Plusy i minusy sezonu

Plusy i minusy sezonu

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sezonie 2020/2021, który zakończył się niespodziewanym awansem do europejskich pucharów? Zapraszamy na specjalną odsłonę naszego cyklu, w której, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z ostatnich 9 miesięcy w wykonaniu Śląska Wrocław.



 

PLUSY SEZONU

Bramkarze

Gdy przed rozpoczęciem sezonu kontrakt ze Śląskiem podpisywał Michał Szromnik, wielu spodziewało się pewnie, że będziemy mieć do czynienia z powtórką przypadku przyklejonego do ławki Daniela Kajzera. Były golkiper Chrobrego owszem zaczął sezon na ławce rezerwowych, a pierwszej szansy nie dostał nawet w feralnym meczu Pucharu Polski przeciwko ŁKS, generalnie w ciągu tego roku wygrał chyba więcej niż mógłby się spodziewać. Zarówno Putnocky, jak i Szromnik, który zastępował go ze względów zdrowotnych w grudniu oraz na ostatniej prostej sezonu, walnie przyczynili się do tego, że we Wrocławiu po sześciu latach znowu będą europejskie puchary. Ten pierwszy dał się w tym sezonie zapamiętać jako specjalista od bronienia rzutów karnych (fantastyczne parady w domowych meczach z Cracovią i Wisłą Kraków), ten drugi tak niespodziewanie, jak skutecznie wskoczył między słupki, a jego parada z przegranych derbów w Lubinie obiegła w mediach społecznościowych już pół Europy. Trener Jacek Magiera ma komfort w kwestii obsady bramkarza, którego pozazdrościć może mu cała liga.

Zmiana trenera

Oczywiście nigdy się już nie dowiemy, jak zakończyłby się sezon 2020/2021, gdyby dograł go trener Vitezslav Lavicka, trudno jednak pozbyć się poczucia, że dziś zbyt wielu powodów do zadowolenia by nie było. Począwszy od tego, że zabrakłoby punktu lub punktów z meczu przeciwko Jagiellonii, który dla Śląska prowadzonego przez Czecha pewnie okazałby się kolejną wyjazdową męką, a Magierze przyniosło wygraną z czystym kontem (1:0) w debiucie. Nie warto było czekać z tą zmianą. Przy Oporowskiej uparli się, by przekonać Magierę do podjęcia pracy już w ostatniej dekadzie marca, a jakie są tego efekty widać w tabeli. Jasne, że ten awans do europejskich pucharów nie jest specjalnie zasłużony, a pracy do wykonania przed nowym sezonem szkoleniowiec wrocławian ma mnóstwo. Gołym okiem już teraz widać jednak konkretne symptomy pozytywnych zmian. Od odważnego postawienia na młodzież (jak się okazało to wcale nie było wywieszaniem białej flagi), przez budowanie poszczególnych piłkarzy według swojego planu, aż po uczciwość względem komponowania składu. Exposito zgubił skuteczność? Po dwóch meczach bez gola siada na ławce. Pich nie dał powodów do zaufania? W trzech pierwszych spotkaniach Magiery wchodził na ostatnie pół godziny. Trenerowi Lavicce dojrzewanie do podobnych decyzji zajmowało miesiące.

Twierdza Wrocław

Do pełni szczęścia zabrakło jeszcze dowiezienia zwycięstwa ze Stalą (1:1), niekwestionowaną siłą Śląska w zakończonym właśnie sezonie kolejny raz były jednak mecze rozgrywane przed własnymi trybunami, w czym nie przeszkadzał nawet brak kibiców. Wrocławianie w rozgrywkach 20/21 w roli gospodarza zainkasowali 28 punktów, więcej tylko plasujące się przed nim Pogoń, Raków oraz Legia. Ponieśli tylko jedną porażkę (0:1 z mistrzem Polski na początku marca jeszcze pod wodzą Vitezslava Lavicki), pod tym względem w ekstraklasie nie mieli sobie równych. Jeśli dodatkowo przypomnimy, że w całym wcześniejszym sezonie domowe porażki Śląskowi przytrafiły się tylko dwukrotnie, długoterminowy patent na granie we Wrocławiu robi się już naprawdę efektowny. Przeniesie podobnej skuteczności do walki o fazę grupową Ligi Konferencji Europy może sprawić, że nadchodząca jesień dostarczy kibicom zielono-biało-czerwonych jeszcze więcej powodów do satysfakcji. To tym ciekawsze, że dwóch poprzednich domowych meczów w pucharach Śląsk właśnie nie przegrał (3:1 z Celje i 0:0 z Goteborgiem).

