Przypomnieć sobie piękny sierpień

Przypomnieć sobie piękny sierpień

fot.:

Przed sobotnim hitem 10. kolejki ekstraklasy w Poznaniu ciężko nie doszukiwać się podobieństw do sytuacji Śląska i Lecha z początku sezonu 2019/2020. Zielono-biało-czerwoni rzucili wówczas Kolejorza na deski przed dziesiątkami tysięcy kibiców, a liczba ich powodów do satysfakcji z każdym kolejnym tygodniem tylko rosła.



 

Do meczu 4. kolejki ekstraklasy zespoły Lecha i Śląska przystępowały bez choćby jednej porażki w sezonie 2019/2020. Oba miały na swoim koncie po siedem punktów, a fotel lidera poznanianom gwarantowała tylko korzystniejsza różnica bramek. Podopieczni Vitezslava Lavicki wzbudzali szacunek utrzymywaniem dobrej serii mimo ekstremalnie trudnego terminarza – na rozkładzie mieli już mistrza Piasta (2:1), wicemistrza Legię (0:0) oraz zawsze groźną Wisłę w Krakowie (1:0). Kolejorz imponował skutecznością, bo w pierwszych trzech meczach zdobył siedem bramek, a skalę oczekiwań najlepiej oddawała liczba 32 tysięcy kibiców, którzy w przyjemny piątkowy wieczór 9 sierpnia 2019 roku pojawili się na trybunach stadionu przy Bułgarskiej.

Broź bohaterem

Śląsk Wrocław nie przestraszył się gorącej atmosfery i objął prowadzenie już po sześciu minutach. Ręką we własnym polu karnym zagrał Thomas Rogne, a jedenastkę na pierwszego gola pewnym strzałem zamienił Robert Pich. Tuż przed upływem pierwszego kwadransa gry do wyrównania doprowadził Lech Dariusza Żurawia, a na listę strzelców precyzyjnym strzałem przy słupku po indywidualnej akcji wpisał się Darko Jevtić. Kolejorz więcej powodów do zadowolenia tego wieczora już jednak nie miał, bo sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Łukasz Broź. Obrońca wrocławian w 16. minucie popisał się kapitalnym strzałem w samo okienko z linii pola karnego, a po kolejnych dziesięciu zupełnie zaskoczył Micky’ego van der Harta strzałem głową po sprytnym dośrodkowaniu Krzysztofa Mączyńskiego z rzutu wolnego.

Bez porażki jak teraz

Kapitan Śląska nie dokończył meczu w Poznaniu, bo w doliczonym czasie został ukarany drugą żółtą kartką, symptomatyczne jednak, że po 25 miesiącach od spotkania… nikt już tego nie pamięta. Osłabienie w ostatnich minutach nawet w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło zielono-biało-czerwonym w dowiezieniu korzystnego rezultatu, którego w drugiej połowie nie tylko bronili, ale i potrafili bardzo skutecznie wytrącać Lechowi z rąk ofensywne atuty. 9 sierpnia 2019 roku w Poznaniu Śląsk rozegrał najlepszy mecz za kadencji trenera Vitezslava Lavicki, a kolejne tygodnie sezonu były dla niego równie udane. Wrocławianie jesienią 2019 roku bez porażki wytrzymali właśnie do 10. kolejki, co do dziś stanowi ich najlepszy wynik od powrotu do ekstraklasy, jednak w razie zdobyczy punktowej w najbliższym meczu przy Bułgarskiej pójdzie już w niepamięć.

Początek sobotniego hitu Lech Poznań – Śląsk Wrocław w stolicy Wielkopolski zaplanowano na godzinę 17:30.

Lech Poznań 1:3 (1:3) Śląsk Wrocław

Bramki: Jevtić 14' - Pich (k.) 6', Broź 16', 26'

Lech: van der Hart - Gumny, Rogne, Crnomarković, Kostewycz (70' Makuszewski) - Amaral (55' Puchacz), Muhar (80' Tomczyk), Tiba, Jevtić, Jóźwiak - Gytkjær

Śląsk: Putnocky - Broź (84' Dankowski), Celeban, Golla, Stiglec - Musonda, Mączyński, Łabojko, Pich, Płacheta (89' Łyszczarz) - Exposito (71' Cholewiak)

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Żółte kartki: Rogne, Jevtić, Pedro Tiba, Gumny - Golla, Mączyński
Czerwona kartka: Mączyński (90+6', za drugą żółtą)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.