Przychody Śląska 2019 (RAPORT)
fot.: www.slaskwroclaw.pl
Firma Deloitte, we współpracy z klubami Ekstraklasy oraz spółką Ekstraklasa S.A,, opublikowała coroczny raport „Piłkarska Liga Finansowa”. Publikacja ta prezentuje przychody klubów ekstraklasy za rok kalendarzowy 2019. Jak na tle innych klubów wypada Śląsk Wrocław?
W tej grze chodzi o zysk
Deloitte publikuje taki raport cyklicznie od dłuższego czasu, dane historyczne sięgają w nim 2008 roku, więc jest to spory materiał do ciekawych analiz. Z drugiej strony osoby pracujące nad tą publikacją odsłaniają nam tylko połowę finansowej rzeczywistości. Informacja o przychodach danego klubu bez danych o jego wydatkach i co za tym idzie, ewentualnych zyskach lub stratach, nie wiele nam mówi o prawdziwej kondycji finansowej danego przedsięwzięcia. Poza tym warto przytoczyć fragment ujęty we wstępie raportu: „dane wykorzystane do stworzenia rankingu pochodzą bezpośrednio od klubów piłkarskich i nie były weryfikowane przez firmę Deloitte.” Niemniej ranking ten dostarcza kibicowi kilku ciekawych informacji i warto się chwilę nad nim pochylić.
Najwięcej pieniędzy dla Legii
Także w 2019 roku zdecydowanie największy przychód wygenerowała Legia Warszawa. Blisko 124 miliony złotych to i tak kwota bez uwzględnienia przychodów z transferów. Na sprzedanych zawodnikach Legia w 2019 roku zarobiła dodatkowe 48 milionów złotych.
Opłacalny Puchar Polski i zyski z akademii
Drugie miejsca zajęła Lechia Gdańsk, która dużo pieniędzy zarobiła na wygraniu Pucharu Polski oraz transmisjach telewizyjnych. 2019 rok to dopiero początek odrodzenia Lecha Poznań, stąd ich trzecie miejsce w rankingu przychodów. Poprzedni rok w Poznaniu minął pod znakiem lekkiego zaciskania pasa i dalszego finansowania akademii, co znajdzie odzwierciedlenie w zapewne rekordowym przychodzie za rok 2020. Już w tym momencie za sprzedaż trzech wychowanków – Gumnego, Jóźwiaka i Modera – Lech ma zagwarantowane około 76 milionów złotych. Dla porównania, według omawianego raportu, Śląsk Wrocław w ostatnich dwóch latach wygenerował całościowy przychód na poziomie 63 milionów. Dobrze funkcjonująca akademia może być prawdziwą żyłą złota.
Jest światełko w tunelu
Przejdźmy więc do tego, co interesuje nas najbardziej - struktury przychodów Śląska Wrocław.
Nie jest wcale odległym wspomnieniem podziwianie na niemal pustym Stadionie Wrocław popisów graczy pokroju Sito Riery czy Marcela Gecova. Kibice zagryzali to czerstwą zapiekanką z grubo skrojoną pieczarką i popijali piwem o woltażu wprost proporcjonalnym do poziomu widowiska (z czego i tak klub ostatecznie nie miał żadnego zysku, bo stadion tylko wynajmuje na czas meczu). A wszystkie te przyjemności dopiero po odczekaniu w kolejce do jedynego otwartego kiosku gastronomicznego.
Trzeba też przypomnieć, że dopiero na początku 2018 roku Śląsk Wrocław dogadał się ze spółką Stadion Wrocław w sprawie przychodu z dnia meczowego. Wtedy to od marca wrocławski klub wziął na siebie zarządzanie obiektem i całość wpływów z dnia meczowego. Wcale jednak nie widać w przywołanych wynikach finansowych, by ten fakt odbił się jakoś pozytywnie na wpływach z dnia meczowego względem lat poprzednich.
Przypomnijmy sobie te wszystkie wydarzenia, a docenimy pracę Piotra Waśniewskiego, który pod koniec 2018 roku po raz drugi został prezesem Śląska Wrocław. Najbardziej wyraźny efekt pracy jego zespołu, który ma swoje odzwierciedlenie również w prezentowanym raporcie, to ponowne zachęcenie ludzi do chodzenia na Śląsk.
Czwarte miejsce w rankingu frekwencji i wzrost na poziomie 61% względem poprzedniego sezonu, to wynik bardzo dobry, ale w tej materii wciąż kibiców i klub stać na więcej.
