REZERWY: Lanie w Krakowie (RELACJA)
fot.: Paweł Kot
W wyjątkowo przykry sposób zakończyła się seria meczów bez porażki drugoligowych rezerw Śląska Wrocław. Podopieczni trenera Krzysztofa Wołczka rozpoczęli mecz na stadionie Garbarni Kraków od szybko zdobytej bramki, jednak później sprawy kompletnie wymknęły im się z rąk.
Prowadzona od początku sezonu przez Macieja Musiała Garbarnia Kraków nowe rozgrywki zaczęła ze zmiennym szczęściem. W pierwszych pięciu kolejkach zespół ze stolicy Małopolski zdobył pięć punktów, a jedyną wygraną zanotował trzy tygodnie temu w domowej rywalizacji z Radunią Stężyca (1:0). W ubiegły weekend krakowianie przywieźli natomiast bezbramkowy remis ze stadionu innego beniaminka Ruchu Chorzów.
Ekipa Krzysztofa Wołczka przed 6. kolejką II ligi była jedną z trzech bez porażki w całej stawce – w ciągu pierwszego miesiąca grania pogromcy nie znaleźli również Stal Rzeszów oraz wspomniani Niebiescy z Cichej. Przed tygodniem drugi zespół wrocławian pokonał na własnym stadionie 2:0 Lecha II Poznań po bramkach dwudziestoletniego Bartosza Marchewki i o rok młodszego Huberta Konstantego. Dla tego drugiego trafienie przeciwko Kolejorzowi było zresztą dopiero premierowym skalpem na szczeblu centralnym, co więcej w debiucie w podstawowym składzie Śląska II.
Spokojna pierwsza połowa
Już pierwszy kwadrans spotkania w krakowskim Ludwinowie dostarczył sporych emocji. Wrocławianie, tak jak w poprzednim meczu wyjazdowym przeciwko GKS Bełchatów (1:1) zaskoczyli gospodarzy szybko zdobytą bramką, a na listę strzelców w 6. minucie znowu wpisał się Marchewka, który tym razem skorzystał ze sprytnego zagrania Jakuba Zawadzkiego. Wrocławianie niedługo cieszyli się jednak z korzystnego rezultatu na stadionie Garbarni, bo już kilka minut później błąd we własnym polu karnym popełnił Mariusz Pawelec. Grający trener rezerw sprokurował rzut karny po zagraniu piłki ręką, a z jedenastu metrów pewnie uderzył Bartłomiej Purcha.
Intensywny początek meczu na stadionie Garbarni zdawał się zapowiadać ciekawą rywalizację, z biegiem pierwszej części obie drużyny spuściły jednak z tonu. Więcej z gry mieli podopieczni trenera Musiała, a w przeprowadzaniu groźnych akcji pod polem karnym Maksymiliana Boruca przodowali wymieniony już Purcha czy Michał Feliks. Gra toczyła się głównie w środku pola, dużo było również twardej, fizycznej walki, co wielokrotnie kończyło się gwizdkiem sędziego Marcina Bielawskiego i nie pomagało zawodnikom obu zespołów w złapaniu odpowiedniego tempa rywalizacji. Najgroźniej w szesnastce wrocławian zrobiło się dziesięć minut przed przerwą, gdy po złym podaniu naciskanego przez rywali bramkarza gości piłka trafiła pod nogi aktywnego Purchy, ale zdobywca bramki w tej sytuacji przestrzelił.
Ciosy do samego końca
Niewiele brakowało, by druga połowa również rozpoczęła się od bramki zdobytej przez podopiecznych trenera Wołczka, bo już po kilkudziesięciu sekundach groźnym dośrodkowaniem z prawego skrzydła wykazał się Patryk Caliński. Do jego dośrodkowania nie zdążył jednak Hubert Konstanty, a to co działo się w dalszej części spotkania w wykonaniu zawodników Śląska II wołało już tylko o pomstę do Nieba. Nieszczęścia wrocławian zaczęły się w 59. minucie, gdy niepewny Kacper Radkowski nie upilnował Feliksa, a ten świetnym pół-wolejem z linii pola karnego przywrócił prowadzenie gospodarzom. Osiem minut później ten sam obrońca przyjezdnych sprokurował jedenastkę po faulu na tym samym napastniku krakowian, zaś pewnym wykonawcą stałego fragmentu gry okazał się Daniel Morys.
Garbarnia po wyjściu na dwubramkowe prowadzenie zyskała pełną kontrolę nad meczem, a podopieczni trenera Wołczka w żadnym razie nie wyglądali na zespół, który może jeszcze powalczyć o uniknięcie pierwszej ligowej porażki w nowym sezonie. Pomimo rozstrzygniętych losów spotkania krakowianie grali jednak do końca i w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry dołożyli jeszcze aż trzy trafienia! W 83. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę do własnej bramki pechowo skierował Adrian Bukowski i na nic się zdały jego protesty, wedle których został sfaulowany przez zawodnika Brązowych. Chwilę później nerwy udzieliły się Krzysztofowi Wołczkowi, a sędzia Bielawski nie zamierzał słuchać argumentów jego grającego asystenta Mariusza Pawelca i ukarał trenera Śląska II drugą żółtą kartką odsyłając na trybuny.
Sędzia bez litości
Arbiter z Katowic nie zamierzał zlitować się nad wysoko przegrywającymi wrocławianami i do regulaminowego czasu dorzucił aż cztery minuty, które tylko dopełniły obrazu kompromitacji zielono-biało-czerwonych w dawnej stolicy Polski. Najpierw na listę strzelców wpisał się rezerwowy Wojciech Słomka, a sytuacja kolejny raz wzbudziła niemałe protesty w obozie wrocławian, bo sędzia asystent zasygnalizował spalonego, Bielawski był jednak niewzruszony i… niespodziewanie pozwolił dokończyć akcję, po czym wskazał na środek boiska. W ostatniej akcji meczu swoją cegiełkę do sobotniego lania postanowił dołożyć również Boruc, który zaliczył fatalnie wybicie piłki po wyjściu przed pole karne, a uderzeniem z dystansu wynik ustalił Michał Klec. Garbarnia w jednym meczu zdobyła więcej bramek niż wcześniej od początku sezonu, a wrocławianie po raz drugi w tym roku przyjmują sześć ciosów w jednym spotkaniu II ligi. Wcześniej ta nieprzyjemność spotkała ich w połowie kwietnia na stadionie Chojniczanki, gdzie nie udało się zdobyć nawet jednej bramki (0:6).
Garbarnia Kraków 6:1 (1:1) Śląsk II Wrocław
Bramki: Purcha 13' (k.), Feliks 59', Morys (k.) 67', Bukowski (s.) 83', Słomka 90+2', Klec 90+4' - Marchewka 6'
Garbarnia Kraków: Frątczak - Morys, Banach, Nakrosius, Bartków (80' Bentkowski) - Korbecki (63' Kuczera), Szywacz (80' Laskoś), Duda, Klec, Purcha (63' Słomka) - Feliks (75' Marszalik)
Śląsk II Wrocław: Boruc - Caliński (84' Celeban), Radkowski, Pawelec, Krocz (80' Szmigiel), Młynarczyk, Zawadzki (69' Dachnowski), Bukowski, Bargiel (69' Kotowicz), Konstanty (80' Gerstenstein), Marchewka