Pogrążeni w marazmie. Śląsk II 0:1 Wigry Suwałki (RELACJA)
fot.: Paweł Lipnicki
Druga drużyna Śląska szukała przełamania w starciu z walczącymi o baraże Wigrami Suwałki. Podobnie jak w poprzednich starciach, niemrawy WKS uległ przeciwnikowi, tracąc bramkę z rzutu karnego pod koniec pierwszej odsłony meczu. Tym samym trener Arkadiusz Bator nadal czeka na premierowe zwycięstwo po powrocie na ławkę trenerską przy Oporowskiej.
Wrocławianie do rywalizacji z zespołem z Suwałk przystąpili po 4 porażkach z rzędu. Rywal do tej pory prezentował się w drugoligowych rozgrywkach nadzwyczaj dobrze, ale składały się na to głównie dobre spotkania domowe. Na wyjazdach ich bilans był okraszony zaledwie dwoma zwycięstwami, czterema remisami i aż siedmioma porażkami. Do niedzielnej potyczki goście przystąpili po pierwszej wiosennej porażce, z Ruchem Chorzów (0:2). Na tę batalię trener Arkadiusz Bator (ciągle szukający zwycięstwa, ba nawet remisu) posłał na murawę nieco inny skład niż w rywalizacji z kaliskim KKS-em (1:3). W obronie pojawili się Mariusz Pawelec i Yehor Matsenko, a na lewe wahadło wrócił po chorobie Patryk Caliński. Wyżej (do środka pomocy) przesunięty został w porównaniu do poprzedniej kolejki Szymon Michalski, a w ataku miał uzupełniać się duet Mariusz Idzik – Marcel Zylla. Jak wyszło to w praktyce?
WROCŁAWSKIE CATENACCIO
Już od początku wiadomo było, jaki charakter będzie miało te spotkanie. Goście grali bardzo dynamicznie, błyskawicznie zmieniali kierunki ataków i strony gry, w efekcie często gościli na połowie Śląska, zagrażając głównie po rzutach rożnych. Przed 10. minutą udało się jednak gospodarzom wyjść spod zabójczego pressingu rywali, ale atak pozycyjny zakończył się niepowodzeniem w postaci długiego zagrania Matsenki na Idzika w maliny. Jeśli WKS chciał na takiej intensywności w antycypowaniu ataków rywala wytrzymać cały mecz, to szykowało się heroiczne 90 minut przy ulicy Oporowskiej. Być może trener Bator wzorem innych trenerów puścił zawodnikiem przed meczem „Gladiatora” Ridleya Scotta.
Szansa nadarzyła się w końcu w 17. minucie, gdy faulowany tuż przed linią pola karnego był Gerstenstein. Bukowski inteligentnie znalazł na przedpolu niepilnowanego Przemysława Bargiela, ale ten fatalnie posłał piłkę nad bramką Hieronima Zocha. Pomimo optycznej przewagi, to Śląsk miał lepszą okazję do objęcia prowadzenia. Po tym jednorazowym incydencie przewagę znów zaczęli odzyskiwać podopieczni Grzegorza Mokrego. Wraz z coraz bardziej kłębiącymi się nad Wrocławiem ciemnymi chmurami Śląsk zaczął nabierać więcej pewności siebie w rozegraniu. Nie przekładało się to jednak na jakiekolwiek zagrożenie pod bramką suwalczan.
PROBLEMY NA WŁASNE ŻYCZENIE
A wiemy doskonale, jak taki usypiający czas wpływa na wrocławski zespół. Było za spokojnie, więc nagle po wtargnięciu w pole karne jednego z rywali, faulował Pawelec, który został ukarany napomnieniem, a Wigry otrzymały rzut karny. Przy okazji doświadczony defensor stratował także kolegę ze swojej drużyny. Na gola zamienił jedenastkę pewnym uderzeniem w środek Mateusz Lewandowski, zdobywając czwartego gola w tym sezonie. Zawodnicy w niebieskich strojach po zdobytej bramce prezentowali całkowitą kontrolę nad meczem. Jak sprowadzić na siebie kłopoty bez żadnego powodu? „Potrzymaj mi piwo” – krzyczy z oddali druga drużyna Śląska.
