Punkt zwrotny w historii Śląska?

Punkt zwrotny w historii Śląska?

fot.:

Piłkarski Śląsk niedługo zaczyna swoją przygodę w Europie. Już 8. lipca rozegrany zostanie pierwszy z dwóch meczów z estońskim Paide. W sukcesie wrocławian z zeszłego sezonu możemy dopatrzeć się bardzo wielu podobieństw do lat 2010-2013, w których klub ostatni raz osiągał tak dobre rezultaty. Wówczas Śląsk nie wykorzystał potencjału, jaki drzemał w zespole i w kolejnych sezonach panicznie walczył o utrzymanie w lidze. 



 

Mamy rok 2010. Wśród ludzi zarządzających klubem, jego akademią i skautingiem są takie nazwiska jak Waśniewski, Klepak, Paluszek. Po poprzednim sezonie zakończonym na 9. miejscu i słabym wejściu w kampanię 2010/2011 następuje zmiana trenera. W Śląsku panuje przekonanie, że potencjał kadrowy drużyny jest znacznie większy, przez co Ryszard Tarasiewicz zostaje zastąpiony na stanowisku szkoleniowca przez Oresta Lenczyka. Okazuje się to strzałem w dziesiątkę i w najbliższych latach Śląsk zostaje kolejno wicemistrzem, mistrzem i trzecią siłą ekstraklasy.

Dobre wyniki oznaczały dla klubu dwie rzeczy: europejskie puchary oraz pieniądze. W Europie Śląsk grał przyzwoicie - pokonywał słabszych i rywalizował z równymi sobie lub lepszymi przeciwnikami. Wrocławianie, w przeciwieństwie do niektórych występów innych polskich klubów, nie przynosili wstydu za granicą. Niestety, ze Śląska odchodzili kluczowi zawodnicy, a w ich miejsce nie potrafiono znaleźć odpowiednich zastępców. Czas, w którym wrocławski zespół postrzegany był jako jeden z najlepszych w kraju, skończył się równie szybko i niespodziewanie, jak się zaczął. 

Miniony sezon 

Rozgrywki 2020/2021 miały być dla Śląska krokiem w przód. Trener Vitezslav Lavicka objął klub w trudnym momencie, utrzymał go w lidze, a później zaliczył dobry sezon, którego końcowy wynik przez niektórych był uznawany nawet za lepszy, niż wskazywałaby na to gra oraz kadra wrocławian. Równolegle z pierwszym zespołem funkcjonowała również druga drużyna, która awansowała dwa razy z rzędu, dzięki czemu Śląsk stał się jednym z dwóch klubów w całej Polsce z rezerwami na poziomie II ligi. 

Runda jesienna pod wodzą trenera Lavicki rozpoczęła się całkiem nieźle. Śląsk grał bardzo solidnie u siebie i mizernie na wyjazdach, lecz w ostatecznym rozrachunku dawało to wysokie, czwarte miejsce przed przerwą zimową. Mimo to w głowach kibiców oraz ludzi zarządzających klubem zapaliła się lampka. Czech, który sprowadzany był w celu rozwoju zawodników i wprowadzaniu młodzieży z rezerw, nie przekonywał swoimi decyzjami personalnymi, a gra jego drużyny delikatnie mówiąc nie porywała. 

Po zimowym obozie przygotowawczym można było usłyszeć głosy mówiące, że w zespole coś się wypaliło, coś idzie w złym kierunku. Potwierdził to fatalny początek 2021 roku. Młodzi w dalszym ciągu nie grali, a Śląsk konsekwentnie spadał w tabeli. Poskutkowało to zakończeniem współpracy i zatrudnieniem Jacka Magiery. Nowy szkoleniowiec z marszu zmienił taktykę, wprowadził do składu kilka nowych nazwisk i wywalczył coś, co wydawało się już niemożliwe do zrealizowania - europejskie puchary.

W tym samym czasie rezerwy, które miały walczyć o utrzymanie, okazały się czarnym koniem drugoligowych rozgrywek i do ostatnich kolejek biły się o miejsce w barażach. Śląsk zakończył sezon z dwoma zespołami, których wynik satysfakcjonował, ale w których przede wszystkim widać było duże pole do dalszego rozwoju. 

