Plusy i minusy przełożenia meczu z Legią
fot.: Paweł Kot
Gdyby mecz 5. kolejki z Legią zgodnie z planem odbył się wczoraj, w tym miejscu analizowalibyśmy występ piłkarzy Śląska z wyróżnieniem tych, którzy zapracowali na pochwałę i krytykę. Spotkanie zostało przełożone, ocenie podlega jednak moment, w którym taka decyzja zastała drużynę Vitezslava Lavicki.
PLUSY PRZEŁOŻENIA MECZU
ŚLĄSK BĘDZIE SILNIEJSZY
Kadra Śląska na mecz z Legią nieznacznie różniłaby się od tej, która kolejkę wcześniej pojechała do Szczecina. Do treningów w ostatnich dniach wrócił co prawda Fabian Piasecki, wyeliminowanych z powodu kwarantanny lub kontuzji cały czas jest jednak dziesięciu piłkarzy. Bardzo poważnie osłabiony Śląsk na Pomorzu Zachodnim poniósł pierwszą porażkę w sezonie, a dowiezienie bezbramkowego remisu wydawało się szczytem jego możliwości. Wyjazd w podobnym zestawieniu na Łazienkowską mógłby oznaczać katastrofę, choćby dlatego odwołanie niedzielnego meczu nie było złą informacją. Warto również pamiętać, że w grupie piłkarzy, których nie ma do dyspozycji Vitezslav Lavicka znalazł się tercet eks-legionistów. Dla Mateusza Praszelika, Krzysztofa Mączyńskiego i Rafała Makowskiego okazja do gry przeciwko dawnemu pracodawcy oznacza szczególną motywację – zmiana terminu sprawia, że zdążą wrócić do zdrowia przed spotkaniem z mistrzem Polski.
CZAS NA SPOKOJNĄ PRACĘ
Po powrocie ze Szczecina, a przed zaplanowanym na drugą połowę października wyjazdem do Płocka Śląsk nie musi choćby na moment ruszać się z Wrocławia. W piątkowy wieczór na Stadionie Miejskim podejmie Cracovię, zaś później czeka go przerwa reprezentacyjna. To daje okrągły miesiąc na szlifowanie formy na własnych obiektach, czyli komfort, którego czeskiemu szkoleniowcowi Śląska mógłby pozazdrościć niejeden kolega po fachu. Wrocławianie mają nad czym pracować, bo choćby odejście Jakuba Łabojki nie zastało ich przed sezonem, tylko między meczami z Lechem i Pogonią. Maciej Pałaszewski w Szczecinie spisywał się co najmniej poprawnie, ale rywalizacja przy Łazienkowskiej to byłby zupełnie inny poziom wyzwania. Zespół Vitezslava Lavicki ma czas, by przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości w bardziej przyjaznych warunkach.
MINUSY PRZEŁOŻENIA MECZU
ZABURZONE PRZYGOTOWANIA
Zwieńczeniem każdego mikrocyklu powinien być mecz ligowy. Śląsk czas po powrocie ze Szczecina spędzał na starannie zaplanowanych przygotowaniach do kolejnego spotkania w roli gościa, a przez większość tygodnia nikomu nawet nie przyszło do głowy, że Legia może poprosić o zmianę terminu. Decyzja zapadła praktycznie w ostatniej chwili, na mniej niż 72 godziny przed planowanym rozpoczęciem spotkania, gdy już nie do odkręcenia były poniesione przez kibiców i klub koszty, nie było też szansy, by w tak krótkim czasie znaleźć sparingpartnera. To znaczy można było spróbować umówić się z Pogonią, ale w świetle najnowszych covidowych informacji ze Szczecina, chwała Bogu, że nikt na to nie wpadł. Weekend przerwy Śląska przed meczem z Cracovią, może być wdzięcznym argumentem dla Michała Probierza, jeśli coś pójdzie nie po jego myśli w piątkowy wieczór na Maślicach, w rzeczywistości niespodziewana pauza jest jednak problemem dla sztabu Vitezslava Lavicki.
UCIERPIAŁY REZERWY
Gdyby realne prawdopodobieństwo przełożenia meczu z Legią zostało chociaż zasugerowane przez Ekstraklasę SA na początku poprzedniego tygodnia, inaczej mogłaby wyglądać kadra drugoligowych rezerw wysłana na piątkowe spotkanie w Suwałkach. Niektórym piłkarzom Vitezslava Lavicki udział w meczu drugiej drużyny mógłby pomóc w odbudowaniu formy, a przede wszystkim dałby możliwość powrotu do prawdziwej ligowej rywalizacji. Taki manewr wykluczyło jednak odwołanie spotkania przy Łazienkowskiej dopiero w czwartkowy wieczór. Stracił pierwszy zespół i straciły rezerwy, które przegrały na Podlasiu 0:2, a wzmocnione piłkarzami z ekstraklasowej kadry pewnie mogłyby myśleć o drugim zwycięstwie po awansie na szczebel centralny. To przecież nie przypadek, że jedyny dotychczasowy komplet punktów zdobyły podczas wrześniowej przerwy na kadrę po bramkach Mathieu Scaleta, Sebastiana Bergiera i Adriana Łyszczarza.
LEGIA SIĘ POZBIERA
Czesław Michniewicz doskonale zdawał sobie sprawę, że mecz ligowy jest ostatnim czego potrzebuje pomiędzy kluczowymi dla losów całego sezonu Legii spotkaniami w Lidze Europy. Nowy trener mistrza Polski, tak jak jego poprzednicy w podobnych sytuacjach, mógłby desygnować do gry w Ekstraklasie drugi garnitur, a rezerwowe zestawienia warszawian na początku poprzednich sezonów często kończyły się bolesnymi wpadkami. Jeśli Legia w czwartek awansuje do fazy grupowej europejskich pucharów, nowy termin meczu ze Śląskiem zostanie wyznaczony prawdopodobnie na grudzień. W tym czasie mistrz Polski powinien dotrzeć się z nowym szkoleniowcem, co sprawi, że będzie zdecydowanie bardziej wymagającym przeciwnikiem. Może się również okazać, że w późniejszym momencie sezonu Legia nie będzie już mogła sobie pozwalać na eksperymenty ze składem chcąc odrobić – przecież do lidera z Zabrza już dziś traci siedem punktów.
TERMINARZ ZE SNU WARIATA
Była wolna niedziela, za tydzień mecz 6. kolejki zgodnie z planem, a za dwa kolejna przerwa, tym razem reprezentacyjna. Po następnych dwóch seriach gier weekendowa przerwa na Puchar Polski, w którym Śląska Wrocław już nie ma, a gdzieś po drodze, najpewniej w środku tygodnia między ligowymi weekendami, zaległy mecz w Warszawie. To wszystko oczywiście przy założeniu, że planów nie będzie już psuł koronawirus. Rysujący się na dalszą część rundy jesiennej kalendarz zielono-biało-czerwonych nie ma nic wspólnego z tym, do czego przyzwyczailiśmy się w poprzednich sezonach, a patentu na tak niecodzienny terminarz nie ma żaden trener. Rok temu Śląsk bardzo szybko ulokował się w czołówce dzięki serii meczów bez porażki, teraz samo złapanie rytmu grania, nie mówiąc o powtarzalności korzystnych wyników, może być niemałym wyzwaniem.