Plusy i minusy po meczu z Wisłą Kraków
fot.: Hubert Łukaszewski
Trójkolorowi drugi mecz z rzędu przegrali 1:2, tracąc bramki w ostatnich akcjach spotkań. Jakie są plusy i minusy po starciu z Wisłą?
Impuls z ławki.
Trzeba zacząć od tego, że po zmianie stron zarządzanie grą było niezłe, ale nie przynosiło niczego groźnego. Dopiero po roszadach przeprowadzonych przez trenera Simundze, Śląsk zaczął kreować okazje, a jedną z nich zamienił na bramkę wyrównującą. Cała akcja była naprawdę doskonale rozwiązana, ale ostatnie trzy akcenty należały do zmienników. Llinares zagrał do Shabaniego, który wzorowym zagraniem obsłużył Adama Ciućkę i tym samym wychowanek Śląska na przestrzeni tygodnia zaliczył pierwszą asystę i bramkę w Ekstraklasie. Warto docenić, że to kolejny raz kiedy zmiany dają ten niezwykle potrzebny, pozytywny impuls.
Nie chcemy się powtarzać, ale…
Powiedzmy jasno, Wisła miała mnóstwo sytuacji, szczególnie przed przerwą, ale momenty, w których Wrocławianie kapitulowali, to znów pokłosie błędów defensywnych. Najpierw złe ustawienie, złamana linia spalonego i nieupilnowany Angel Rodado w polu karnym. Na to jeszcze udało się odpowiedzieć, ale zachowanie Luki Marjanaca w końcówce meczu jest niedopuszczalne. Bezmyślny faul na piłkarzy Wisły i sprokurowanie rzutu wolnego, który ostatecznie dał zwycięstwo gospodarzom. Przewiezienie w tej strefie boiska nie było konieczne, wręcz przeciwnie, Trójkolorowi było dobrze ustawienie do bronienia tej akcji. Właśnie takie sytuacje, od początku sezonu powodują, że Śląsk traci punkty na własne życzenie.
Wracają demony z przeszłości…
Niewątpliwie kibice Śląska, słysząc słowa - doliczone minuty, nie mają najlepszych wspomnień. Ileż to razy w ostatnich latach Wrocławianie wypuszczali punkty właśnie po upływie regulaminowego czasu gry. Na jakiś czas wydawało się, że zostało to zażegnane, jednak na przestrzeni niespełna tygodnia wróciło to ze zdwojoną siłą. Najpierw wypuszczony niezwykle ważny punkt z Koroną, a sześć dni później jeszcze cenniejsze oczko z Wisłą. Patrząc na aktualną sytuację w ligowej stawce, te zdobycze byłyby szalenie ważne. Ostatecznie ich nie ma, więc trzeba żyć nadzieją, że przebieg dwóch ostatnich starć, to tylko wypadek przy pracy i Wojskowi ponownie będą zachowywać koncentrację do ostatniego gwizdka.
Więcej szczęścia niż…
Wydarzenie nietypowe, bo nie odnosi się do końca do meczu, a raczej do ligowej stawki. Wyżej napisaliśmy o wypuszczonych punktach, które są potrzebne jak tlen, jednak zespoły znajdujące się w strefie spadkowej, też na razie nie kwapią się do zrzucenia w nią Wrocławian. Rezultaty odniesione przez Motor, Wieczystą i Raków powodują, że Śląsk przerwę reprezentacyjną na pewno spędzi tuż nad miejscami zagrożonymi spadkiem. Wydaje się, że trzeba to odbierać jako ostatni sygnał ostrzegawczy i po powrocie do ligowego grania, obowiązkowo wrócić do regularnego punktowania. Kolejne takie błędy, jak na przestrzeni ostatnich dwóch kolejek, nie będą już wybaczane.
