REZERWY: Czyste konto wciąż nieuchwytne
fot.: Paweł Lipnicki
Choć Śląsk II Wrocław w sobotnim meczu przeciwko Sokołowi Ostróda (1:1) wreszcie przerwał serię porażek, znowu nie potrafił zagrać na zero z tyłu. W starciu z wyraźnie najgorszym zespołem szczebla centralnego to nie lada sztuka. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Zdobycz punktowa w wielkosobotnim meczu 28. kolejki II ligi była celem minimum dla Śląska II Wrocław. Drużyna prowadzona przez Arkadiusza Batora przegrała wszystkie cztery wcześniejsze spotkania pod wodzą tego szkoleniowca, a bez punktów została również w piątym spotkaniu od końca. Jej rywalem był Sokół Ostróda, który już dawno pogodził się ze spadkiem do III ligi, gra młodymi zawodnikami, a w 27 wcześniejszych meczach zdobył zaledwie 20 bramek, czyli wyraźnie najmniej spośród wszystkich uczestników rywalizacji. Dla wrocławian miała być to idealna okazja do przerwania trwającej od ponad miesiąca serii bez czystego konta. Zadanie już w pierwszej połowie stało się jednak niewykonalne. Co gorsza, w sobotnie popołudnie Sokół wcale nie musiał zatrzymać się na jednym strzelonym golu.
ZAWSTYDZAJĄCA ŚREDNIA
Podopieczni trenera Wojciecha Figurskiego prowadzili od 33. minuty po zamieszaniu w polu karnym, w którym Józef Burta dwukrotnie odbijał piłkę, jednak ostatecznie skapitulował za sprawą Dawida Wojtyry. Jego trafienie oznaczało, że Śląsk II nie zagra na zero z tyłu już w szóstym z rzędu meczu ligowym – poprzednie czyste konto zanotował na początku marca, gdy z jego ławką efektownym zwycięstwem 4:0 na terenie Lecha II Poznań żegnał się Krzysztof Wołczek. W kolejnych spotkaniach drugi zespół zielono-biało-czerwonych dał sobie wbić trzynaście bramek, co nie tylko funduje zawstydzającą średnią, ale również wygląda fatalnie na tle ligi. Więcej w tym czasie o zaledwie jednego stracił tylko właśnie ten skreślony przez wszystkich Sokół.
PRZEŁAMANIE? NIE ZANOSI SIĘ
Niepewna postawa w defensywie Śląska II dziwi tym bardziej, że trener Bator na co dzień ma do dyspozycji takich zawodników jak Piotr Celeban czy Mariusz Pawelec (ten drugi w Wielką Sobotę akurat pauzował za nadmiar żółtych kartek). Doświadczenie z ekstraklasowych boisk niespecjalnie przekłada się jednak na skuteczność przy bronieniu dostępu do własnej bramki, a po wizycie w Ostródzie rezerwy wrocławian mają na swoim koncie aż 46 straconych goli. Gdyby nie liczyć wycofanego z rozgrywek w zimowej przerwie GKS Bełchatów, okaże się, że gorszym bilansem znowu legitymuje się jedynie Sokół (57). W najbliższych tygodniach na przełamanie się nie zanosi – w piątek na Oporowską przyjedzie najskuteczniejszy w II lidze lider Stal Rzeszów, a kilka dni później rywalem Śląska II w Stężycy będzie Radunia, która w przedświąteczną sobotę właśnie na własnym stadionie rozbiła Znicza Pruszków 5:0.