Pojedynek wielkich marek na remis. Śląsk - ŁKS 0:0

Pojedynek Śląska z ŁKS-em zapowiadał się na hit 30 kolejki II ligi. Mecz przyciągnął na trybuny rzesze spragnionych dobrego futbolu kibiców. Niestety fani nie doczekali się tego co najważniejsze, czyli bramek. Choć remis nie zadowolił żadnej z drużyn, to po końcowym gwizdku duże lepsze humory mieli łodzianie, którzy dzięki wywalczeniu jednego oczka ulokowali się na pozycji wicelidera. Wrocławianie spadli na 6 pozycję, jednak dystans do czołówki nie jest duży – tylko dwa punkty do pozycji gwarantującej bezpośredni awans do ekstraklasy. To miało być piłkarskie święto. Wrocławscy fani liczyli na dobrą postawę podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza i co najmniej powtórkę sprzed tygodnia, gdy WKS skromnie 1:0 pokonał Piasta Gliwice. Zespół Śląska marząc o ekstraklasie musi wygrywać na własnym stadionie, bowiem na obcych boiskach w rundzie wiosennej komplet punktów zdobył tylko raz – w Chorzowie. Przed pierwszym gwizdkiem arbitra Leszka Gawrona wrocławscy kibice byli optymistami – wszakże na tarczy ze stolicy Dolnego Śląska wyjeżdżały wszystkie drużyny z czołówki: Widzew, Kujawiak, Jagiellonia, Piast, a zremisować udało się tylko Zagłębiu. Drużyna kierowana przez Marka Chojnackiego pokazała jednak, że nie przez przypadek do tej pory straciła najmniej bramek poza własnym stadionem – bramkarz ŁKS-u tylko 11 razy wyjmował piłkę z siatki w 15 meczach. Łodzianie umiejętnie zagrali w defensywie i nie dali sobie strzelić gola, a że równie dobrze spisała się linia obronna WKS-u (Celeban wyłączył z gry Sypniewskiego), to kibice ani razu nie ujrzeli piłki trzepoczącej w siatce.
Choć kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby w 7 minucie nie zabrakło zimnej krwi Ulatowskiemu. Wszystko zaczęło się od podania Budki do Bugaja, napastnik odegrał futbolówkę do Ulatowskiego, a ten będąc 7 metrów przed bramką nie popisał się i zamiast zapytać bramkarza w który róg mu strzelić i posłać piłkę do siatki, trafił w poprzeczkę. Była to najlepsza okazja do zdobycia bramki w meczu. W odpowiedzi kwadrans po rozpoczęciu gry gorąco zrobiło się pod bramką Janukiewicza. Sypniewski zgrał piłkę do Łabędzkiego, ale jego strzał z kilkunastu metrów świetnie nogą odbił golkiper Śląska. W pierwszej połowie kibice poderwali się z miejsc jeszcze w 40 minucie, gdy Bugaj przedryblował dwóch rywali i wbiegł w pole karne, gdzie niestety nieprzepisowo pomagał sobie w walce z kolejnym obrońcą i piłka zamiast do siatki padła łupem rywali.
Pierwsze 45 minut nie zachwyciło poziomem. Obie drużyny popełniały dużo błędów, mnożyły się kiksy, niecelne podania i straty. Większość akcji było przerywanych w środku pola, a uważnie grający defensorzy dobrze pilnowali napastników rywala. Na stadionie można było dostrzec wiele znanych osób, które postanowiły na żywo przekonać się, jak prezentują się jedne z najlepszych drugoligowych drużyn. Z trybun grę kolegów oglądał m.in. Tomasz Kosztowniak, Tomasz Rudolf wraz z Marcinem Wielgusem, Pawłem Sasinem, Robertem Szczotem, pojawił się także trener Grzegorz Kowalski i Zbigniew Słobodzian, a grę swych byłych podopiecznych obserwował Wiesław Wojno. Wszyscy oni podobnie jak reszta kibiców liczyli, że obraz gry w drugiej części meczu się poprawi. Niestety oczekiwania te pozostały płonne.
Obu zespołom nie udało się skonstruować żadnej naprawdę groźnej akcji bramkowej. Choć wrocławianie przejęli inicjatywę, to niewiele z tego wynikało. Aplauz kibiców wzbudziła odważna gra Witkowskiego, który w 79 minucie wbiegł w pole karne miedzy dwóch rywali, ale jego uderzenie zostało zablokowane. W ostatnich sekundach dwukrotnie uderzał Kaźmierczak, ale bramki tego dnia były jak zaczarowane.
Remis nie przekreśla szans Śląska na awans do ekstraklasy, a dogodny terminarz (trzy mecze na własnym stadionie) powinien być atutem wrocławian. Jednak, by marzyć o zajęciu miejsca w pierwszej trójce WKS musi zacząć wygrywać i powinien zacząć to robić już w środę w Jaworznie! Trzeba jednak pamiętać, że trener Tarasiewicz nie ma do dyspozycji szerokiej kadry, a zawodnicy z pewnością zaczynają powoli odczuwać trudy sezonu.
Śląsk Wrocław - ŁKS Łódź 0:0
Śląsk: Janukiewicz - Celeban, Ignasiak, Sztylka, Ostrowski - Budka, Dudek, Ulatowski
, Rosiński - Bugaj (70' Witkowski), Kowal (86' Kaźmierczak).
ŁKS: Wyparło - Jikia, Kęska, Kłus, Leszczyński, Łabędzki (77' Mysona), Łakomy, Madej (63' Madej), Radunović
, Sierant, Sypniewski (90' Rozkwitalski).
Sędziował: Leszek Gawron (Mielec)
Widzów: 6000.
źródło: własne
