Przełamanie w Gliwicach


W Gliwicach szok i niedowierzanie. Desperacko broniący się przed spadkiem Piast przegrał na własnym stadionie z bezpiecznym już i niemającym szans na puchary Śląskiem. Co więcej: zwycięstwo wrocławian było w pełni zasłużone. To oni przez większość meczu posiadali inicjatywę, stworzyli sobie więcej okazji do zdobycia gola, wreszcie byli skuteczniejsi niż gliwiczanie.


 

Dla piłkarzy WKS-u zwycięstwo nad Piastem nie było zaskoczeniem. – Jesteśmy po prostu zespołem lepszym – zgodnie mówili po spotkaniu podpieczni Ryszarda Tarasiewicza. Na boisku zupełnie nie było widać, która drużyna walczy o utrzymanie, a która gra już tylko dla własnej satysfakcji oraz premii za wygraną. A jeśli już, to jedenastką o większej motywacji był Śląsk.
Głównym reżyserem wydarzeń na stadionie przy ul. Okrzei była jednak pogoda. Upał, który wczesnym popołudniem osiągnął swoje apogeum, dawał się we znaki zawodnikom obu ekip. Szczególnie w pierwszej części gry poczynania zawodników charakteryzowały się wolnym tempem i niedokładnością. Najciekawszą sytuacją była okazja Vuka Sotirovicia, który po rzucie rożnym w ostatniej minucie nieczysto trafił w piłkę stojąc kilka metrów od bramki Grzegorza Kasprzika. Serbski napastnik ucierpiał przy tej akcji i po przerwie już nie pojawił się na placu boju.
W drugiej połowie zagrał za niego Marek Gancarczyk, który zajął miejsce swojego brata na prawym skrzydle. Janusz przeszedł na lewą flankę, zaś rolę wysuniętego napastnika przejął Tomasz Szewczuk. Co ciekawe w trakcie początkowych 45 minut 2 ostatni zawodnicy zamienili się pozycjami, a Szewczuk w końcówce spotkania zagrał nawet jako defensywny pomocnik.
Po zmianie stron mecz wyglądał nieco lepiej. Początkowo do ataku ruszyli gospodarze. Szybko jednak kontrolę nad wydarzeniami na boisku uzyskał Śląsk. To kontry wrocławian dostarczały widzom emocji i powinny zakończyć się kolejnymi golami. Przyjezdnym brakowało jednak dokładności. Jedynym wyjątkiem od tej reguły była akcja Marka Gancarczyka w 56. minucie, który po efektownym wejściu prawym skrzydłem wyłożył piłkę Szewczukowi, a temu pozostało tylko skierować futbolówkę do siatki.
To już 9. w obecnym sezonie ligowym trafienie zawodnika, który okazuje się być piłkarzem bardzo uniwersalnym. Nie dość, że z powodzeniem radził sobie na 4 różnych pozycjach, to jeszcze przesądził o losach meczu zdobywając jedynego gola w meczu.
Śląsk udanie zrewanżował się Piastowi za 3 porażki z rundy jesiennej, a przede wszystkim udowodnił, że każdy musi się z nim liczyć, bo wrocławianom nigdy nie brakuje motywacji do osiągania dobrych wyników. Takie podejście napawa optymizmem przede wszystkim przed najbliższym pojedynkiem z Legią Warszawa (sobota, godz. 17, Stadion Oporowska).


Piast Gliwice 0:1 (0:0) Śląsk Wrocław

Szewczuk 56’



Piast: Kasprzik – Kaszowski, Glik, Kowalski (65’ Podgórski), Michniewicz (79’ Chylaszek) – Smektała, Muszalik, Gamla, Wilczek, Sedlacek – Olszar (46’ Prędota)


Śląsk: Kaczmarek - Socha, Celeban, Pawelec, Wołczek - Szewczuk, Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek (82’ Biliński), J. Gancarczyk (89’ Sobociński) – Sotirović (46’ M.Gancarczyk)


Widzów: 4000

Żółte kartki: Glik (Piast)

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

Paweł Lorenc

Autor

Paweł Lorenc

W redakcji działam od 2007 roku. W przeszłości byłem człowiekiem od wszystkiego. Przez pięć lat pełniłem rolę redaktora naczelnego. Obecnie skupiam się jako programista na aspektach technicznych. Jestem autorem największej liczby tekstów - mam ich na koncie ponad 6 tysięcy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.