PP: Mieszko Gniezno - Śląsk Wrocław 1:0 (1:0)

Zespół Śląska szybko odpadł z rywalizacji o Puchar Polski. Wrocławianie jechali do Gniezna w roli faworyta, jednak okazało się, że trzecioligowcy tanio skóry nie sprzedali i w pełni zasłużenie mogli cieszyć się z wygranej po końcowym gwizdku arbitra. Z powodu remontu na stadionie Mieszka spotkania nie obejrzeli kibice Śląska. Może to i lepiej, bowiem po tym co zaprezentowali wrocławscy futboliści fani z pewnością czuliby się zawiedzeni. Eksperymentalne zestawienie składu spowodowało, że w grze WKS-u dominował chaos. Dotychczasowi rezerwowi dostali szansę na przekonanie do siebie trenerów, jednak w większości jej nie wykorzystali. Mimo wpuszczenia bramki dobry mecz rozegrał Wojciech Kaczmarek , dla którego był to debiut w oficjalnym meczu pierwszej drużyny Śląska.


 

W pierwszej połowie meczu wrocławianie mieli duże kłopoty ze skonstruowaniem składnej akcji. Tymczasem od pierwszych minut gospodarze śmiało zaatakowali. Piłkarze Mieszka podeszli do meczu bez respektu dla grającego w wyższej lidze Śląska. Zawodników z Gniezna z pewnością motywował fakt, że był to pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera Jerzego Kasalika. Szkoleniowiec nie objął jeszcze oficjalnie nowej funkcji i poczynaniami piłkarzy nie kierował jeszcze z ławki. Gospodarze grali szybko i pomysłowo. Próbowali zarówno ataków skrzydłami, jak i środkiem boiska. Zawodnicy Mieszka grali agresywnie, a po przejęciu piłki szybko przechodzili do ataku. O grze wrocławian nie można powiedzieć wiele dobrego. Piłkarze byli mało ruchliwi, widać było brak zgrania, brakowało pomysłu na grę. Wydaje się, że błędem było dokonanie aż tylu zmian w wyjściowym składzie.



Gospodarze objęli prowadzenie w 8 minucie – z prawej strony dośrodkował Waldemar Przysiuda, piłki nie sięgnął Radek Sourek, a Dariusz Wojciechowski skierował ja do bramki. Moment rozluźnienia po strzeleniu gola mógł graczy z Gniezna drogo kosztować, jednak okazji na wyrównanie nie wykorzystał Kowal. Była to jedyna groźna akcja WKS-u w pierwszej połowie. Ton grze nadawali gospodarze i gdyby nie dobra postawa Kaczmarka to prowadziliby różnicą kilku bramek. Mimo, że gra WKS-u wyglądała źle, to w przerwie w zespole Śląska nie doszło do żadnej zmiany. Podobnie jak na początku pierwszej połowy, tak i w drugiej od razu inicjatywę przejęli gospodarze. Piłkarze z Gniezna z łatwością przedzierali się pod bramkę Kaczmarka, jednak zabrakło im precyzji by po raz drugi trafić do siatki. Groźne akcje wrocławian można było policzyć na placach jednej ręki. Dwukrotnie z kilkunastu metrów uderzał Kowal, szczęścia próbował także Ulatowski. Najbliżej trafienia do siatki był Szewczuk, ale piłka po jego strzale głową trafiła tylko w poprzeczkę. Dużo więcej groźnych akcji skonstruowali gospodarze, jednak szczęście stało po stronie wrocławskiego golkipera, który nie dał się w tym meczu zaskoczyć po raz drugi.




Mieszko Gniezno - Śląsk Wrocław 1:0 (1:0)



1:0 - 8' Wojciechowski



Mieszko: Sikorski - Urbaniak, Chrzanowski, Nawrot, Kaźmierczak, Piskuła, Pawłowski (46' Kuczyński), Wojciechowski (90' Świrlik), Gendera (46' Żebrowski), Iwanicki, Przysiuda..



Śląsk: Kaczmarek - Rodrigo (60' Ulatowski), Sourek, Ignasiak, Naskret - Hajdamowicz, Małecki (67' Dudek), Madeja (64' Rosiński), Ostrowski - Szewczuk, Kowal.






Sędziował: Włodzimierz Bartos (Łódź)


Widzów: 2500.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.