępu do własnej bramki. Zamiast uspokojenia czy pokazania, że boli go ostatni brak miejsca w podstawowym składzie, wykorzystał ten czas na złapanie dwóch zupełnie zasłużonych żółtych kartek, które osłabiły zespół. Teraz można już tylko gdybać, ale może gdyby Garcia pozostał na boisku, wrocławianie dowieźliby skromne prowadzenie i uniknęli pięciogodzinnych nerwów w oczekiwaniu na wynik meczu Wisły Kraków w Radomiu (2:4). Jak na ironię, dla defensora z Półwyspu Iberyjskiego były to… dopiero dwie pierwsze żółte kartki w ekstraklasie.
Fabian Piasecki
Wina Garcii nie byłaby tak poważna, a rezultat Białej Gwiazdy okazałby się bez znaczenia, gdyby w niedzielę występ, jakiego oczekujemy od piłkarza w ekstraklasie zaprezentował Fabian Piasecki. Do tego na stadionie jego niedawnego pracodawcy było jednak daleko, a pół godziny szansy, jaką otrzymał od Piotra Tworka, spokojnie można jeszcze doliczyć na poczet pracowania na utrzymanie Stali z wcześniejszej części tego sezonu. Zmiennik Erika Exposito nie tylko zmarnował świetną szansę strzałem w słupek w ostatnim kwadransie, ale też sprokurował właśnie ten kluczowy rzut wolny, po którym na listę strzelców wpisał się Mateusz Matras. Co więcej, Piasecki kolejny raz mając szansę na wyprowadzenie groźnej kontry, zupełnie tracił koncept i wybierał najgorsze rozwiązania zamiast pomyśleć o podążających za akcją kolegach. Jeśli ktoś myślał, że problem tego zawodnika w Śląsku po odejściu Jacka Magiery się rozwiązał, nie ma już chyba wątpliwości, że jest inaczej.
Matus Putnocky
Może i bramkarz ratował skórę Śląskowi w kilku sytuacjach niedzielnego meczu, a na samym początku miał szczęście, gdy gospodarze obili poprzeczkę, jednak co z tego, skoro cieniem na jego występie kładą się ostatnie, najważniejsze akcje? Słowacki golkiper w samej końcówce kilka razy z rzędu, po nieskutecznych atakach gospodarzy, postanowił wznowić grę absurdalnie niecelnym wybiciem piłki albo w aut, albo w najlepszym razie „na walkę” tuż przy linii bocznej. Takie wykopy były wodą na młyn dla mielczan, nie pozwalały złapać defensywie zespołu trenera Tworka ani chwili spokoju, aż w końcu prokurowały rzuty wolne w tych sektorach boiska, skąd w końcu był rzut wolny i trafienie na 1:1. Putnocky, tak jak Śląsk, nie dokończył niedzielnej sprawy w Mielcu, przez co minusy jego występu przeważają nad plusami i sprawiły, że zielono-biało-czerwoni po raz jedenasty z rzędu wrócili z obcego stadionu bez czystego konta. Pierwszy od października wyjazd na zero z tyłu najwcześniej w lipcu.
WYDARZENIE MECZU
Utrzymanie!
Historia lubi się powtarzać. Dokładnie rok temu, 16 maja 2021, mimo bramki straconej w doliczonym czasie meczu ze Stalą (1:1) Śląsk spełnił cel, dzięki czemu zapewnił sobie awans do europejskich pucharów, a tym razem jedyną różnicę (tylko i aż) stanowił fakt walki o uniknięcie spadku. To niesamowite, że wrocławianie na kolejkę przed końcem mogą być już spokojni, chociaż od początku grudnia wygrali zaledwie 1 z 17 spotkań (2:1 w Płocku), w 2022 roku zdobyli też zaledwie 9 bramek, co stanowi najgorszy wynik w ekstraklasie. Zespół z Oporowskiej doczołgał się do utrzymania w pełnym tego słowa znaczeniu. Styl był zły, wyniki rozczarowujące, frustracja nieodpuszczająca praktycznie do samego końca, grunt jednak, że nie grozi nam już żadna katastrofa w ostatniej kolejce. Dwumiesięczna przerwa w rozgrywkach przyda się wszystkim, a o tym sezonie trzeba będzie jak najszybciej zapomnieć. To też najwyższy czas, by wyzbyć się zgubnego przekonania o tym, że „kto jak kto, ale Śląsk nigdy nie spadnie”, bo przykład Wisły Kraków powinien być ostrzeżeniem dla dosłownie wszystkich.