Pomeczowe wypowiedzi

Zachęcamy do zapoznania z wypowiedziami: Marka Gancarczyka, Remigiusza Jezierskiego, Sebastiana Mili oraz Macieja Mielcarza.


 

Dwie akcje bramkowe Widzewa poszły z twojej strony. Masz coś sobie do zarzucenia?
Marek Gancarczyk: - Może przy tych sytuacjach popełniłem dwa drobne błędy, ale wiadomo, nie mam jeszcze doświadczenia takiego w grze obronnej. Ale myślę, że aż tak bardzo to nie zawaliłem.
Abstrahując od tych sytuacji jak oceniasz swoją grę po raz pierwszy na tej pozycji w lidze?
- Myślę, że poprawnie, bez żadnych większych błędów. Na pewno z tych dwóch sytuacji trzeba wyciągnąć wnioski i będzie lepiej.
Remis w takich okolicznościach uskrzydli Was czy jesteście zawiedzeni takim wynikiem?
- To pokazuje, jaką jesteśmy silną drużyną. Nawet w takich sytuacjach potrafić się podnieść, to naprawdę pokazuje charakter drużyny.

Pomimo, że dzisiaj nie wygraliście, to możecie być ze swojej gry zadowoleni?
Maciej Mielcarz: -Na pewno zagraliśmy dobry mecz. Mieliśmy go wygranego praktycznie do 85 minuty. Wtedy padła znacząca bramka, która dała wiatr Śląskowi i niestety 2:2

Nie zabrakło Wam trochę doświadczenia. Mogliście trochę poleżeć, poprzedłużać grę?
- Ja już nie mogłem leżeć. Sędzia mnie atakował, że za dużo leżę. Teraz można gdybać. Straciliśmy bramkę której nie powinniśmy stracić.

Śląsk od 14 meczów nie przegrał. Dzisiaj był bardzo blisko porażki. Wy zagraliście tak, że potrafiliście go zdominować. Przez pewien okres Śląsk praktycznie nie istniał.
- Mieliśmy Śląsk bardzo dobrze rozpracowany. Praktycznie wszystko wiedzieliśmy. Pokazaliśmy dzisiaj na boisku.

O Widzewie mówi się, że to drużyna z charakterem. Kto dzisiaj pokazał ten charakter?
Remigiusz Jezierski: - Cieszymy się, że to my pokazaliśmy ten charakter. Finał jest w sumie szczęśliwy, bo w tych okolicznościach trzeba cieszyć się z remisu. Przed meczem spodziewaliśmy się, że to będzie trudny bo mecz, bo takie mecze się zdarzają. Wiadomo, że przychodzą słabsze chwile, gdzieś tam w głowach czasami jest i musi być ten pierwszy mecz przegrany. Musimy nad tym pracować i odcinamy się od tego. Mam nadzieje, że to był ostatni taki mecz, który nam nie do końca wyszedł i następne będą lepsze.

Zostałeś zmieniony w przerwie. Czym było to spowodowane?
- Byłem w gabinecie lekarskim w przerwie. Zakładali mi szew. Trener podjął decyzję o zmianie.

Sebastian Mila: - Łatwo nie było. Oszukałbym gdybym powiedział, że było łatwo. Najgorsze było to, ze myślałem, że wezmę piłkę i uderzę a tutaj sędzia mówi, żebym czekał, bo on Idzie jeszcze wyrzucić trenera. Myślałem, że to jakiś żart. Popatrzyłem a on gdzieś poszedł. Każda minuta czekania była dłuższa i wcale nie łatwiejsza. Cieszę się z tej bramki i cieszę się z remisu, bo to nie był nasz najlepszy mecz. Cieszę się, że kibice dzisiaj przez 94 minuty byli gdzieś tam z nami cały czas. Odczuwaliśmy to i wiedziałem, że mam wsparcie z ich strony i dzięki temu czułem się pewniej.

Z czego Pana zdaniem wynikała duża ilość strat?
- Dzisiaj rzeczywiście tych strat było sporo. Dużo było mankamentów w dzisiejszej grze i dlatego zamierzamy w kolejnym spotkaniu zdecydowania lepiej zagrać, a od poniedziałku zamierzamy też koncentrować się na analizie tego meczu. Idąc do kibiców już między sobą rozmawialiśmy, że to był mecz o którym nie zapomnimy. Będziemy o nim pamiętać przez ten tydzień, żeby poprawić te wszystkie błędy. Z Koroną postaramy się zagrać zdecydowanie lepiej.

Było coś w podświadomości, że przyjeżdża słaby Widzew i pokonamy go bez problemu?
- Nie. Było akurat odwrotnie. Bardzo jesteśmy zmobilizowani na każdy mecz i szanujemy każdego przeciwnika. Bardziej chyba gdzieś tam w podświadomości każdego zawodnika, było to, że jest świadomość wskoczenia na wyższe miejsce i przeskoczenia paru rywali. Myślę, że właśnie to bardziej zadziałało. Oczywiście nieświadomie, bo nikt świadomie by tego nie zrobił. Ale jednak ta dyspozycja mogła być troszeczkę słabsza. Takie mecze też się jednak zdarzają.

Wiedzieliście, że jeśli wygracie to będziecie vice-liderem przynajmniej do jutra?
- Wiedzieliśmy o wynikach które padły wczoraj, wiedzieliśmy o wynikach, które były do momentu rozpoczęcia meczu. Też spiker mówił o wyniku Legii, że był remisowy, że Legia przegrywała. Gdzieś w podświadomości się to słyszało i myślę, że gdzieś tam mogło się to nałożyć na to, że wszyscy oczekiwali od nas zwycięstwa. Myślę, ze taki mecz też czasami może być taką odskocznią od tych lepszych meczów.

Łukasz Madej powiedział, ze po meczu dostał dużo sms-ów z Łodzi od gratulujących mu kibiców ŁKS-u. Tobie jako byłemu ŁKSiakowi też ten wyrwany punkt Widzewowi sprawił większą radość?
- Najbardziej by mi smakowało z Arką. Pamiętam też te mecze ŁKS-u z Widzewem i ten wynik z Widzewem jest też dla mnie fajną sprawą, bo wiem jak to było ważne w meczach między tymi drużynami. Mnie to dzisiaj też sprawiło satysfakcję. Jeśli chodzi o Madeja, to świetna zmiana i też mu dzisiaj wyślę sms-a.

W ostatnim meczu sezonu awansujemy do pucharów a Arkę wyrzucamy z ligi?
- Istnieje takie prawdopodobieństwo. Zobaczymy.

Paweł Lorenc

Autor

Paweł Lorenc

W redakcji działam od 2007 roku. W przeszłości byłem człowiekiem od wszystkiego. Przez pięć lat pełniłem rolę redaktora naczelnego. Obecnie skupiam się jako programista na aspektach technicznych. Jestem autorem największej liczby tekstów - mam ich na koncie ponad 6 tysięcy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.