Na drugą odsłonę spotkania wrocławianie wyszli w nieco zmienionym składzie personalnym. Matsenkę i Calińskiego zmienili Mateusz Młynarczyk i Bartosz Boruń. Wobec tych przemeblowań na pozycję półprawego środkowego obrońcy powędrował Michalski Czy te korekty wpłynęły na obraz tego meczu?
W 48. minucie z akcją prawą stroną pognał wprowadzony świeżo Boruń, ale został on zablokowany przez jednego z obrońców gości. Wigry próbowały zagrażać bramce Józefa Burty, ale większości zagrań pod polem karnym brakowało dokładności i wypieszczenia piłki. W postawie wrocławian zbyt mało było z kolei przekonania i pewności siebie. Te słowa mogły obrócić się w pył po akcji z 60. minuty, gdy aktywny w tym meczu Łukasz Gerstenstein zagrał w pole karne do Idzika, który mocny uderzeniem próbował pokonać Zocha. Bramkarz gości był jednak czujny na linii.
Wigry ożywiły się bardziej w okolicach 70. minuty, kiedy trwało oblężenie za sprawą rzutów rożnych pod bramką Burty, ale defensywa radziła sobie z tymi stałymi fragmentami podręcznikowo, oddalając zagrożenie od bramki.
BEZSILNOŚĆ PRZEZ DUŻE „B”
Jak to w przypadku Śląska ostatnimi czasy bywa, zdarzały się przebłyski, niczym promienie słońca próbujące przebić się dzisiaj przez szare niebo. Tak było chociażby za sprawą mocnego strzału z dystansu Zylli, który pewnie wyłapał golkiper z Suwałk. Podobny scenariusz miał miejsce po centrze Borunia, do której nie pokwapił się żaden z graczy w zielonych trykotach. Nie można było ukryć wrażenia, że Śląsk w swoich poczynaniach jest całkowicie bezbronny. Bramka Zocha była niczym zaczarowane dwa słupki owleczone siatką, do której trafienie futbolówką zakrawało na piłkarski cud. Inną kwestią jest fakt, iż jeśli dostatecznie mocno nie próbujesz, to nie trafiasz…
Ciągle zadajemy sobie pytanie, co stało się z zespołem, który jeszcze na początku marca potrafił koncertowo rozgromić rezerwy Lecha Poznań we Wronkach (4:0) czy skutecznie przeciwstawiać się wiceliderowi z Chojnic (1:2) dwie kolejki temu.
Czar prysł, a prawdziwy wizerunek drużyny rezerw jest mroczniejszy niż się wydaje. Piąta porażka z rzędu, owiana poświatą przeciętnej i niemrawej gry, najlepiej oddaje obecny klimat wokół wrocławskich rezerw. Strefa spadkowa zbliża się nieubłaganie, a wrocławianie nad będącym najwyżej w niej Hutnikiem Kraków mają już tylko 7 punktów przewagi. Jeśli w następną sobotę w Ostródzie na nastąpi tąpnięcie, przy Oporowskiej syreny alarmowe zawyją na całego.
Śląsk II Wrocław 0:1 (0:1) Wigry Suwałki
M. Lewandowski 38’ (k.)
Śląsk II Wrocław: Burta – Matsenko (46’ Młynarczyk), Poprawa, Pawelec (58’ Stawny) - Gerstenstein, Bukowski, Michalski, Bargiel (79’ Samiec-Talar), Caliński (46’ Boruń) - Zylla, Idzik (63’ Bergier)
Wigry Suwałki: Zoch - Gvozdenović, T. Lewandowski, Rudinilson - Michalski, Babiarz, Caetano (88’ Mularczyk), Prętnik – Rybicki (66’ Żebrakowski), Sowiński (88’ Kubrak), M. Lewandowski (84’ Bogusławski)
Żółte kartki: Pawelec, Matsenko, Bergier – M. Lewandowski, Żebrakowski, Prętnik
Sędziował: Paweł Dziopak (Tychy)