Szanuj „piknika” swego
Nie ma we Wrocławiu mody na Śląsk Wrocław i to trzeba zmienić. Nieodległe sezony naznaczone walką o utrzymanie pokazały, że fanatyków Śląska, którzy przyjdą na mecze niezależnie od okoliczności, jest około 5000. Taka mniej więcej była frekwencja na tych „najmniej atrakcyjnych” meczach. Należy im się ogromny szacunek, ale nie jest to liczba kibiców gwarantująca zyski z dnia meczowego. O to co ponad te 5000, włodarze Śląska muszą walczyć oferując atrakcyjny produkt. Jest ogrom kibiców, którzy na stadionie chcą zjeść, wypić i zobaczyć dobrych piłkarzy, bez tego Śląsk nie jest dla nich żadną atrakcją. Taki kibic jest tak samo niezbędny, wszyscy z osobna idąc na stadion by wspierać Śląsk Wrocław stanowimy o jego sile i tworzenie tu jakichkolwiek podziałów jest bez sensu. Łączna liczba widzów na domowych meczach Śląska w zeszłym roku to 213 184. Porównując to z łącznym przychodem z dnia meczowego na poziomie 4,2 mln wychodzi, że statystyczny kibic Śląska na stadionie zostawia 19,70 zł. Aczkolwiek trzeba jeszcze pamiętać o wszelakich pamiątkach i gadżetach klubowych, które w analizowanym rankingu są uwzględnione jako „przychody komercyjne”.
Na garnuszku miasta
Według definicji na wstępie raportu w przychody komercyjne wliczane są: wpływy z umów sponsorskich, reklam, sprzedaży koszulek, pamiątek klubowych oraz inne przychody komercyjne. Dla Śląska w 2019 roku było to 20,9 milionów złotych. Około 13 milionów z tej kwoty to środki od miasta Wrocław. O tym, że Śląskowi potrzebny jest prywatny inwestor napisane zostało już wszystko. Póki jednak takiego na horyzoncie nie widać, trzeba szanować pomoc od miasta i szukać kompromisów w tym rozwiązaniu.
Jaki może być wskaźnik rentowności dla takiego przedsięwzięcia realizowanego z publicznych środków? Nie udało mi się znaleźć szczegółowych informacji odnośnie finasowania Śląska przez miasto. Przyjmując, że te 13 milionów to w całości pieniądze z podatków, można powiedzieć, że jeden wrocławianin przeznacza na Śląsk 20,20 zł rocznie (ludność Wrocławia w 2019: 643 tys). Zestawiając to z 19,70 zł, które statystyczny kibic jest skłonny wydać na stadionie Śląska, nasz mocno prowizoryczny wskaźnik rentowności jest na lekkim minusie. Brnąc w to dalej, można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby ze wspomnianych 213 184 widzów, którzy pojawili się na stadionie w 2019 roku, każdy zostawił w kasie Śląska 60 zł więcej, klub zaliczyłby taki sam przychód bez żadnej pomocy ze strony miasta. Bilet normalny na mecz za 95 zł nie brzmi jednak zbyt zachęcająco.
Śląsk to my!
Te abstrakcyjne rozważania mają uzmysłowić, że sukces Śląska, również finansowy, w ogromnej mierze zależy od jego kibiców. Klub z rzeszą wiernych fanów tworzących niepowtarzalną atmosferę na stadionie jest również atrakcyjny dla potencjalnego inwestora. Jednym z zadań stałych kibiców jest zachęcać do przyjścia nowych, a rolą klubu jest tych nowych zatrzymać. W tej kwestii na we Wrocławiu sporo się poprawiło. Zatrudniono trenera, który buduje drużynę z długofalową wizją. Jest sklep kibica, punkty gastronomiczne pracują sprawniej, catering stadionowy poszerzył swoją ofertę, więc widać, że w końcu w tym temacie coś się dzieje. Dodatkowo w minionym okienku transferowym Śląsk zarobił rekordową sumę z tytułu sprzedanych piłkarzy. Za transfery Płachety i Łabojki do kasy klubu wpłynie około 16 milionów złotych, czyli 50% przychodu wypracowanego w całym 2019 roku. I tylko szkoda, że w momencie, gdy w temacie finansów Śląska Wrocław w końcu pojawił się promyk słońca, przyszła pandemia, która ten sam raport za rok 2020 wywróci do góry nogami.
Cały raport można zobaczyć TUTAJ.