MINUSY SEZONU

Waldemar Sobota

Jego letni powrót do Wrocławia po siedmiu latach rozłąki stanowił wielkie wydarzenie marketingowe i wyglądał na jeden z najciekawszych przedsezonowych transferów w ekstraklasie. Na początek szybko okazało się, że Sobota za granicą przestał być skrzydłowym, którego niesamowite akcje z dwumeczu przeciwko Club Brugge każdy kibic Śląska przypomni sobie nawet wyrwany ze snu w środku nocy. Były reprezentant Polski przestawił się na grę w środku pola, rocznicę swojego ostatniego meczu w barwach wrocławian okrasił nawet bramką z karnego pieczętującą zwycięstwo 3:1 przy Reymonta. Im dalej w jesień, tym przekonywaliśmy się jednak, że Sobota delikatnie mówiąc nie jest w optymalnej formie sportowej. W samym środku drugiej fali pandemii dopadło go też przeziębienie, co spowodowało przerwę w jego treningach, aż w końcu w połowie listopada stracił miejsce w podstawowej jedenastce. Były zawodnik Sankt Pauli nie pokazywał spodziewanego doświadczenia, które mogłoby robić różnicę w skali całej ligi, zdarzały mu się proste błędy (kuriozalna strata kosztowała utratę punktów z Lechią w rundzie rewanżowej), jego przydatność szybko zweryfikował także trener Jacek Magiera. W pierwszych dwóch meczach nowego szkoleniowca Śląska Sobota był pierwszym zawodnikiem ściąganym z boiska, a w kolejnych czterech zaczynał już na ławce. Spodziewaliśmy się zupełnie innego sezonu w jego wykonaniu.

Robert Pich

Jeżeli popatrzymy na suche liczby – drugi najlepszy strzelec Śląska w sezonie (7 goli), trafiający w dodatku niedawno na 4:3 z Podbeskidziem i 3:2 z Wartą, czyli punktów, bez których nie byłoby pucharów. Sęk w tym, że kwietniowe trafienie przeciwko Góralom było dla Słowaka pierwszym od… końca listopada, a w wielu innych meczach zrobił dużo, by minusy przesłoniły plusy. Był przecież bardzo blisko zmarnowania całego wiosennego wysiłku drużyny marnując szansę na zamknięcie ostatniego meczu ze Stalą. A wcześniej podobny kiks zdarzył mu się w doliczonym czasie konfrontacji z Pogonią (2:1), jednak wtedy jeszcze mu się upiekło. Choć statystycznie miniony sezon Picha nie wyróżnia się negatywnie na tle poprzednich, czysto sportowo był to jednak czas największej frustracji fundowanej przez Słowaka kibicom Śląska. Dla odbudowy formy byłego skrzydłowego Kaiserslautern w ostatnim czasie nie mogło się zdarzyć jednak nic lepszego niż zmiana szkoleniowca. Pewnie też nieprzypadkowo Pich wrócił do strzelania już po tym, jak pracę przy Oporowskiej zakończył Vitezslav Lavicka. Poprzedni trener wrocławian miał trudną do wytłumaczenia słabość względem Słowaka (dość powiedzieć, że wystawiał go od pierwszej minuty w każdym meczu tego sezonu), a ten grą wcale się nie bronił. Pich pod wodzą Lavicki stanowczo za bardzo się rozleniwił i wrócić do równowagi z dnia na dzień wcale nie było łatwo, perspektywa kolejnych tygodni daje jednak pewną nadzieję.

WYDARZENIE SEZONU

Przełomowy rok (?)

Odkładając na bok okoliczności i kumulację korzystnych wyników 30. kolejki, w ostatnią niedzielę z udziałem Śląska Wrocław naprawdę wydarzyło się coś znaczącego. Po sześciu latach udało się wywalczyć prawo startu w europejskich pucharach, a nawet jeżeli to „tylko” 1. runda kwalifikacji Ligi Konferencji Europy i tak mówimy o zdecydowanej poprawie względem poprzednich sezonów. Dobry trener musi mieć też szczęście. Jacek Magiera nie mógł wymarzyć sobie bardziej udanego pierwszego odcinka pracy przy Oporowskiej, a szansa zaprezentowania się w Europie jest niczym wygrany los na loterii. Wyzwań dla Śląska od początku lipca będzie bez liku, bo powalczenie o jesień na arenie międzynarodowej (Lech Poznań rok temu pokazał, że się da) to jedno, a nie mniej interesująca będzie próba jednoczesnego wymykania się europejskiemu „pocałunkowi śmierci”, który stworzył trener Michał Probierz. Jeżeli ceną dla Śląska ma być powrót do lokat w tabeli, które pamiętamy z poprzednich sezonów rozpoczynanych walką o fazę grupową europejskich pucharów, to gra zdecydowanie nie jest warta świeczki. W tym czasie objawi się jednak konkretny plan, który na swój nowy zespół ma trener Jacek Magiera.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.