Przecież to mój ukochany klub

W weekend ruszyła liga grecka, a Pańska Skoda pokonała w Atenach Panionios 1:0. Jaki udział miał Pan w tym sukcesie?
Niestety, żaden. Nie pojechałem do Aten, bo od pewnego czasu leczę kontuzję stawu skokowego, jakiej nabawiłem się podczas zgrupowania w Holandii.
A organizacja klubu? Można to w ogóle jakoś porównać z Polską?
W żadnym wypadku. W naszym kraju nie ma ośrodka nawet zbliżonego do tego, jaki do dyspozycji ma Škoda. Dwanaście boisk treningowych mówi samo za siebie. Oprócz tego pracownicy klubu sami znaleźli mi mieszkanie, dostałem służbowy samochód – oczywiście skodę. Klub jest naprawdę poukładany profesjonalnie.
Polską ligę Pan ogląda?
Tak. W ostatni piątek miałem na przykład okazję zobaczyć mecz Polonii ze Śląskiem.
I jak wrażenia?
Serduszko mocniej zabiło. Przecież to mój ukochany klub. Tym bardziej szkoda, że chłopcy przegrali. Ale nie namówi mnie Pan na ocenę ich gry. Zresztą jest na to za wcześnie. Powiem tylko, że trenerowi Tarasiewiczowi udało się skompletować bardzo ciekawy skład.
Nie mogę nie zapytać o reprezentację.
Oj, nie myślę o tym. Dla mnie najważniejszy jest teraz powrót do treningów i wywalczenie miejsca w składzie. Poza tym wżyciu lepiej jeść małymi łyżkami. Wtedy wielkie rzeczy same przychodzą.
źródło: Polska The Times Gazeta Wrocławska
