Polonia w Armenii będzie wspierać Śląsk?

Polonia w Armenii będzie wspierać Śląsk?

fot.:

Kilkupokojowe mieszkanie w centrum Erywania przerobione na biuro, siedzimy przy stole. - Trener Araratu był u nas niedawno na kolacji – mówi czystą polszczyzną uśmiechnięta brunetka, a ja wybałuszam oczy. - Zna się z moim mężem z czasów kariery piłkarskiej – kontynuuje Liana Harutyunyan, prezes Związku Polaków w Armenii „Polonia”.



 

Obok niej na sofie siedzi Naira Harutyunyan, z którą wcale nie są spokrewnione i Karen Mikoyan – członek Zarządu Stowarzyszenia, który wcale nie jest Polakiem… podobnie zresztą jak Liana będąca rodowitą Ormiankę. Zaczynam zastanawiać się, czy to jest realne, czy 40 stopniowy upał i słońce w Erywaniu zbyt mocno przygrzało mi w głowę.

- Jak to się stało, że pokochałeś Polskę? - pytam młodego chłopaka.

- Przez reklamę – odpowiada Karen.

- Ambasada prowadziła jakieś działania promocyjne?

- Nie, nie – śmieje się. - Przez reklamę w telewizji.

Coraz mniej rozumiem.

- W 2009 roku byłem u przyjaciela i on miał telewizję satelitarną. Oglądaliśmy telewizję muzyczną 4funTV i tam pojawiała się reklama, taki jingiel „Jeśli chcesz ten teledysk wyślij sms pod numer osiem, osiem, dziewięć” i mnie to zainteresowało, bo to brzmiało podobnie do rosyjskiego „wosiem, diewjat”. Od tego momentu zacząłem się wgłębiać w to, no i Polska skradła moje serce.

Polskie serce

Tak więc w polonijnym stowarzyszeniu można znaleźć nie tylko osoby, które mają polskie pochodzenie. Pytam Lianę, jak doszło do tego, że rodowita Ormianka stanęła na czele polskiej organizacji.

– Byłam przedstawicielem Polonii w Giumri i gdy szukano następcy naszej seniorki honorowej Pani Prezes, przekonywano mnie, że mogę się nadać. "Nie musisz mieć polskiej krwi, ale masz polskie serce" - mówiła Pani Konsul. No i się zdecydowałam, zdobyłam chyba ponad 90% głosów w wyborach. Na początku było trochę nieufności czy sobie poradzę, bo byłam młoda, ale miałam dużo pomysłów, zapału i po pewnym czasie wątpliwości się raczej rozwiały. Choć nie zdawałam sobie sprawy, że pełnienie tej funkcji jest tak trudne, ale od 14 lat robię to z dumą i daję z siebie wszystko - mówi rodowita Ormianka, która w dzieciństwie wyjechała do Polski, a potem wyszła za mąż i po 15 latach wróciła do Armenii.

Polonia kibicuje

Powoli wszystko nabiera jaśniejszych kształtów, czas więc wrócić do futbolu. Oficjalnie kibice z Polski nie będą mogli być na trybunach w Giumri podczas meczu Ararat – Śląsk. Czy Polonia będzie kibicować? - Niefortunnie zdarzyło się, że akurat na czwartek ambasada już jakiś czas temu zaplanowała koncert, no i część osób będzie uczestniczyć w tym wydarzeniu – informuje Naira. - Poza tym są wakacje, tak jak wszędzie ludzie mają urlopy, wyjeżdżają, także może być trudno o doping dla Śląska – dodaje Liana. - Ale jak gra reprezentacja Polski to zawsze kibicujemy. O tu mamy zdjęcie – wyjmuje telefon i pokazuje fotografię grupy osób ubranych w biało-czerwone koszulki, z kapeluszami na głowach, szalikami.

Za kim trzymają kciuki, gdy jest mecz Polska – Armenia. - To są najgorsze mecze – widać emocje w gestach Pani Prezes – Ostatnio na stadionie miałam polską koszulkę, ale armeńską flagę. No i najlepiej, jakby był remis. Ale jak są duże imprezy, tak jak ostatnio Euro, to nie ma problemu, bo Armenia na nich nie gra – śmieją się wszyscy.

- A wiesz, że syn trenera Biczachcziana, to jeden z najbardziej uzdolnionych zawodników z Armenii młodego pokolenia? Ma 22 lata i gra w słowackiej Żylinie - widać, że Liana zna się na futbolu, ale trudno by było inaczej, gdy wychodziło się za mąż za piłkarza. Pytam czy pierwsza była miłość do piłki, czy do męża. Odpowiada, że Artaka poznała w dzieciństwie, gdy jeszcze nie był znanym zawodnikiem.

Armeńczyk czy Ormianian

Korzystając z okazji próbuję rozwiązać problem ważny przy przygotowaniu materiałów okołomeczowych i pytam o to jak to jest z tymi określeniami - Armeńczyk czy Ormianin? Karen aż dostaje grymasu na twarzy. - Nie wiem kto to wymyślił tego Armeńczyka. Jesteśmy Ormianami. Włącza się też Naira. – Armeński może być paszport, czy flaga, coś urzędowego, ale jako człowiek, to zdecydowanie Ormianin – dodaje.

Sprawa zatem wyjaśniona. Nurtuje mnie jednak jeszcze pytanie skąd w tak odległej Armenii wzięło się tylu Polaków. - Były trzy fale emigracji. Pierwsza dawno temu, gdy budowano tory kolejowe, potem czasy II Wojny Światowej, no i od lat 90. mieszane rodziny. Niektórzy, tak jak nasza kochana nauczycielka języka polskiego, po prostu zakochują się w Armenii. Przyjechała 10 lat temu i została do dziś – opowiada Liana.

Związek Polaków od 25 lat stara się krzewić polskość w odległej krainie – w biurze znajduje się sala lekcyjna, gdzie prowadzone są lekcje dla 5 grup, jest obszerna biblioteka, od 20 lat działa także chór, wydawany jest kwartalnik „Póki my żyjemy”, a poza Erywaniem istnieje także filia w Giumri.

Łączy nas lot

- Zapraszamy wszystkich do przyjazdu do Armenii, żeby przekonać się jaki to piękny kraj i jak wiele łączy go z Polską. Przede wszystkim to najstarszy kraj chrześcijański. Mamy też podobne losy, bo ciągle musieliśmy walczyć o niepodległość. No i łączy nas LOT – siatka połączeń to loty 6 dni w tygodniu, a podróż z Warszawy do Erywania trwa tylko 3,5 godziny. Ludzie są bardzo gościnni, są piękne wysokie góry, no i te smaki – nigdzie nie ma takiej kuchni, jak tutaj, nigdzie tak nie smakują owoce – zachwalają.

Więcej o ZPwA można przeczytać na profilu Facebook. Przedstawiciele Związku z pewnością pomogą też osobom, które są w Armenii lub planują przyjazd do tego kraju, tak jak było w moim przypadku.


Partnerem wyjazdu redakcji do Armenii jest
UNIWER-TRANS – firma oferująca usługi w transporcie krajowym oraz międzynarodowym.


Partnerem redakcji SLASKnet.com jest Supercar24.pl – lider na rynku sprzedaży samochodów używanych.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.