Rezerwy a pierwszy zespół

Poruszyliśmy już delikatnie temat drugiej drużyny Śląska. Wiadomo, kibice w pierwszej kolejności liczą na sukcesy głównego zespołu. Chcą oglądać mocny klub, który zaciekle walczy na kilku frontach i regularnie zdobywa trofea. Nie jest to jednak możliwe bez podstaw. Jedną z takich podstaw jest młodzież, która będzie potrafiła regularnie wzmacniać pierwszą drużynę. Wzmacniać pod względem poziomu sportowego, ale także finansowego, czego najlepszym przykładem jest Lech Poznań. 

Jeśli wrócimy do omawianych wcześniej wydarzeń i Śląska z lat 2010-2013, to dostrzeżemy, że podstawy w postaci młodych zawodników wówczas nie było. Pod tym względem wrocławski klub znacznie się poprawił. Jacek Magiera momentalnie wprowadził do składu Konrada Poprawę oraz Szymona Lewkota. Na tym jednak nie koniec - podczas obozu przygotowawczego w Chorwacji z pierwszym zespołem trenowali również: Adrian Łyszczarz, Sebastian Bergier, Przemysław Bargiel, Szymon Krocz, Bartłomiej Frasik, Bartosz Boruń i Adrian Bukowski. Na tym jednak liczna reprezentacja rezerw się nie kończy. Do klubu przyszło kilku młodych piłkarzy, którzy na co dzień mają grywać z drugim zespołem. Maksymilian Boruc, Javier Hyjek i Kacper Radkowski również trenowali ze Śląskiem w Chorwacji. 

Silna drużyna w II lidze niesie jednak za sobą więcej korzyści, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać. Oprócz ogrywania zawodników na szczeblu centralnym, co pozwala na płynniejsze wejście młodzieży do seniorskiej piłki, rezerwy stawiają Śląsk w dobrej pozycji negocjacyjnej. Najlepszym przykładem jest tu transfer Łukasza Bejgera. Młody obrońca chciał wrócić do Polski z Manchesteru United, aby odciąć się od gry w ligach juniorów i stopniowo wejść do dorosłej piłki nożnej. Ze Śląskiem o Bejgera rywalizowały zespoły, które znajdowały się na wyższym miejscu w tabeli, lecz ostatecznie wrocławianie przekonali obrońcę obietnicą regularnych występów. Na początku miała być to II liga, a później płynne wejście do ekstraklasy. Ze względu na kontuzje podstawowych defensorów to przejście nastąpiło szybciej, lecz schemat i plan rozwoju jest zauważalny. 

To właśnie plan rozwoju jest czymś, co młodych zawodników w Śląsku przekonuje najbardziej. Ilekroć w klubie pojawia się nowy zawodnik, lub któryś z piłkarzy przedłuża kontrakt, to słyszymy od niego, że przekonał go długofalowy plan rozwoju. Dlatego właśnie utrzymanie rezerw na poziomie II ligi powinno być jednym z priorytetów wśród osób zarządzających klubem. 

Wykorzystać okazję 

Przed Śląskiem pojawiła się świetna okazja, aby wejść na wyższy poziom i zbudować renomę klubu. Co ciekawe, wśród osób zarządzających klubem znajdziemy prawie te same nazwiska, co w latach 2010-2013. Piotr Waśniewski, Krzysztof Paluszek oraz Józef Klepak, który notabene żegna się ze Śląskiem, kolejny raz stanęli przed szansą wprowadzenia wrocławskiej drużyny do krajowej czołówki. 

Śląsk trenowany jest przez jednego z najlepszych szkoleniowców w kraju, dostanie zastrzyk gotówki z europejskich pucharów (nawet jeśli przygoda w nich nie potrwa długo), posiada najlepsze rezerwy w Polsce oraz kibiców głodnych piłki nożnej po rocznej rozłące z wrocławskim stadionem. Nie oznacza to jednak, że przed Śląskiem stoi łatwe zadanie. W klubie jesteśmy świadkami ogromnych roszad personalnych i licznych odejść trenerów. Jednak przy odpowiednim zarządzaniu oraz pokonaniu tych wszystkich przeszkód, być może zobaczymy w klubie historyczny przełom. Przełom, który sprawi, że zamiast powrotu do walki o utrzymanie, Śląsk będzie w stanie bić się co sezon o miejsce na podium. Jedno jest pewne - czeka nas ekscytujący sezon!

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.