Magiera: W Krakowie chcemy rozpocząć serię
fot.: Mateusz Porzucek
Trener Śląska Jacek Magiera odpowiedział na pytania dziennikarzy przed sobotnim meczem 12. kolejki ekstraklasy z Wisłą Kraków. Początek spotkania na stadionie przy Reymonta zaplanowano na godzinę 20:00.
Przed meczem z Wisłą Kraków należy liczyć się z tym, że będzie trzecia porażka z rzędu, czy w ogóle bierze pan pod uwagę tak negatywny scenariusz i czy w związku z tym można mówić o dołku drużyny? O ile w Poznaniu (0:4) Śląsk faktycznie zagrał słabo tak z Rakowem (1:2), nieźle, ale jednak punktów nie było. Czy spotkanie z Wisłą teraz nagle urasta do rangi jednego z najważniejszych w pańskiej karierze na ławce wrocławian?
Nie, nie uważam tak, by był to jeden z najważniejszych moich meczów w Śląsku. Potwierdzam, że spotkanie z Rakowem było bardzo dobre w naszym wykonaniu, podobnie jednak jak w wykonaniu rywala. Rywalizowały wyrównane drużyny, gdzie jeśli chodzi o zwycięstwo było 50/50. W najlepszym dla siebie momencie na boisku straciliśmy dwa gole po akcjach, które nas nie zaskoczyły, bo wiedzieliśmy, że jeżeli Ivi Lopez dostanie centymetr wolnej przestrzeni, to zrobi z piłką to, co zrobił i wykazał się tutaj dużym kunsztem. Zabrakło doskoku, wyjścia, na co uczulaliśmy nasz zespół. Natomiast dobra reakcja, bardzo ładny gol po bardzo ładnej akcji. Jak sobie to przeanalizujemy, zobaczymy tam bardzo wiele dobrego oraz jaką ofiarność i poświęcenie miał Raków, aby tego gola nie stracić. Siedmiu zawodników, którzy rzucają się pod nogi naszych graczy, a piłka i tak trafia w okienko.
Oczywiście, ta porażka boli bardzo, bo to jest irytujące, denerwujące, kiedy gra się dobrze, a przegrywa, ale w sporcie jestem tyle lat, że czasami grając słabo się wygra, a grając dobrze się przegra. Normalna rzecz i z tym trzeba żyć. Mecz w Krakowie będzie trudny, bo wiemy, że Wisła też potrzebuje punktów, gramy na stadionie, na który przyjdzie mnóstwo kibiców, natomiast tutaj nic się nie zmieni, jeżeli chodzi o podejście Śląska, o nasz mental. Cały czas pracujący nad tym, żeby to była drużyna mocna mentalnie, która właśnie w takich momentach bierze na siebie odpowiedzialność i do Krakowa jedziemy po to, aby wygrać. Doceniając przeciwnika, ale też wiedząc jakim jesteśmy zespołem i jak to wszystko wygląda, jeżeli chodzi o nasze zachowanie na boisko.
Czy z perspektywy czasu, po przeanalizowaniu dwóch ostatnich meczów, można stwierdzić, że Lech i Raków to w tym momencie najmocniejsze drużyny w ekstraklasie?
Trudno tak powiedzieć patrząc choćby na to, co w trzech czy czterech ostatnich meczach robi Lechia Gdańsk, która gra świetnie pod wodzą nowego trenera. Widać, że ta drużyna się teraz lepiej cieszy. Jest grupa drużyn na pewno zbliżonych poziomem do Śląska, to są właśnie te pozycje 3. – 8., gdzie każdy z każdym może rywalizować. Wiemy, jaka jest polska ekstraklasa i czasami zdecydowany faworyt traci punkty, dzisiejsza pozycja Legii Warszawa. Trzy porażki z rzędu, przed sezonem nikt by tego poważnie nie brał pod uwagę, a dzisiaj takie są fakty. Analiza naszych meczów cały czas jest na takim poziomie, że będziemy robić wszystko, aby w spotkaniach z drużynami Lecha czy Rakowa w nowej rundzie zdobywać punkty. Natomiast to jest odległy temat, dzisiaj koncentrujemy się na tym co zrobimy z Wisłą Kraków i to jest dla nas najistotniejsze, by być drużyną, która nie straci tego, co do tej pory pokazywała, tylko była jeszcze bardziej zdeterminowana i skuteczna w działaniach.
Miejsca 3. – 8., czyli tak pan definiuje w tym momencie realny potencjał Śląska?
Czy drużyna Śląska może zdobyć mistrzostwo Polski? Może, to jest sport, to jest piłka. Oglądałem z trybun ubiegłotygodniowy mecz rezerw z Radunią Stężyca (2:5), ale w międzyczasie przychodziły mi na telefon powiadomienia i popatrzyłem na Bundesligę, gdzie Bayern Monachium grał z Bayerem Leverkusen. W 37. minucie monachijczycy prowadzili na wyjeździe 5:0, gdzie przed spotkaniem nikt nie brałby tego pod uwagę. To co powiedziałem, gdy spotykają się drużyny z odpowiednią jakością, czasami dyspozycja dnia, jedna sytuacja, jeden mecz decydują o tym, co jest i co się dzieje. Nikt nie robi z tego wielkiej tragedii, bo podchodzimy do tego w sposób naturalny.
