Przegląd kadr: Śląsk – Piast Żmigród 7:0
fot.: Marcin Folmer
Sztab szkoleniowy Śląska zdecydował, że po pucharowym spotkaniu z Paide wskazana byłaby gra wyrównawcza dla zawodników szerokiej kadry pierwszej drużyny i zaplecza. Wrocławianie zaprosili więc na mecz trzecioligowy Piast Żmigród, który odebrał od ekipy Jacka Magiery bolesną lekcję, tracąc aż 7 bramek.
Niespełna 12 godzin po zakończeniu zwycięskiego meczu 1. rundy kwalifikacyjnej do Ligi Konferencji Europy gracze Śląska pojawili się na murawie przy ul. Oporowskiej. Piłkarze, którzy rozegrali większość meczu z Estończykami ćwiczyli na rowerach stacjonarnych ustawionych obok linii bocznej boiska obserwując grających pozostałych kolegów, którzy mieli okazję w meczowym sprawdzianie przekonać do siebie trenera Jacka Magierę.
Szkoleniowcy przyglądali się wydarzeniom boiskowym z trybun i o ile w pierwszej połowie mogli być zadowoleni z poczynań zielono-biało-czerwonych, o tyle po zmianie stron i wprowadzeniu większej liczby młodych zawodników gra nie wyglądała już tak dobrze.
Wrocławianie od pierwszych minut zepchnęli rywali do defensywy przejmując inicjatywę i przenosząc ciężar gry na połowę rywali. Do 24 minuty brakowało jednak kropki nad i. Wtedy Schwarz uruchomił Pawłowskiego, ten zagrał płasko wzdłuż bramki, a dobrze nabiegający Łyszczarz dopełnił formalności, rozwiązując worek z bramkami. Po chwili aktywnego Piaseckiego nieprzepisowo przy próbie mijania zatrzymał bramkarz Piasta i sędzia wskazał na rzut karny, który pewnie wykorzystał sam poszkodowany.
Chwilę później było już 3:0, gdy tym razem napastnik asystował do Pawłowskiego, a ten nie zmarnował sytuacji sam na sam. Niezłe zawody rozgrywał nowy nabytek WKS-u Petr Schwarz, który nie tylko starał się reżyserować grę, ale też stwarzać zagrożenie pod bramką. Najpierw piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek, a minutę później Czech miał już więcej szczęścia, gdy futbolówka zmierzając w okolice słupka odbiła się od Kiecy i wpadła do siatki. Przed przerwą drugie trafienie dołożył jeszcze Piasecki, a wynik ustalił Musonda, wbiegając dynamicznie w pole karne po prostopadłym podaniu.
Przez pierwsze 45 minut defensywa Śląska nie miał wiele pracy, warto odnotować, że wszyscy piłkarze dochodzący do formy po urazach wyglądali na w pełni zdrowych i gotowych do gry. Po zmianie stron trener Magiera dał szansę kolejnym zawodnikom z szerokiej kadry oraz zespołu rezerw. I choć rywale także dokonali wielu zmian, to wrocławianom trudno było przedrzeć się przez żmigrodzkie zasieki.
Najgroźniejsze dwa uderzenia z rzutów wolnych autorstwa Łyszczarza nie zmusiły do kapitulacji bramkarza Piasta, jednak w końcu musiał on jednak wyciągać piłkę z siatki. W 80 minucie pomocnik ładnie uwolnił się spod opieki obrońcy i płaskim strzałem ustalił wynik meczu.
Co ciekawe, przez sporą część drugiej połowy wrocławianie byli bardzo ofensywnie ustawieni, niemal w systemie 1-3-4-3, w którym Piasecki cofał się nieco do rozegrania piłki, a najbardziej wysunięci byli skrzydłowi Łyszczarz i Bergier. Ten ostatni nie dotrwał jednak do końcowego gwizdka i przedwcześnie opuścił plac gry, ale uraz nie wyglądał na zbyt groźny.
Tylko trzech piłkarzy rozegrało cały mecz – Łyszczarz, Radkowski i Pawłowski, a łącznie trener Magiera obejrzał w grze 19 zawodników, w tym m.in. 17-letniego obrońcę Szymona Michalskiego.
Czy któryś z zawodników zaimponował na tyle szkoleniowcowi, by wskoczyć do wyjściowego składu na mecz z Araratem Erywań?
Śląsk Wrocław - Piast Żmigród 7:0 (6:0)
Łyszczarz 24', 80’, Piasecki 26' k, Pawłowski 29', 39’, Schwarz 34', Musonda 43'
Śląsk: Putnocky (46' Boruc) - Bejger (46' Poprawa), Radkowski, Verdasca (63' Sz.Michalski), Musonda (46' Krocz), Schwarz (63' Bukowski), Hyjek (63' Młynarczyk), Stiglec (46' Bergier, 76' Hyjek), Łyszczarz, Pawłowski, Piasecki (63' Bargiel).
