REZERWY: Przełamanie w dobrym stylu! (RELACJA)

REZERWY: Przełamanie w dobrym stylu! (RELACJA)

fot.:

Po domowej porażce z Radunią na wrocławian spadła mała fala krytyki ze strony trenera pierwszego zespołu - Jacka Magiery. Szkoleniowiec wymagał od młodych zawodników więcej zaangażowania, chęci i ambicji. Czy rezerwy sprostały tym oczekiwaniom?



 

Dla nakreślenia szerszego kontekstu najpierw przedstawimy wspomniane wcześniej słowa krytyki, które padły z ust trenera Magiery. 

"Czy Śląsk II zrobił wszystko, by tych bramek nie stracić? Nie, nic nie zrobił, bo żaden z zawodników nie rzucił się pod piłkę, żaden nie zablokował. Futbolówka leciała między czterema – pięcioma piłkarzami i tak grać nie można. Możemy sobie tutaj opowiadać o fazach gry, taktyce, różnych rzeczach, ale zacznijmy od podstaw. Od poświęcenia, determinacji, tego, co trzeba zrobić na boisku. Od mentalności, bo ta mentalność jest najważniejsza w sporcie. Nie jest sztuką grać sobie, kiedy wszystko idzie, sztuką jest właśnie w takim momencie, gdy zawodnicy są w drugim zespole, albo w pierwszym, ale nie grają, cały czas mieć w sobie dużą motywację, by wrócić do składu. Ich życie, ich praca, ich szansa na to, czy będą w tej pierwszej drużynie czy nie"

- mówił o starciu z Radunią trener Magiera. 

Jak widzimy, szkoleniowiec zdecydowanie nie był zadowolony z postawy drugiego zespołu. Zarzuty o brak determinacji, poświęcenia i motywacji są dosyć poważne, a na takie słowa najlepiej odpowiadać na boisku.

DUŻE ROSZADY

Krytyka ze strony takiej persony nie mogła poskutkować niczym innym, niż spore zmiany w wyjściowej jedenastce. W linii defensywnej od pierwszych minut mogliśmy oglądać dwie wrocławskie legendy w postaci Mariusza Pawelca oraz Piotra Celebana. Zmieniła się również formacja, na jaką zdecydował się trener Krzysztof Wołczek - Śląsk wyszedł w ustawieniu 5-3-2. W rolę wahadłowych wcielili się Bartosz Boruń oraz Patryk Caliński, lecz największe zmiany mogliśmy obserwować z przodu. W roli dwóch napastników wyszli Szymon Krocz oraz Bartosz Marchewka, których w meczu z Radunią zabrakło w wyjściowej jedenastce. Miejsce w składzie stracił również Mateusz Młynarczyk, na czym skorzystał Jakub Jezierski. Po bardzo dobrym występie z Radunią na ławce usiadł również Maksymilian Boruc, a między słupkami mogliśmy oglądać wracającego po kontuzji Józefa Burtę. Co ciekawe, na ławce rezerwowych znalazła się gwiazda minionego sezonu - Sebastian Bergier, a także Javier Hyjek.

TRUDNE POCZĄTKI

Od pierwszych minut wrocławianie przekonywali się, że starcie z Wisłą Puławy nie będzie łatwym spacerkiem. Gospodarze próbowali narzucić swój styl gry i przede wszystkim nie chcieli dać rozkręcić się Śląskowi. Rezerwy miały duże problemy ze stworzeniem groźnych sytuacji, a jeśli strzały już padały, to były raczej niegroźne, jak choćby uderzenie Szymona Michalskiego z 9 minuty. 

Puławianie agresywnie odbierali piłkę już na połowie wrocławian, przez co to właśnie ich częściej widzieliśmy przy futbolówce. Podopiecznym trenera Wołczka trzeba jednak oddać, że dobrze wywiązywali się z zadań defensywnych i nie dopuszczali rywali do niezłych okazji na zdobycie gola. 

GŁOWĄ W MUR

Im dłużej trwały boiskowe zmagania, tym bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że o końcowym wyniku może zadecydować jedna sytuacja. Zawodnicy obu drużyn grali agresywnie, starali się tworzyć sytuacje, lecz zwyczajnie defensywy były zbyt dobrze przygotowane, przez co okazji bramkowych mieliśmy jak na lekarstwo. Liczne faule taktyczne i rwana gra sprawiała, że tempo meczu nie było regularne, a zespołom trudno było złapać rytm. Pierwsza część meczu zakończyła się bezbramkowym remisem, a kibice, delikatnie mówiąc, nie byli rozpieszczani.

PRZEMIANA CAŁKOWITA

Druga połowa rozpoczęła się od groźnego ataku Śląska. Po błędzie defensorów Wisły w pole karne z piłką wpadł Marchewka. Znalazł się oko w oko z golkiperem gospodarzy, lecz niestety przestrzelił nad bramką. Zadania nie ułatwił mu ostry kąt, z którego oddawane było uderzenie, lecz mimo wszystko można było oczekiwać nieco więcej. 

Kolejne minuty całkowicie zerwały z obrazem meczu, jaki widzieliśmy podczas pierwszej połowy. Obie drużyny znalazły to, czego często brakowało przez poprzednie trzy kwadranse. Więcej spokoju w trzeciej tercji boiska pozwoliło na znacznie bardziej regularne kreowanie kolejnych sytuacji bramkowych, lecz tym razem szwankowało wykończenie. Okazje mieliśmy po obu stronach, ale to przeszkodził wyborny wślizg Celebana, to przytomnie zachowała się defensywa gości i w ostatecznym rozrachunku wynik dalej pozostawał bez zmian. 

ZABÓJCZA KOŃCÓWKA

Gdy już wydawało się, że starcie Śląska z Wisłą zakończy się bezbramkowym remisem, wrocławianie objęli prowadzenie! W 90 minucie Grzegorz Kotowicz wpadł z piłką w pole karne, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Futbolówka wróciła jednak pod jego nogi i zagrał ją do Hyjka. Młody pomocnik na piątym metrze miał czas na przyjęcie oraz spokojne przymierzenie - po jego strzale golkiper gości był absolutnie bez szans. 

Mimo naporu puławian Śląsk dowiózł korzystny wynik do końca i mógł cieszyć się z 3 punktów na trudnym terenie. Podopieczni trenera Wołczka dobrze zareagowali na wspomniane na samym początku słowa krytyki i pokazali determinację, walkę do końca, a dzięki świetnej grze w defensywie odnieśli bardzo ważne zwycięstwo.

Wisła Puławy 0:1 (0:0) Śląsk II Wrocław

Bramka: 90’ Hyjek

Wisła Puławy: Owczarzak- Kuban, Pielach, Wawszczyk, Wiech, Cheba (70' Cyfert), Puton, Drozdowicz (88' Ruiz-Diaz), Daniel, Furtado (70' Bartosiak), Banach (57' Kondracki) 

Śląsk II Wrocław: Burta - Radkowski, Pawelec, Celeban - Boruń, Caliński, Jezierski (62' Hyjek), Bukowski (84' Młynarczyk), Michalski (74' Olejniczak), Krocz (74' Kotowicz) - Marchewka (62' Bergier) 

Żółte kartki: Kubań, Kondracki - Radkowski, Jezierski

Sędziował: Rafał Rokosz (Katowice)

Widzów: 200

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.