Puchar był nasz... MKS Oława - Śląsk 1:0 (0:0)
W drugim półfinale Motobi - Polar 5:3
Relacja:
Na trybunach stadionu zasiadło ok. 500 fanów, którzy dzięki uprzejmości działaczy nie musieli płacić za bilety. Przygrzewające słońce nie wpłynęło jednak korzystnie na poziom widowiska. Zawodnicy często zamiast myśleć o grze, starali się tylko podbiec w stronę ławki rezerwowych, by napić się wody. Wrocławianie mieli w pamięci uraz, jakiego nabawił się w meczu z Pumą Rafal Lis, tym razem starali się unikać ostrych starć. Niestety, pech chciał, że tym razem z murawy kontuzjowany musiał zejść grac rywala. W ferworze walki urazu doznał dobrze znany kibicom Śląska rudowłosy Waldemar Żelazko.
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Śląska. Już w 3 minucie dobra okazję do zdobycia gola miał Kowalczyk, jednak piłka miast w bramce znalazła się za płotem. Gospodarze niesamowicie zmobilizowani, by ten mecz wygrać, nieśmiało próbowali kontrować. W 13 minucie oławianie atakowali trzech na jednego obrońcę WKSu, ale J. Gancarczyk zachował się zbyt samolubnie i stracił piłkę. Z dystansu bramkarza gospodarzy próbował zaskoczyć Rosiński i Filipczak, ale piłka przelatywała obok bramki. W 25 minucie przed druga okazją stanął Kowalczyk, ale znów uderza niecelnie. Dziewięć minut później kąśliwy strzał oddaje Sobczak, ale Janukiewicz był na posterunku. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i chwile później Kowalczyk dostaje idealnie podanie z prawej strony, ale jego uderzenie z 4 metrów, Mondel paruje futbolówkę na róg. W końcówce okazje mieli także gracze z Oławy. Strzelają – Partyka, który zastąpił Żelazkę, oraz J. Gancarczyk, ale bez efektu bramkowego. W doliczonym czasie gry, Ostrowski świetnie dośrodkowuje do Kowalczyka, ale ten znów zawodzi.
Po przerwie na murawie pojawił się Ulatowski, który miał rozwiązać worek z bramkami. Część kibiców postanowiła wykorzystać przerwę i postanowiła dokonać zakupów. Ci, którzy spóźnili się na początek pierwszej polowy z pewnością żałowali, bowiem nie zobaczyli jedynego gola meczu. Dwie minuty po wznowieniu gry Siwiński decyduje się na uderzenie zza pola karnego i Janukiewicz jest bez szans. Wrocławianie starają się odrobić starty, jednak czwartoligowcy umiejętnie się bronili. Z każdą minuta podopieczni Ryszarda Tarasiewicza opadali z sił, zmęczenie potęgowało także przygrzewające słońce. Gracze Śląska podświadomi czuli, że przed nimi decydujące pojedynki o awans na zaplecze ekstraklasy, dlatego też nie ma co się dziwić, że nie wkładali maksymalnego wysiłku w ten mecz. Grę wrocławian rozruszał trochę Wołczek, jednak mimo kilku okazji WKSowi nie udało się doprowadzić do wyrównania. Bramka nie została odczarowana, choć po jednym z uderzeń piłka trafiła w poprzeczkę. W końcowych minutach gospodarze mogli postawić kropkę nad i, jednak wrocławianom udało się zatrzymać groźną gospodarzy, łapiąc ich na spalonym.
Śląsk: Janukiewicz – Rudolf, Ignasiak, Lipiński – Filipczak, Sztylka, Rosiński, Szewczyk, Ostrowski – Kowalczyk (67’ Wołczek), Wielgus (45’ Ulatowski)
źródło: własne
