PNK: Kompromitacja przy Oporowskiej

PNK: Kompromitacja przy Oporowskiej

fot.:

Trzy mecze bez zwycięstwa to bilans, który może niepokoić kibiców Śląska w szczególności, że taki dołek formy nie przydarzył się jeszcze w tym sezonie. Mecz z Górnikiem Łęczna był ostatnią okazją na poprawę humorów przed przerwą na reprezentację. Niestety zamiast tego widzieliśmy prawdziwy blamaż w wykonaniu Green Gangu.



 

W 4. minucie dobrą okazję do zdobycia bramki miała Marcelina Buś po precyzyjnym strzale z dystansu pod poprzeczkę. Skończyło się jednak dla strachu dla Górnika i piłkę nad poprzeczką bezpiecznie przeniosła Palińska. Już chwilę późnej doszło do kuriozalnej bramki dla Łęcznej. Ewelina Kamczyk rozpoczynała akcję oskrzydlającą i próbowała posłać piłkę do napastniczki długim wysokim podaniem. Piłka nabrała jednak niespodziewanej rotacji i kompletnie zaskoczyła Bocian, która nie zdążyła cofnąć się do bramki. Pika wpadła do siatki i Górnik rozpoczął mecz od prowadzenia. Pierwsza połowa to pełna dominacja zespołu przyjezdnych. Śląsk nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia, a mocno w oczy rzucała się niewyobrażalnie wysoka liczba strat na własnej połowie. Kompletnie odcięta od podań Wróblewska nie radziła sobie z wyprowadzaniem piłki, przez co Tracz i Dudziak były zmuszone do błędów. Rozpaczliwa obron WKS-u padła w 40. minucie za sprawą Emilii Zdunek. Po dość prostej akcji oskrzydlającej i wrzutce Hmirovej zupełnie niepilnowana Zdunek uderzyła na bramkę. Bocian nie zdążyła z interwencją i wrocławianki schodziły na przerwę z dwubramkową stratą.


Drugą połowę rozpoczęliśmy od zmiany Karoliny Czudeckiej na Aleksandrę Przelicką i o ile na początku mogliśmy mieć nadzieję na zmianę rezultatu, to szybko zostaliśmy ich pozbawieni. Tym razem błysnęła Nikola Karczewska. Młoda zawodniczka wbiegła w pole karne z prawej strony i mijając trzy rywalki, niemal wbiegła z piłką do bramki. Chwilę później Łęczna mogła zdobyć czwartą bramkę, lecz na spalonym była Ewelina Kamczyk. W 63. minucie kolejną groźną akcję poprowadziła Lefeld, mająca zdecydowanie za dużo miejsca w środku pola obsłużyła idealnym podaniem Hmirovą. Tym razem dobrą interwencją popisała się Bocian i uratowała drużynę od straty kolejnej bramki. Kontrowersyjną decyzję w 67. Minucie podjęła sędzina Michalina Diakow, dyktując jedenastkę po bardzo miękkim faulu Homy w polu karnym. Decyzja pozostałą niezmieniona i Zdunek pewnie wykorzystała rzut karny, podwyższając prowadzenie. Gdy wydawało się, że to koniec tortur dla wrocławianek Górnik postanowił wbić gwóźdź do trumny. Karczewska obsłużona perfekcyjnym podaniem za linię obrony wyszła sam na sam z Bocian, która była bez szans. Później prowadzenie podwyższyła Zając i spotkanie zakończyło się najwyższą porażką Śląska w tym sezonie.

Śląsk Wrocław 0:7 (0:2) Górnik Łęczna
Zdunek 40’ 67', Kamczyk 5’ 90+4', Karczewska 49’, 80’, Zając 85'

Śląsk Wrocław: Bocian – Żurek, Tracz, Dudziak, Turowska (71’ Krysman) – Kulig, Wróblewska – Martyna Buś (61’ Homa), Korda (61’ Jurczenko), Czudecka (46’ Przelicka), Marcelina Buś (86’ Pompa)

Ławka rezerwowych: Rydlewska – Krysman, Przelicka, Jurczenko, Matuszewska, Pompa, Homa
Trener: Piotr Jagieła


Górnik Łęczna: Palińska – Górnicka, Siwińska, Kamczyk, Karczewska, Ratajczyk (58’ Lefeld), Hmirova, Dyguś, Zawadzka, Zdunek, Zając


Ławka Rezerwowych: Paturaj, Kazanowska, Lefeld, Jezioro, Kaczor, Głąb, Duchnowska
Trener: Natasza Górnicka

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.