Natomiast odpowiadając na to pytanie, Śląsk na pewno stawiany jest w tej grupie pościgowej. Głównymi faworytami do tytułu mistrza Polski są Legia i Lech, to się nie zmienia, do tego dochodzi Raków, który jest budowany, inwestowany, robi też duże transfery oraz grupa do tego dążąca. Pogoń Szczecin grająca niedawno w europejskich pucharach, Śląsk, Lechia, która się za chwilę obudzi, Piast, który dwa lata temu był mistrzem Polski. Tych drużyn na zbliżonym poziomie jest dużo. My chcemy się wyróżniać, mieć swoją tożsamość, my będziemy grać o jak najlepszy wynik. Chcemy grać w europejskich pucharach i powtórzę po raz kolejny, bo to będzie nasz cel. Czy go zrealizujemy, nie wiem. Równie dobrze możemy zająć to miejsce, dzisiaj jest 12. kolejka, czyli przed nami jeszcze duża część sezonu i dużo się jeszcze może wydarzyć. Ważniejsze w moim przekonaniu jest to, aby łapać serie, serie zwycięstw i po rozpoczęcie tej serii pojedziemy do Krakowa. Z jakim skutkiem, zobaczymy, ale walczyć będziemy o trzy punkty.
W meczu rezerw, o którym pan wspomniał, wystąpiło wielu piłkarzy z szerokiej kadry pierwszej drużyny, a zdarzyła się dosyć niespodziewana, wysoka porażka. Czy to jednak potwierdza, że piłkarze z tego zaplecza, jeśli chodzi o umiejętności, na ten moment to nie jest ten poziom, by mogli walczyć w ekstraklasie?
Dobrze to zostało powiedziane. Patrząc chłodnym okiem na to co działo się na boisku w trakcie meczu z Radunią, można powiedzieć, że wszyscy piłkarze Śląska II byli jednakowi. Nie było takiego, który by się wyróżnił czy pokazał, że jest o procent wyżej niż jego kolega. Walczą o to. Wrocławianie zaczęli ten mecz dobrze, strzelili gola, prowadzili, natomiast zabrakło poświęcenia, najważniejszej rzeczy u młodych piłkarzy. Żeby do czegoś dojść, to trzeba się poświęcić. Pokazaliśmy na odprawie gola, którego z nami stracił Raków. Czy Raków zrobił wszystko, by tego gola nie stracić? Zrobił bardzo dużo, bo te wszystkie rzuty, blokowania piłki były na bardzo wysokim poziomie.
Czy Śląsk II zrobił wszystko, by tych bramek nie stracić? Nie, nic nie zrobił, bo żaden z zawodników nie rzucił się pod piłkę, żaden nie zablokował. Futbolówka leciała między czterema – pięcioma piłkarzami i tak grać nie można. Możemy sobie tutaj opowiadać o fazach gry, taktyce, różnych rzeczach, ale zacznijmy od podstaw. Od poświęcenia, determinacji, tego, co trzeba zrobić na boisku. Od mentalności, bo ta mentalność jest najważniejsza w sporcie. Nie jest sztuką grać sobie, kiedy wszystko idzie, sztuką jest właśnie w takim momencie, gdy zawodnicy są w drugim zespole, albo w pierwszym, ale nie grają, cały czas mieć w sobie dużą motywację, by wrócić do składu. Ich życie, ich praca, ich szansa na to, czy będą w tej pierwszej drużynie czy nie.
Jak wygląda sytuacja kadrowa – czy Caye Quintana będzie gotowy do gry w sobotnim meczu?
Quintana wróci do kadry Śląska, pojedzie do Krakowa. To zawodnik, który do tej pory w dwóch meczach naszego zespołu wyszedł od początku. Pierwszy z Cracovią (2:1), gdzie grał przez 60 minut, po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce od dłuższego czasu, a drugi z Bruk-Betem w Pucharze Polski (0:1), gdzie stworzył sobie trzy czy cztery znakomite okazje do strzelenia gola, ale ich nie wykorzystywał. A potem, w 48. minucie, dostał czerwoną kartkę w sytuacji na środku boiska osłabiając zespół i graliśmy w osłabieniu goniąc wynik. Podejrzewam, że z nim w składzie Śląsk miałby dużo większe szanse na to, by spokojnie awansować. Grając w dziesięciu i tak był zespołem dominującym przeciwnika. Jedzie z nami, zobaczymy czy dostanie szansę oraz w jakim wymiarze.
