''Po meczu ze Śląskiem morale mogą wzrosnąć'' (OPINIA EKSPERTA)

''Po meczu ze Śląskiem morale mogą wzrosnąć'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Po czterech ligowych porażkach z rzędu, Śląsk w 21. kolejce ekstraklasy zagra na wyjeździe z Górnikiem Łęczna. O serii bez porażki beniaminka, nieobecności Bartosza Śpiączki i specyficznym terenie rozmawiamy z Bartoszem Surmanem, dziennikarzem Dziennika Wschodniego.



 

Górnik Łęczna w poprzedniej kolejce stracił zwycięstwo na stadionie Warty Poznań (1:1) po golu bramkarza w doliczonym czasie gry, jednak chyba w żadnym razie nie może mówić o pechu. Zieloni wcześniej trzy razy trafiali w słupek lub poprzeczkę bramki Macieja Gostomskiego.

A ja jeszcze dorzuciłbym nieuznanego gola Adama Zrelaka w pierwszej połowie po analizie VAR. Tak, wszystko wskazywało na to, że Górnik ten mecz przegra, jednak okazało się, że dzięki sporemu szczęściu może go nawet wygrać. Ostatecznie padł remis, który chyba należy uznać za sprawiedliwy, bo patrząc obiektywnie z perspektywy całego meczu, Warcie ten punkt na pewno się należał.

Podopieczni Kamila Kieresia w pierwszej połowie nie oddali żadnego strzału, nawet niecelnego, wyglądało to na naprawdę poważny falstart.

Trener beniaminka często przeprowadza zmiany w przerwie, tak było nieraz w rundzie jesiennej, a w Grodzisku Wielkopolskim zdecydował się aż na trzy roszady. Po tych decyzjach oraz rozmowie w szatni zawodnicy Górnika zazwyczaj zaczynają wyglądać zdecydowanie lepiej i w meczu z Wartą również widzieliśmy takie nomen omen przebudzenie Bartosza Śpiączki. Strzał z przewrotki, oczywiście niezbyt fortunna interwencja bramkarza, który później uratował ten remis gospodarzom, jednak kto jest odważny i próbuje, strzela takie ładne gole.

Odważny w końcówce rundy jesiennej był też cały Górnik Łęczna, który zanotował serię trzech zwycięstw i zupełnie niespodziewanie wydostał się ze strefy spadkowej tuż przed zimową przerwą. Co wskazałby pan jako najważniejszy czynnik, który pozwolił odbić się beniaminkowi po nieudanym początku sezonu?

Myślę, że najważniejszy jest czas. Trener Kiereś w rozmowach z lokalnymi mediami często wspominał o tym, że mieli mało czasu na przygotowania do sezonu, bo to zespół, który awansował do ekstraklasy po barażach, jako ostatni i zakończył rozgrywki ponad miesiąc po ostatniej kolejce w elicie. Górnik Łęczna uczył się ekstraklasy długo, a kiedy wszyscy już skazywali go na pożarcie, to zaczął punktować, co najlepiej było widać w tych trzech grudniowych meczach. Rozmawiałem wtedy z trenerem Kieresiem, mówił, że piłkarze pół-żartem, pół-serio narzekają, że ten wyjazd na stadion Warty nie odbędzie się tydzień po ostatnim spotkaniu z Zagłębiem (2:1), tylko trzeba będzie czekać blisko dwa miesiące. Ja podchodzę do tego tematu tak, że pierwsze kolejki ekstraklasy zawsze są nieprzewidywalne, co widzieliśmy na przykład w meczu Cracovia – Lech (3:3) w ubiegły weekend. Runda wiosenna to nowe otwarcie i nowe rozdanie.

Druga część grania rozpoczęła się dobrze dla wspomnianego już Śpiączki, który zdobył dziesiątą bramkę w lidze i został współliderem klasyfikacji strzelców, jednak obejrzał też czwartą żółtą kartkę, więc nie zagra ze Śląskiem. Nie pytam jak dużym osłabieniem będzie jego brak, bo to oczywiste, ale kto powinien okazać się jego zastępcą?

W poniedziałek rozmawiałem z prezesem Górnika Piotrem Sadczukiem (do niedawna był ekstraklasowym sędzią asystentem – przyp. red.), w klubie twierdzą, że kandydata do przejęcia roli Śpiączki można upatrywać w Przemysławie Banaszaku, który w ocenie trenera Kieresia dał dobrą zmianę z Wartą. Natomiast biorąc pod uwagę, jak Górnik wyglądał w sparingach podczas zgrupowania w Turcji, ja liczyłbym też na Michała Maka, bo zimą był najskuteczniejszym strzelcem zespołu, a w Grodzisku Wielkopolskim wszedł dopiero w 85. minucie, choć można było typować go do wyjściowego składu. Być może trener Kiereś zaskoczy wystawiając go na szpicy, choć bardziej skłaniałbym się ku temu Banaszakowi.

