Podbeskidzie Bielsko-Biała - Śląsk Wrocław 0:0

Runda wiosenna wreszcie ruszyła! To informacja optymistyczna. Czy pierwszy w tym roku mecz futbolistów Śląska przyniósł więcej plusów, czy też minusów? Na pewno złą informacją po spotkaniu z Podbeskidziem jest konieczność pauzy za kartki w pojedynku z Widzewem Sztylki i Szewczyka. Czy tylko jedno oczko wywiezione z Bielska-Białej przyczyni się do realizacji celu, jakim jest awans?


 

Przed nami jeszcze sporo ligowych kolejek, jednak gra wrocławian nie wyglądała rewelacyjnie. Zawodnicy potwierdzili, że są waleczni i nieustępliwi, grają z charakterem, walczą. Jednak znacznie gorzej wyglądała gra ofensywna. Drużyna WKS-u nie stworzyła wielu groźnych sytuacji podbramkowych, choć po części w rozwinięciu skrzydeł przeszkadzał stan murawy. Jednak kto wie, czy za tydzień na Stadionie Olimpijskim plac gry nie będzie w jeszcze gorszym stanie. Nie można także zapominać, że przez prawie 2/3 meczu podopieczni Ryszarda Tarasiewicza grali w osłabieniu. Bohaterem meczu mógł zostać Frank Egharevba, jednak nie wykorzystał na początku meczu dogodnej okazji do zdobycia bramki. Jego debiut trzeba jednak ocenić pozytywnie. Potrafił znaleźć się w doskonałej sytuacji strzeleckiej, był aktywny i waleczny. Jeszcze lepiej zaprezentował się Piotr Celeban. Defensor WKS-u pokazał, że będzie mocnym ogniwem drużyny. Trudno natomiast ocenić grę Bugaja i Kaźmierczaka, którzy spędzili krótki czas na boisku.



Zanim jednak doszło do rozpoczęcia pojedynku byliśmy świadkami takiego bałaganu organizacyjnego, jakiego jeszcze nie zastaliśmy na żadnym z drugoligowych wyjazdów. Gorzkie słowa nie są rewanżem za problemy z uzyskaniem akredytacji lecz stwierdzeniem faktów. Gdy się pomyśli, że klub ten w zeszłym roku marzył o awansie do ekstraklasy, to śmiało można stwierdzić, że marzenia te chyba jeszcze długo się nie spełnią. Z tego pojedynku mógłby powstać niezwykle długi tekst z cyklu „Zza loży prasowej, czyli wyjazd grupy ŚLĄSKnetowej” , ale nie będziemy się pastwić nad organizacyjną stroną meczów Podbeskidzia.



Przed pierwszym gwizdkiem nakazano zdjęcie z płotu transparentów, które przygotowali kibice gospodarzy. Jeden z nich dotyczył „zakazów stadionowych”, a drugi fuzji Kujawiaka z Zawiszą.


Pierwszą groźną akcje meczu przeprowadzili zawodnicy Śląska. Piłkę wyłuskał Egharevba, popędził do przodu i zdecydował się na zagranie do Szewczyka.
Ten zrewanżował mu się doskonałym odegraniem i Frank znalazł się oko w oko z Merdą. Niestety nie zachował zimnej krwi i skierował futbolówkę obok bramki. Kto wie, jak potoczyły by się losy meczu, gdyby napastnik strzelił precyzyjniej. Jednak kilka minut później gospodarze zrewanżowali się i nawet piłka po zagraniu Sachy trafiła do siatki, jednak na szczęście dla Śląska arbiter odgwizdał spalonego. Do pracy sędziów miejscowi kibice mieli spore pretensje. Oprócz nie uznania gola dopatrywali się także błędu w 27 minucie, gdy nie użył gwizdka po starciu w polu karnym Celebana z Sobczakiem. Po meczu defensor Śląska tak oceniał tę sytuację: - Na pewno nie było rzutu karnego. On mnie trzymał i ja go trzymałem, była taka sytuacja „na styku”. Jednak trzeba także przyznać, że w 32 minucie arbiter nie musiał wyrzucać z boiska Sztylki, szczególnie, że kilka minut później w podobnej sytuacji faulował Naskręt i nie został upomniany nawet żółtym kartonikiem. Po opuszczeniu boiska przez kapitana WKS-u trener Tarasiewicz zdecydował się na grę tylko jednym napastnikiem. Mimo to wrocławianie stworzyli sobie okazję do objęcia prowadzenia. W 41 minucie Ostrowski chciał dośrodkować w pole karne, lecz piłka zaczęła szybować takim torem, że z największym trudem Merda sparował ją na poprzeczkę. W pierwszych 45 minutach kilkukrotnie było także groźnie pod bramką Janukiewicza. Okazje do zdobycia bramki marnowali m.in. Pater i Sobczak.



W drugiej połowie inicjatywa należała już tylko do gospodarzy. Wrocławianie bronili się całym zespołem, czasem nawet żaden z zawodników nie stał dalej niż 30 metrów od bramki strzeżonej przez Janukiewicza. Zawodnicy Podbeskidzia konstruowali urozmaicone ataki, jednak wrocławskie catenaccio funkcjonowało bez zarzutu, choć w 87 minucie po uderzeniu Sobczaka przed stratą gola Śląsk uratował słupek . Po meczu z szatni Śląska dobiegały odgłosy chóralnych śpiewów. Zawodnicy byli niezwykle zadowoleni z faktu wywiezienia punktu z ciężkiego terenu (dotychczas tylko 1 porażka Podbeskidzia na własnym stadionie) w sytuacji gdy przez prawie 60 minut grali w osłabieniu. Oprócz punktu Śląsk do Wrocławia wrócił także z Nigeryjskim obrońcą, któremu podczas treningów przyjrzy się sztab trenerski.







RELACJA LIVE







Podbeskidzie Bielsko-Biała - Śląsk Wrocław 0:0




TS Podbeskidzie Bielsko-Biała: Merda - Gorszkow (64' Udenkwor), Jarczyk, Hirsz, Branchiłow, Sacha (83' Imianowski), Masternak, Koman, Bała (79' Chrapek), Pater, Sobczak.



Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Celeban, Ignasiak, Sztylka, Naskręt, Budka, Szewczyk (75' Dudek), Ulatowski, Ostrowski, Bugaj (37' Rudolf), Egharevba (64' Kaźmierczak).



Sędzia: Slawomir Berezowski (Opole)



Widzów: 3000

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.