Rafał Makowski. Środkowy obrońca, który stał się dziesiątką
fot.: Śląsk Wrocław
Jest wychowankiem Akademii Legii Warszawa, jako nastolatek dostawał w stołecznej drużynie szanse na granie w europejskich pucharach i po kilku latach występów w I i II lidze Rafał Makowski wraca do Ekstraklasy. Poznajcie historię nowego zawodnika Śląska, którą opowiadamy przy udziale jego obecnego trenera Dariusza Banasika i dyrektora Champions Football Agency Dawida Płaczkiewicza, znającego Makowskiego i obserwującego go regularnie od kilku lat.
– W Ekstraklasie są inne wymagania, trudniej się gra, są lepsi zawodnicy. Rafał Jest jednak w takim wieku, że powinien sobie poradzić – trener Banasik z Makowskim znają się aż z czterech klubów, trudno więc o bardziej obiektywną opinię. Razem pracowali w Akademii Legii – juniorach i rezerwach, później Banasik ściągnął go na dwa wypożyczenia do I-ligowych klubów, w których pracował – najpierw do Pogoni Siedlce, później do Zagłębia Sosnowiec.
Po odejściu Banasika z Sosnowca Makowskiemu nie szło tam za dobrze, trener Dariusz Dudek czasami nie znajdował dla niego miejsca nawet na ławce rezerowych. Wtedy pomocną dłoń po raz kolejny wyciągnał jego były trener, który pracował i do dziś pracuje w Radomiaku Radom. – Rafał nie chciał za bardzo przyjść do II ligi, ale powiedziałem mu, że czasami trzeba zrobić krok w tył i się odbudować, bo nie wiodło mu się w Sosnowcu. To był bardzo dobry ruch, bo Rafał się faktycznie odbudował – uważa Banasik.
Makowski w młodości grał głównie na pozycji środkowego obrońcy, do czego predysponował go jego wzrost – 191 cm. Im dalej jednak posuwała się jego kariera, proporcjonalnie przesuwał się w stronę bramki przeciwnika. – Dla mnie Makowski to zdecydowanie opcja za Radeckiego. Jeśli Śląsk szukał zawodnika za niego, to Makowski byłby pierwszym piłkarzem, który przyszedłby mi do głowy. No i on też przeszedł drogą od gry przed własnym polem karnym do gry bliżej szesnastki rywala. Tę zmianę zafundował mu trener Radomiaka Radom Dariusz Banasik, który przekwalifikował go z defensywnego pomocnika na gracza ofensywnego – podkreśla Płaczkiewicz, który jako piłkarski menadżer od dawna obserwował Makowskiego z prostego powodu – widział w nim potencjał na solidnego zawodnika i próbował podpisać z nim umowę menadżerską, ale zawodnik wybrał inną agencję.
Zarówno Banasik jak i Płaczkiewicz w rozmowie z nami wypowiadali się o Makowskim w samych superlatywach. Jako jego główne zalety, poza oczywistym wzrostem, wymienili przede wszystkim bardzo dobrą technikę i umiejętności strzeleckie z dystansu. – Dobrze chroni piłkę i efektywnie zbiega w boczne strefy. Lubi kreować grę – podawać, zmieniać stronę, uderzać. Dzięki temu nastrzelał trochę bramek i bardzo podciągnął grę ofensywną Radomiaka. Mógłby ewentualnie poprawić trochę grę głową – podkreśla trener Banasik.
– Próbując podpisać z nim umową menadżerską szukałem o nim informacji, w tym tak zwanej dziury w całym i… żadnej nie znalazłem – dodaje Płaczkiewicz, który widzi u Makowskiego jeszcze jedną, ważną zaletę. Skoro wychowanek Legii przez całe swoje juniorskie granie był piłkarzem defensywnym, to obecnie oprócz gry „do przodu” potrafi też grać w destrukcji.
Naturalnie powstaje więc pytanie, skoro to taki dobry zawodnik, to czemu ostatnich kilka lat spędził poza Ekstraklasą? Karierę Makowskiego musimy podzielić na dwa etapy. Ten drugi zaczął się w momencie, gdy trener Banasik zmienił mu pozycję na boisku. – To był klucz. On całe życie grał jako środkowy obrońca lub ewentualnie defenswny pomocnik, ale jesienią 2 lata temu wpadłem na pomysł, żeby zrobić z niego zawodnika nr 10. No i można zażartować, że to był strzał w 10, bo szybko odnalazł się w nowej roli i zaczął bardzo dobrze funkcjonować. Na początku nie był do tego przekonany, ale później nie chciał grać nigdzie indziej (śmiech). Może gdyby dalej grał na środku obrony lub generalnie tylko w destrukcji, to dalej by był na poziomie I czy II ligi – mówi szkoleniowiec Radomiaka, czyli klubu, w którym Makowski szybko stał się pierwszoplanową postacią.
– Może gdyby Makowski miał sprawnego agenta, nie musiałby ratować się wypożyczeniem z Legii do niższej ligi, tylko znalazłby sobie miejsce w jakimś słabszym klubie w Ekstraklasie. On wtedy chyba w ogóle nie miał menadżera i dlatego było mu trudniej znaleźć sobie lepszy klub. Gra na zapleczu na pewno nie była dla niego straconym czasem – nabrał pewności siebie, zaliczył sporo minut na szczeblu centralnym, to powinno zaprocentować w Ekstraklasie – dodaje Płaczkiewicz.
Pomimo sporej konkurencji w środku pola, to wokół „nowonarodzonego” Makowskiego zaczęła się kręcić gra Radomiaka. Jego bramki i asysty zacznąco przyczyniły się do awansu z 1. miejsca z II ligi i obecnie aż 4. pozycji w I lidze. Nic więc dziwnego, że zaczął wzbudzać coraz większe zainteresowanie skautów z Ekstraklasy. Wśród potencjalych nowych klubów wymieniało się m.in. Zagłębie Lubin i Arkę Gdynia, ale nie tylko. – Rok temu graliśmy sparing z Wisłą Kraków, Rafał zagrał wspaniały mecz i strzelił bramkę z 20 metrów. Po tym spotkaniu trenerzy Wisły codziennie przez 2-3 tygodnie go namawiali, żeby przeszedł do Krakowa, zrobił na nich bardzo dobre wrażenie. W pewnym momencie Legia zastanawiała się, czy go nie ściągnąc z powrotem do siebie, ale potoczyło się inaczej – mówi Banasik.
W piłce nożnej liczą się nie tylko umiejętności piłkarskie, ale też cechy mentalne, podejście do wykonywanej pracy. Okazuje się, że i w tym elemencie nie możemy na Makowskiego znaleźć niczego negatywnego. – Ja go znam od namłodszych lat. Nie trzeba go zmuszczać do pracy, został dobrze wychowany przez Akademię Legii. Odżywianie się, regeneracja, dbanie o siebie są u niego na najwyższym poziomie. Pochodzi z dobrego domu – informuje trener Radomiaka, któremu wtóruje Płaczkiewicz. – Jest profesjonalny, ambitny, lubiany, bezproblemowy, sympatyczny. Musiał w końcu trafić do Ekstraklasy.
Rafał Makowski w sierpniu skończy 24 lata. Jest środkowym pomocnikiem, wychowała do warszawska Legia, urodził się w stolicy. W swojej karierze reprezentował też Pogoń Siedlce, Zagłębie Sosnowiec, a ostatnio Radomiaka Radom, skąd pod zakończeniu sezonu trafi na zasadzie wolnego transferu do Śląska Wrocław.
