Praszelik: Nie chcemy patrzeć na zaliczkę

Praszelik: Nie chcemy patrzeć na zaliczkę

fot.:

Pomocnik Śląska Wrocław Mateusz Praszelik wystąpił na zdalnej konferencji prasowej przed czwartkowym rewanżem 3. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy z Hapoelem Beer Szewa. Pytania do zawodnika zielono-biało-czerwonych nadesłała jedynie redakcja ŚLĄSKnet.



 

Czy po problemach zdrowotnych nie ma już śladu? Czy może konieczne jest jakieś usztywnienie żeber na czas meczu?

Po urazie jest już wszystko dobrze. Zagrałem 73 minuty w meczu z Lechią (1:1), więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie do przodu i będzie OK.

Jak oceniasz wynik meczu sprzed tygodnia – czy jednobramkowa zaliczka twoim zdaniem była adekwatna do tego, co działo się na boisku?

Na pewno zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę w meczu z Hapoelem. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, które mogliśmy zamienić na bramkę, tak się nie stało. Izraelczycy strzelili gola z rzutu rożnego, to też nam się zdarzało we wcześniejszych meczach, ale dobrze zareagowaliśmy i zdobyliśmy drugą bramkę. Po zmianie stron również mieliśmy swoje sytuacje, nie zostały one wykorzystane, więc przyjechaliśmy tutaj wygrać ten mecz i nie patrzeć na zaliczkę z pierwszego spotkania.

Czy jako piłkarze przejmujecie się, że w tym sezonie tylko raz (2:0 w rewanżu z Paide) zagraliście na zero z tyłu? Czy dopóki strzelacie dużo goli, a seria bez porażki trwa, to nie przykładacie do tego wielkiej wagi?

Wiadomo, że jako drużyna patrzymy na to, by jak najlepiej bronić i to się ma udawać, ale na końcu chodzi o to, żebyśmy zdobyli o jedną bramkę więcej od przeciwnika i wygrywali mecze.

We wcześniejszych rundach kwalifikacji Ligi Konferencji Europy mecze rewanżowe odbywały się we Wrocławiu. Czy gra na własnym stadionie będzie atutem Hapoelu czy może dodatkową presją dla nich ze względu na oczekiwania izraelskich kibiców?

Tak naprawdę w ogóle nie zastanawiam się nad tym, czy Hapoel będzie mieć tutaj jakąkolwiek presję, bo tak jak zawsze powtarzamy, skupiamy się na sobie i to jest dla nas najważniejsze.

Czy masz wrażenie, że po wyeliminowaniu Araratu Erywań oraz dobrym pierwszym meczu z Hapoelem, morale w zespole wzrosło? Czy jeszcze bardziej uwierzyliście w swoje umiejętności i to, że nowa tożsamość Śląska pod wodzą trenera Jacka Magiery może przynieść w tym sezonie nadspodziewanie dobre owoce?

Wydaje mi się, że na pewno każde zwycięstwo buduje drużynę i jak będziemy wygrywać, to ta drużyna będzie coraz mocniejsza. Każdy ma znać swoją wartość, być pewny siebie, wychodzić na boisko po to, żeby wygrywać. Nie patrzeć na to czy coś się wcześniej udało czy nie, tylko wychodzić na kolejne mecze, zdobywać kolejne doświadczenia, bramki, wygrywać spotkania. W ten sposób na to patrzę i mam nadzieję, że cała drużyna również tak będzie patrzeć.

W tym sezonie już dziewięciu piłkarzy Śląska trafiało do siatki. Czy jako gracz ofensywny czujesz chęć, by też jak najszybciej dołączyć do tego grona?

Wiadomo, jestem zawodnikiem ofensywnym i nie tylko tacy chcą zdobywać bramki. W każdym meczu mam cel, żeby trafiać, na razie się nie udało, mam nadzieję, że w kolejnym spotkaniu, w którym zagram, zdobędę bramkę i pomogę drużynie. Najważniejsze jest, by pomagać drużynie, a czy ja strzelę gola, czy dwudziestu innych kolegów, to tak naprawdę nie ma znaczenia. Ważne, by na samym końcu to Śląsk wygrywał mecze.

Czy jeśli do rozstrzygnięcia dwumeczu potrzebne będą rzuty karne, czujesz się na siłach, by podejść do wykonania jedenastki?

Jeżeli będę na boisku i zdecydujemy, że mam wykonać karnego, to powiem tak, zawsze jestem gotowy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.