Podziurawieni w 45 minut

Podziurawieni w 45 minut

fot.:

O tym, że defensywa Śląska jest raczej synonimem piłkarskiego chaosu niż solidności, wiemy nie od dziś, sobotnie spotkanie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza dostarczyło jednak kolejnego wymiernego dowodu. Taki sezon wrocławskim obrońcom zdarza się już drugi raz z rzędu. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Dezorganizacja i chaos w defensywnych poczynaniach Śląska w sobotnim meczu z Bruk-Betem (0:4) wołała o pomstę do nieba praktycznie od pierwszego gwizdka arbitra. Wrocławianie po dwudziestu minutach przegrywali już różnicą trzech bramek, a wyłącznie niewykorzystywanym sytuacjom Słoników zawdzięczali brak znacznie wyższego wyniku po 45 minutach. 0:3 do przerwy, szczególnie przed własną publicznością, wyglądało jednak bardziej niż kompromitująco i od razu wywołało pytania, kiedy poprzednio zielono-biało-czerwonym przytrafiła się aż tak słaba połowa. Okazuje się, że szukać nie trzeba długo, bo to już drugi taki przypadek tylko w obecnym sezonie, a podobne kłopoty to żadna nowość w odniesieniu do poprzedniej edycji ekstraklasy.

OSTATNIO W LUTYM

Trzy stracone gole w pierwszej połowie Śląskowi poprzednio zdarzyły się nawet już w 2022 roku, gdy w połowie lutego pod wodzą Jacka Magiery przegrał na Pilczycach z Piastem Gliwice 1:3. Styl tamtej wpadki, ze względu na postawę w defensywie, również był trudny do zniesienia, jednak trzy stracone gole przed przerwą wyglądały inaczej, bo rozdzielał je wykorzystany rzut karny Fabiana Piaseckiego. Drużyna prowadzona przez Waldemara Fornalika swoje trafienia 19 lutego we Wrocławiu rozłożyła też bardziej równomiernie niż w sobotę Bruk-Bet – trzeci cios zadała w ostatniej minucie regulaminowego czasu, a nie tuż po upływie pierwszego kwadransa gry. Dwie takie historie w ciągu dwóch miesięcy to nie lada wyczyn Śląska, a by znaleźć coś bardziej pozytywnego trzeba cofnąć się jeszcze do początków kadencji Vitezslava Lavicki i ery przedpandemicznej.

PRZYKRE MINIMUM

Czeski szkoleniowiec w sezonie 2020/2021 również zanotował dwa spotkania, w których jego zespół tracił trzy bramki w ciągu jednej połowy – przebieg domowej rywalizacji z Lechem (3:3) z połowy września dzięki punktowi został jednak zapamiętany znacznie pozytywniej niż listopadowa wyprawa do Gdańska (2:3). Lavicka jednocześnie jest ostatnim szkoleniowcem, który potrafił przeprowadzić Śląsk przez całe rozgrywki bez takich przykrości, jak trzy gole stracone tylko w ciągu 45 minut grania. W sezonie 2019/2020, który prowadzony przez niego zespół zakończył na zaskakująco wysokim 5. miejscu, defensorom podobna niefrasobliwość nie zdarzyła się ani razu, a gdy nawet pozwolili sobie wbić cztery gole (4:4 z Zagłębiem), to rozłożyli je po równo na obie części meczu. Rozgrywki 2018/2019 to znowu dwa mecze z trzema bramkami traconymi w jednej połowie (3:3 z Zagłębiem Sosnowiec i 0:3 z Wisłą Płock), co doprowadza do wniosku, że w każdym sezonie Śląska taki wynik to nieuniknione minimum.

W obecnych rozgrywkach przed drużyną z Oporowskiej jeszcze cztery spotkania i walka, by nie ustanowić najgorszego wyniku ostatnich lat w przytoczonej statystyce. Żenujący mecz z Bruk-Betem pokazał, że ekipa dowodzona przez Piotra Tworka zdecydowanie ma potencjał, by krzywdę robić sobie częściej.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.