Podsumowanie 27. kolejki Ekstraklasy
fot.: Paweł Kot
Po niemalże 3 miesiącach pauzy piłkarze wybiegli na boisko! Forma zawodników i ich stan zdrowia po tej przerwie pozostawały zagadką. W związku z tym nie mogło obyć się również bez niespodzianek, które kibice przecież kochaja. Zaskoczeni mogli być sympatycy Cracovii, czy Wisły Płock. Powody do dumy mogą mieć natomiast Legia Warszawa oraz Korona Kielce. W zaledwie dwóch z ośmiu meczów triumfowali gospodarze.
Pierwszym po 81 dniach piłkarskiej absencji było starcie we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmował Raków Częstochowa. Wynik do 83 minuty był sprawą otwartą, żaden zespół nie wykorzystał swoich sytuacji. Następnie po dośrodkowaniu z lewej strony boiska do piłki dopadł Felicio Brown Forbes, który potężnym strzałem z głowy pokonał Matusa Putnocky'ego. W końcówce meczu kapitan rakowa, Tomas Petraszek dał się ponieść emocjom i potraktował łokciem Roberta Picha - sędzia po weryfikacji VAR przyznał rzut karny, którego z zimną krwią i pełnym wyrachowaniem, strzałem z "Panenki" pokonał bramkarza gości. Mecz zakończył się 1:1 i podziałem punktów. Wrocławianie po tym meczu awansowali na 3. miejsce w ligowej tabeli.
Drugim w tym dniu spotkaniem było to w Szczecinie - do Pogoni przyjechało nieprzewidywalne Zagłebie Lubin. Nieprzewidywalne? Swoją grą zaskoczyło po raz kolejny - w tym meczu bardzo pozytywnie. Zawodnicy bawili się, jakby grali u siebie w Lubinie. "Miedziowi" od pierwszego gwizdka nie lenili się i wszystkie bramki w tym spotkaniu zdobyli już w pierwszej połowie meczu. Strzelaninę rozpoczął Dejan Drazić, kolejny raz piłkę wpakował Damian Bohar, a dzieła dokończył Bartosz Białek. Wynik meczu: 0:3. Zagłębie awansowało na 10. pozycję.
W pierwszym sobotnim meczu ŁKS od początku spotkania starał się atakować rywali. Jak się okazało - nieskutecznie. W pierwszej części próbował Pirulo, Ratajczyk, Wróbel, czy Srnić. Na całe szczęście dla Górnika Zabrze, na posterunku był Martin Chudy. Niewykorzystane sytuacje wykorzystali goście i w 36. minucie piłkę do bramki skierował Giorgios Giakoumakis i to On zapewnił zwycięstwo dla Zabrza. Mecz skończył się wynikiem 0:1. Górnik awansował na 12. lokatę.
Pierwszą porażkę od początku grudnia zanotowała Wisła Kraków. W tym meczu krakowianie nie mieli praktycznie niczego do powiedzenia. Piast Gliwice prowadził u siebie z "Białą gwiazdą" dwoma bramkami już w 11. minucie. Dwa gole zdobył Piotr Parzyszek, po jednej natomiast Jorge Felix i Patryk Tuszyński. Wisła kończyła mecz w 10. Wynik meczu, to 4:0.
To miał być hit kolejki. Ostatecznie, gdyby nie koszmarny błąd bramkarza Lecha Poznań - Mickey'a Van Der Harta, to pewnie mecz skończyłby się bez bramek. W 17. minucie bramkarz gospodarzy fatalnie wypiąstkował dośrodkowanie prosto w swojego obrońcę, Djordje Crnomarkovicia. Finalnie, piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła prosto pod nogi Tomasza Pekharta, który wykorzystał prezent od losu...a może bardziej od bramkarza rywala? Mecz zakończył się wynikiem 0:1 i zwycięstwem Legii Warszawa, która poczyniła znaczący krok w kontekście mistrzostwa.
W Płocku wszystko zaczęło się tak, jak większość planowała. Wisła miała to spotkanie wygrać albo chociaż zremisować - tak też było. Prowadzili w 16. minucie po bramce Dawida Kocyły i na tym się skończył się epizod bramkowy Wisły w tym spotkaniu. Za to obudziła się Korona Kielce, która bramkami Kovacevicia, Cebuli, Forsella i Kiełba zadziwiła zapewne wielu ekspertów. Ostatecznie, spotkanie skończyło się wynikiem: 1:4. Wisła Płock spadła na 12. pozycję.
Cracovia po raz piąty z rzędu uległa rywalowi. Tym razem 3 punkty pojechały do Białegostoku. Zwycięstwo Jagielloni zapewnił wchodzący z ławki parę chwil wcześniej Przemysław Mystkowski, który do siatki trafił na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem. Wynik meczu: 0:1. Cracovia spadła na 4. lokatę.
To miał być typowy mecz "na deser" kolejki. Okazało się, że to właśnie On przysporzył kibicom najwięcej emocji i skradł miano prawdziwego hitu tej serii rozgrywek w lidze. Cztery karne i siedem goli? Nie jest to zbyt częsty widok. Wszystkie bramki padały w drugiej połowie, a decydujące trafienie zaliczył Flavio Paixao w 96. minucie spotkania. Ostatecznie Lechia Gdańsk pokonała Arkę Gdynia 4:3.