Portugalczyk, który Śląska się nie boi
fot.: Mateusz Porzucek
Flavio Paixao zapisał się w historii Śląska jako jeden z najskuteczniejszych obcokrajowców, jednak po transferze do Lechii stał się prawdziwą zmorą wrocławian. Portugalczyk w piątkowy wieczór zapoluje po raz kolejny.
Dziewięć punktów klasyfikacji kanadyjskiej w dziewięciu meczach w barwach Lechii Gdańsk przeciwko Śląskowi Wrocław to bilans, który musi robić wrażenie. Flavio Paixao jest talizmanem dla klubu ze stolicy Trójmiasta i pomimo upływu lat nie traci skuteczności.
Na historię starć Flavio z wrocławianami składają się pewnie wykonywane rzuty karne, dublety, wywalczone jedenastki, ale także spektakularne pudła. Kto nie pamięta jego zawstydzającej wpadki z rundy jesiennej sezonu 2018/2019, kiedy postanowił zakpić sobie z Jakuba Słowika wykonując karnego Panenką, ale ośmieszył się sam, bo bramkarz Śląska wygrał próbę nerwów i z łatwością złapał piłkę w ręce.
Paixao zazwyczaj skuteczniejszy był, gdy Lechia spotykała się ze Śląskiem w Gdańsku. To na bursztynowym obiekcie w Letnicy zdobył cztery z sześciu bramek, jakie zapisał na swoim koncie w starciach z dawnym pracodawcą. Pozostałe dwa trafienia dołożył w lutowym meczu rundy rewanżowej poprzedniego sezonu we Wrocławiu (2:2).
Portugalczyk, który w Ekstraklasie debiutował na początku 2014 roku właśnie w barwach Śląska i w ciągu dwóch lat gry zdobył 26 ligowych bramek, na krajowym podwórku bardziej od wrocławian upodobał sobie tylko jednego rywala. W dziewięciu występach przeciwko Arce Gdynia trafił dziesięciokrotnie, ekipy z Olimpijskiej w Ekstraklasie jednak już nie ma.
O tym, jak bardzo w piątkowy wieczór będziemy musieli uważać na Flavio, nie świadczy tylko historia, ale i bieżący sezon. Napastnik Lechii trafiał do siatki w 4 z 5 poprzednich ligowych spotkań.