Prochowiczanka - Śląsk II 2:1 (0:1)
Po końcowym gwizdku arbitra trener Tomasz Hryńczuk musiał przełknąć gorycz pierwszej porażki w swojej trenerskiej karierze. Szkoleniowiec mógł czuć złość, bowiem nie dość, że wrocławianie wystąpili w bardzo silnym personalnie składzie, to jeszcze mecz rozpoczął się wyśmienicie – już w 1 minucie Śląsk II objął prowadzenie po strzale Bilińskiego. Zabrakło jednak koncentracji w ostatnich minutach, zwycięski gol dla Prochowiczanki padł już w doliczonym czasie gry. Trenerskim „nosem” wykazał się Jarosław Pedryc, bowiem obie bramki dla gospodarzy były dziełem graczy rezerwowych. Już pierwsza groźna akcja dała zespołowi WKS-u prowadzenie. Piłka po prostopadłym podaniu trafiła do Kamila Bilińskiego, a ten bez problemów posłał futbolówkę do siatki. W pierwszej połowie inicjatywa należała do wrocławian, którzy mimo prowadzenia nie skupiali się tylko na defensywie. Okazję na ponowne trafienie do siatki miał Biliński, a także Kowal. W 29 minucie Rosiński zagrał w pole karne do Kowala, który uderzył w stronę bramki i gdy wydawało się, że gol musi paść, jeden z graczy Prochowiczanki w ekwilibrystyczny sposób wybił futbolówkę. Szczęścia próbowali także Rudolf i Rosińsk i, ale golkiper gospodarzy nie dał się zaskoczyć. Na brak pracy nie narzekał także Kaczmarek, a największe zagrożenie pod wrocławską bramką stwarzał Sinkiewicz. W 41 minucie plac gry opuścił kontuzjowany Wan, a jego miejsce zajął Galuś. Początek drugiej połowy nie zapowiadał sukcesu gospodarzy. Wrocławianie kontrolowali przebieg gry, próbowali także podwyższyć prowadzenie. Odrobiny precyzji zabrakło Bilińskiemu, by mógł cieszyć się z drugiej bramki. Sporo ożywienia do gry Śląska wniósł Gul, który był bliski wpisania się na listę strzelców (piłka otarła się o słupek). Jednak kilka minut wcześniej gospodarze doprowadzili do remisu. Po rzucie rożnym zaspali wrocławscy defensorzy, a najwyżej wyskoczył Sawiński i piłka zatrzepotała w siatce. Wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, jednak gospodarze pokazali, że trzeba walczyć do ostatniego gwizdka arbitra. W doliczonym czasie gry zespół Prochowiczanki skopiował akcję, która dała im pierwszego gola. Znów najwyżej w polu karnym wyskoczył gracz gospodarzy – tym razem był to Koclęga i Kaczmarek mógł tylko bezradnie patrzeć jak futbolówka wpada do siatki. Wrocławianie rozpaczliwie rzucili się do ataku i wypracowali sobie okazję do zdobycia drugiego gola. Z rzutu wolnego z odległości 25 metrów od bramki dośrodkował Gul, ale Rudolf posłał piłkę obok słupka.
Prochowiczanka Prochowice – Śląsk Wrocław 2:1 (0:1)
0:1 – Biliński 1’
1:1 – Sinkiewicz 83’
2:1 – Koclęga 90’+2
Prochowiczanka: Skierski, Pisarski, Chmielewski, Smolarek, Drozdowski, Matyja, Kulyk, Antosiewicz (71’ Dudka), M.Kula, Mirkowski (46’Sawiński (89’Koclęga)), Sinkiewicz (90’+2 Niewdana).
Śląsk : W.Kaczmarek – Wołczek, Rodrigo, Socha, Rudolf – Hajdamowicz (K.Kaczmarek 83’), Rosiński, Malecki, Wan (41’ Galuś) – Kowal, Biliński (65’ Gul).
źródło: wlasne
