Polubić mecze pod ciśnieniem (FELIETON)
fot.: Paweł Kot
Rewanżowy mecz z Hapoelem Beer Szewa, pojedynek z Legią, a teraz w Poznaniu z Lechem - to będzie trzeci mecz pod dużym ciśnieniem w tym sezonie. Wysoki ciężar gatunkowy pokaże nam, czy zespół Jacka Magiery radzi sobie z presją i trudnym terenem i potrafi neutralizować przeciwnika tak jak niedawno Mistrza Polski.
Zadanie to na pewno nie będzie łatwe, bo oczywiście Lech też jest w zupełnie innej dyspozycji niż Legioniści. WKS powinien szukać inspiracji w postawie Jagiellonii. Niech nas jednak pozycja w tabeli nie myli - zdziwię się, gdy w sobotę obejrzymy ofensywny pojedynek z wieloma sytuacjami bramkowymi. Rzadko kiedy krajowe hity tak wyglądają - bardziej jak nasz niedawny z Legią. Jeśli będzie inaczej, to odszczekam to, z przyjemnością zwłaszcza po zwycięstwie Śląska.
Ból i rozczarowanie na Stadionie Wrocław
Wrócę jeszcze do czwartkowego pojedynku, który, patrząc po czasie, w swoim obrazie był absurdalny. Z Jednej strony strzał na twarz na samym początku historii, aby tylko podkreślić specyfikę tego pojedynku. Na początku jeszcze miałem nadzieję, że będzie można zastosować narrację, gdzie drużyna trenera Magiery odmienia losy i przechodzi dalej.
Niestety, ktoś tam na górze stwierdził, że tego dnia nic, a nic nie będzie wpadało do siatki. Że te milimetry decydujące przy kontakcie buta czy głowy z piłką będą nieprzychylne Wrocławianom. I to wszystko jeszcze trzeba doprawić szczyptą refleksu Łukasza Budziłka, który swoją postawą na linii przypominał Michała Szromnika. Pamiętam tego bramkarza z czasów GKS-u Katowice, gdy był jednym z większych talentów w kraju, ale pokierował swoją karierą źle. Ale może za pare lat będzie wspominał ten pucharowy mecz jako moment, który pozwolił w późnym wieku zakotwiczyć się w ekstraklasie.
Twierdza Wrocław, a droga do sukcesu
Po ostatnim meczu z Wisłą Płock zacząłem grzebać w cyferkach i zdziwiłem się, wyliczając tylko 3 domowe porażki od inauguracji Ekstraklasy. Co ciekawe, patrząc po tabeli meczów domowych Śląsk za każdym razem kończył rozgrywki na 4 miejscu. Jest to wynik dobry, ale nie do końca.
Z jednej strony to gwarancja tego, że kibic idąc na mecz może liczyć na powrót bez poczucia smutku i rozczarowania. Po niedawnych latach rumakowania (miało być żartobliwie, ale to znaczy coś innego) w roli gospodarza grupy spadkowej, miło iść bez uczucia niepewności. Może też tak mieliście: z jednej strony chcecie wierzyć w zwycięstwo, a z drugiej ciągle towarzyszy uczucie, że skończy się jak zwykle.
A wracając do pojedynku z Nafciarzami - kilka takich zwycięstw, gdzie mecze są na styku, a Śląsk będzie bardzo wysoko w tabeli. Bo rzadko przegrywać to jedno, ale częste remisy to druga strona medalu. W poprzednich rozgrywkach tylko Lech dzielił się punktami z gośćmi z identyczną regularnością, w sezonie 19/20 byliśmy ponad wszystkimi.
Wniosek jest prosty, na wyjazdach notujemy poprawę, mecze u siebie wygrywamy częściej i humory we Wrocławiu będą bardzo dobre. Nie tylko przez same zwycięstwa, ale i na koniec sezonu.