Powrót Jaroszewskiego.

Z Estońskiego klubu FC Levadia Maardu powrócił z wypożyczenia Damian Jaroszewski - bramakrz Śląska. Damian zdobył ze swym klubem vicemistrzostwo kraju.
Damian bardzo chwali sobie wszystko, co zastał w małym, 10-tysięcznym miasteczku, położonym kilkanaście kilometrów od stolicy Estonii - Tallina. Klub wynajął mu mieszkanie. Na treningi dojeżdżał klubowym autobusem, na miejscu miał zapewnione wyżywienie. W czasie rehabilitacji otrzymał bezpłatne leczenie. Regularnie wpływały na jego konto kontraktowe pieniądze oraz premie za zwycięstwa (za remisy nie płacono). Kiedy był zdrowy, grał co drugi mecz, bo trener, Fin Pasi Rautiainen, przyjął taka zasadę, że Jaroszewski bronił na przemian z rok starszym od siebie Arturem Kotenką. - Tak było bez względu na to, czy puściłem gola, czy też zachowałem czyste konto. Po prostu w następnym meczu wychodził w podstawowym składzie Artur, a ja siadałem na ławce rezerwowych - opowiada Damian.


Levadia do ostatniego meczu walczyła o tytuł mistrza Estonii z Florą Tallin. Rywal miał dwa punkty przewagi. W bramce tym razem stanął Kotenko. Bronił dobrze, bo gola nie puścił, ale napastnicy Levadii także nic nie strzelili. A taki wynik oznaczał wicemistrzostwo dla Levadii. We wcześniejszych meczach z Florą, a w Estonii 8 drużyn w I lidze rozgrywa mecze między sobą czterokrotnie, padały wyniki 3:1, 0:1 i 1:1. W całych rozgrywkach drużyna Damiana wygrała 22 mecze, 4 zremisowała i 2 przegrała.


Jakie będą dalsze losy Jaroszewskiego trudno powiedzieć. Dobra gra Damaina spowodowała, że na testach w Estnii pojawił się inny gracz Śląska - Jacek Imianowski.

źródło: własne/Przegląd Sportowy

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.