Niekoniecznie w kontekście ofensywnym, ale rozmawiając o uporządkowaniu gry Górnika Łęczna po pierwszych niepowodzeniach, trudno też nie wspomnieć o nazwisku Janusza Gola.

Absolutnie tak, jesienią było to widać, że kiedy Gol potrenował już dłużej z drużyną i szczególnie w domowych meczach z Rakowem (0:0) czy Lechem (1:1, ten zawodnik wpisał się na listę strzelców), dało się dostrzec jego dużą rolę w grze. Pomagał zresztą drużynie do końca roku, a jako ważnego zawodnika beniaminka dodałbym także Damiana Gąskę, który w sierpniu trafił na Lubelszczyznę przecież właśnie ze Śląska. Ma dużo asyst, jest to też zawodnik potrafiący zdobyć bramkę nawet w najbardziej niecodzienny sposób, jak w Białymstoku (Górnik wygrał 2:1, a Gąska skompletował dublet – najpierw trafił udem, a później efektownym lobem – przyp. red.). To też ważne ogniwo zespołu, tym bardziej, że łęcznianie zimą w zasadzie się nie wzmocnili. Dołączył tylko hiszpański obrońca Ruben Lobato, ale to uzupełnienie składu, może melodia przyszłości. Trener Kiereś musi bazować na zawodnikach, których miał już do tej pory, jednak plusem jest to, że ich doskonale zna. Tak naprawdę można powiedzieć, że żaden nie może zaskoczyć go ani w pozytywny, ani w negatywny sposób. Być może dzięki temu Górnik przegrał tylko 1 z ostatnich 8 ligowych meczów, jednak od dłuższego czasu balansuje na granicy strefy spadkowej i niespecjalnie potrafi się od niej oddalić. Czwarte zwycięstwo z rzędu, które uciekło w Grodzisku Wielkopolskim dałoby oddech, ale nawet pomimo remisu po słabszej grze wyjazdowy punkt dla beniaminka to też cenna zdobycz.

Jak może zakończyć się ten sezon dla Górnika Łęczna? W powszechnej opinii wciągnięcie kogoś do strefy spadkowej przez zespół Kamila Kieresia, Wartę i Bruk-Bet może okazać się niewykonalne, zwłaszcza, jeśli obok tak przypadkiem znalazły się Legia Warszawa czy Wisła Kraków. Czy nadzieją może być patent na końcówki rund? Przed świetnym grudniem w ekstraklasie, była przecież też zwyżka formy na wagę kwalifikacji do baraży i wygranej w walce o awans z I ligi.

Tak, końcówki w Łęcznej to jest też taki temat, który można ująć nie tylko w tym, o czym pan wspomniał, ale też przez wiele wygranych, które Górnik wydzierał na zapleczu ekstraklasy właśnie w ostatnich minutach. Piłkarze trenera Kamila Kieresia potrafili trzymać nerwy na wodzy, pytanie jednak, jak to będzie wyglądało w najwyższej klasie rozgrywkowej, kiedy w oczy zajrzy widmo spadku, a nie szansa awansu. W tych dwóch sytuacjach gra się zupełnie inaczej, jednak są już symptomy utrzymania tych dobrych końcówek, bo przecież choćby w ostatnim domowym meczu z Zagłębiem Górnik Łęczna przegrywał do 83. minuty, a jednak zgarnął komplet punktów.

Utrzymanie? Ciężko stwierdzić jak będzie, oczywiście wszyscy tego chcą. Prezes Sadczuk powiedział, że liczy na domowe zwycięstwa i wyjazdowe remisy, ale ten zespół na pewno będzie się bił o miejsce w ekstraklasie do samego końca. Choćby obecność Legii w tych rejonach tabeli to moim zdaniem już tylko kwestia dwóch – trzech kolejek. Piątkowy mecz ze Śląskiem będzie bardzo ważny, bo wiadomo, że jeśli wygra się pierwszy mecz rundy na własnym stadionie, to morale w drużynie wzrosną i będzie można myśleć o czymś więcej. Łęczna nazywana jest też terenem specyficznym, klimatycznym. Tutejszy stadion nie jest największy, swoje lata również ma, ale w przeszłości już niejeden zespół wyjeżdżał stąd niepyszny. Górnik to drużyna, która u siebie może sprawić niespodziankę z każdym rywalem i często o tym przekonywał, mam nadzieję, że pokaże to również w tej rundzie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.