Powrót Jaroszewskiego.
Damian bardzo chwali sobie wszystko, co zastał w małym, 10-tysięcznym miasteczku, położonym kilkanaście kilometrów od stolicy Estonii - Tallina. Klub wynajął mu mieszkanie. Na treningi dojeżdżał klubowym autobusem, na miejscu miał zapewnione wyżywienie. W czasie rehabilitacji otrzymał bezpłatne leczenie. Regularnie wpływały na jego konto kontraktowe pieniądze oraz premie za zwycięstwa (za remisy nie płacono). Kiedy był zdrowy, grał co drugi mecz, bo trener, Fin Pasi Rautiainen, przyjął taka zasadę, że Jaroszewski bronił na przemian z rok starszym od siebie Arturem Kotenką. - Tak było bez względu na to, czy puściłem gola, czy też zachowałem czyste konto. Po prostu w następnym meczu wychodził w podstawowym składzie Artur, a ja siadałem na ławce rezerwowych - opowiada Damian.
Levadia do ostatniego meczu walczyła o tytuł mistrza Estonii z Florą Tallin. Rywal miał dwa punkty przewagi. W bramce tym razem stanął Kotenko. Bronił dobrze, bo gola nie puścił, ale napastnicy Levadii także nic nie strzelili. A taki wynik oznaczał wicemistrzostwo dla Levadii. We wcześniejszych meczach z Florą, a w Estonii 8 drużyn w I lidze rozgrywa mecze między sobą czterokrotnie, padały wyniki 3:1, 0:1 i 1:1. W całych rozgrywkach drużyna Damiana wygrała 22 mecze, 4 zremisowała i 2 przegrała.
Jakie będą dalsze losy Jaroszewskiego trudno powiedzieć. Dobra gra Damaina spowodowała, że na testach w Estnii pojawił się inny gracz Śląska - Jacek Imianowski.
źródło: własne/Przegląd Sportowy