Plusy i minusy po meczu z Górnikiem

Plusy i minusy po meczu z Górnikiem

fot.:

Śląsk w 11. kolejce zremisował z Górnikiem 1:1 po bramce straconej w ostatnich sekundach meczu. Jakie są plusy, a jakie minusy tego spotkania? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu wrocławian.



 

Świetna współpraca tercetu w centrum.

Jeśli chodzi o pochwały po niedzielnym meczu, to należą one się niewątpliwie trójce środkowych pomocników. Peter Pokorny przecinał większość podań gości, zgarniał wiele bezpańskich piłek. Patrick Olsen był dokładny, często zmieniał ciężar gry. Z kolei Petr Schwarz pomagał w defensywie, schodził także do bocznych sektorów i zamieniał się pozycjami z Nahuelem Leivą. Cała gra tej trójki za skutkowała kontrolą meczu przez długi czas. WKS dodatkowo miał kilka sytuacji pod bramką Bielicy, ale je zmarnował.

Exposito to człowiek nie z tej planety.

Erik w spotkaniu z Górnikiem pokazał najlepszą wersję siebie. Hiszpan mijał rywali z ogromną łatwością i nie stanowili oni dla niego żadnej przeszkody. Kapitan WKS-u, nawet kiedy miał kilku przeciwników na plecach obracał się z nimi i wygrywał pojedynki. Na osłodę tej pracy fizycznej pokazał trochę techniki, bowiem zdobył przepiękną bramkę na 1:0. 27-latek oderwał się od rywala, wziął kolejnego na zamach i umieścił piłkę w siatce po piekielnie mocnym uderzeniu prosto w okienko. Exposito często dostawał także piłki za plecy obrońców Górnika, z którymi się ścigał i wychodził zwycięsko z tych starć. W tym spotkaniu pokazał, że nie ma tutaj mowy o żadnym kryzysie Hiszpana. 

Bułgarsko-ukraińska ściana na lewej flance. 

Po meczu widzieliśmy wzruszające obrazki. Skulony, schowany pod kurtką na ławce rezerwowych Yehor Matsenko, czy siedzący na murawie piłkarze. WKS poświęcił w meczu z Górnikiem wiele walki i energii, żeby wygrać, ale jednak porażka przyszła w ostatnich sekundach. W 88. minucie tego starcia plac gry opuścił Ukrainiec, który zebrał solidną porcję oklasków z trybun stadionu Śląska. Matsenko był w spotkaniu z Górnikiem bardzo zaangażowany, mówiąc w żargonie piłkarskim, gryzł trawę, dwoił się i troił oraz zamknął lewą stronę dla Yokoty. Zatrzymanie Japończyka było bardzo dużym wyzwaniem, a lewy obrońca dał radę. Wspomagał go w tym Aleks Petkov, który często wybijał piłkę z pola karnego WKS-u głową. Bułgar był po prostu wieżą nie do ominięcia. Warto pochwalić tę dwójkę defensorów, bo robili oni wszystko, co mogli, żeby Śląsk zwyciężył. 

Kontuzja Martina Konczkowskiego.

W 71. minucie meczu boisko opuścił podstawowy zawodnik wrocławskiej ekipy, czyli Martin Konczkowski. Doświadczony prawy obrońca gwarantował stabilność w defensywie, a jego zejście z murawy wprowadziło zamieszanie. Warto dodać, że Martin opuścił boisko, bo doznał urazu i nie był w stanie kontynuować gry. Tak o sytuacji zdrowotnej defensora na konferencji prasowej po meczu wypowiedział się szkoleniowiec Trójkolorowych:

- Martin sam poprosił o zmianę. Będziemy konsultować z naszymi lekarzami, co dokładnie mu dolega, ale najprawdopodobniej coś z mięśniem. Yehor również potrzebował zejść z boiska

- powiedział Jacek Magiera.

Nerwowa końcówka.

Śląsk stracił trzy punkty, bo nie utrzymał koncentracji w końcówce meczu. Kilka sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziego Tomasza Kwiatkowskiego do piłki przed polem karnym WKS-u dopał Szymon Czyż. Były zawodnik Rakowa Częstochowa miał dużo swobody, bowiem Cameron Bortwick-Jackson, zamiast doskoczyć do pomocnika, utworzył blok ze swojego ciała, który został ominięty przez bombę od Czyża, która wpadła prosto do siatki bramki Rafała Leszczyńskiego. Do momentu straty gola Śląsk często posiłkował się długimi piłkami w kierunku Exposito, które zbierali zawodnicy Górnika. Czuć było nerwowość i strach o to, że Górnik zaraz może mocniej zaatkować. 

Niewykorzystane okazje się zemściły. 

Jak mawia stare piłkarskie przysłowie: "niewykorzystane sytuacje lubią się mścić" i to w meczu Śląska z Górnikiem widzieliśmy dość dosadnie. Wrocławianie mieli kilka szans na to, żeby umieścić piłkę w siatce, jednak coś zawodziło. Między innymi niemal stuprocentową sytuację w 22. minucie zmarnował Matias Nahuel Leiva. Hiszpan dostał piłkę za plecy obrońców Górnika od Exposito, stanął oko w oko z wysoko stojącym Danielem Bielicą i próbował zdobyć bramkę, jednak to się nie udało. Do piłki później dopadł jeszcze Petr Schwarz, ale także zatrzymał go golkiper z Zabrza. Kolejną okazję na umieszanie futbolówki w siatce miał kapitan Śląska, który uderzył w poprzeczkę z dystansu. W drugiej części meczu Nahuel tak samo jak i w pierwszej nie mógł się wstrzelić. Tym razem z ostrego kąta nie zmieścił piłki w siatce, bowiem zatrzymał go znowu Bielica.

Koniec pięknej, historycznej passy. 

WKS poprzez remis z Górnikiem przerwał swoją wspaniałą passę wygranych meczów z rzędu. Wydawało się prawie do samego końca spotkania z zabrzanami, że w niedziele do ligowej tabeli WKS dopisze sobie kolejne trzy punkty. Jednak nieoczekiwanie przyszła bramka dla Górnika tuż przed końcowym gwizdkiem Kwiatkowskiego. Seria wygranych meczów pod rząd trwała 50 dni. Rozpoczęła się ona na Pilczycach w starciu z Lechem (3:1) i zakończyła się również we Wrocławiu, ale z Górnikiem (1:1). Można powiedzieć, że co los dał z Wartą (1:0) przy trafieniu w słupek Kajetana Szmyta, zabrał z Górnikami, bo przecież Śląsk zasługiwał na zwycięstwo.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.