Natomiast my cały czas będziemy wymagać od niego, by pokazał pełnię swoich umiejętności. Został tutaj sprowadzony po to, by strzelać gole, bo to jest najważniejsze i czasami wejście na dziesięć – piętnaście minut to nie jest mało czasu, by do tej siatki trafić. Mając sytuacje, patrząc Radomiak (1:1), patrząc na inne mecze. Caye jest piłkarzem doświadczonym, wcześniej w lidze hiszpańskiej, co prawda na niższym poziomie, ale obytym i na stadionach i w meczach seniorskich. Tego od niego wymagamy jako sztab. Oczywiście, nie trenował z drużyną trzy tygodnie, ale trenował indywidualnie z trenerami przygotowania. Jedzie, ma być gotowy i zobaczymy co dalej z nim, jeżeli chodzi o pierwszy skład.
A Sebastian Bergier?
Wyjeżdża właśnie z drugim zespołem do Puław.
Czy fakt, że Erik Exposito przez dłuższy czas nie miał ostatnio konkurencji do gry w wyjściowym składzie, mogło mieć wpływ na jego dyspozycję? Mógł się trochę rozleniwić?
Rywalizacja jest bardzo ważna, natomiast Erik wygrał rywalizację z każdym z tych zawodników, którzy tutaj byli czy są napastnikami, bo pomyślałem teraz jeszcze o Fabianie Piaseckim. Wygrał z nimi bezapelacyjnie. Wiadomo, że napastnika przede wszystkim rozliczamy ze strzelonych goli, to jest najważniejsze. Erik dzisiaj tych goli ma sześć, gdyby uznany został jeszcze ten prawidłowo strzelony z Wisłą Płock (3:1) to siedem. Jest to zawodnik, na którego dzisiaj drużyny przeciwne patrzą już inaczej. Nawet przez pryzmat naszego ostatniego meczu z Rakowem, widać było, że dwóch – trzech zawodników cały czas jest przy Hiszpanie. On dostał też w pewnym momencie zadanie, by zwalniać tą strefę dziewiątki wbiegając w inne sektory, dawać miejsce zawodnikom wchodzącym w to miejsce. Nie powiodło się to akurat w tym meczu, ale tak to wygląda. Exposito jest szanowany, jest zawodnikiem bardzo groźnym i w jego przypadku nie ma mowy o jakimś lekceważeniu. On prezentuje się z jakością, którą widać gołym okiem.
Śląsknet w tym tygodniu poinformował, że Mariusz Idzik trenuje z rezerwami Śląska, a dyrektor sportowy Dariusz Sztylka potwierdza, że rozmowy kontraktowe są na dobrej drodze i być może uda się go zatrudnić. Mówimy o drugiej drużynie, ale czy w dłuższej perspektywie to jest w ogóle jakakolwiek opcja dla pana, czy w ogóle zna pan tego piłkarza?
Nie, nie znam na tyle, by dzisiaj się wypowiadać na jego temat. Nie chcę mówić, bo jeszcze nie widziałem go na żywo w żadnym z możliwych treningów do zobaczenia. Jeżeli zostanie z nim podpisany kontrakt w Śląsku, to oczywiście będzie miał takie same szanse, jak każdy inny. To, że w ostatnio grał na niższym poziomie, nie zawsze ma znaczenie. Czasami tacy zawodnicy od razu wchodzą w drużynę, łapią z nią kontakt, są skuteczni, strzelają gole i podejrzewam, że to jest dla Idzika najistotniejsze. Gdy będzie zawodnikiem Śląska II, to będziemy się mu przyglądać, być może zaprosimy do treningów z pierwszym zespołem, aby zobaczyć jak on może funkcjonować w naszym zestawieniu.
Czy po dłuższym czasie w Śląsku rozważa już pan, by sięgnąć głębiej nie tylko do rezerw, ale i młodszych zawodników, jak powoływani ostatnio do młodzieżowych reprezentacji Dawid Gruszecki czy Karol Borys? Czy rozważa pan zaproszenie ich na trening pierwszego zespołu, by byli bliżej piłki na najwyższym poziomie?
Można zapraszać, można dawać szanse, ale pamiętajmy też, że jesteśmy rozliczani za wynik. Wprowadzenie od razu zbyt dużej liczby młodych zawodników nie zawsze pójdzie w parze z wynikiem sportowym i to będzie inwestycja w przyszłość. Tę inwestycję oczywiście też w tej chwili robimy. Borys był już dwa razy zaproszony na treningi z pierwszym zespołem i pojechał z nami na sparing do Lipska, zagrał tam siedem minut, ale chcemy go wkomponować w ten zespół, aby poznał też specyfikę gry w seniorach. Natomiast nie oszukujmy się, to jest zawodnik za chwilę dopiero 16-letni. Ja miałem 16 lat i trzy miesiące, jak zadebiutowałem w seniorach, ale kiedyś było trochę inaczej. Będziemy mu się przyglądać, bo to jest zdolny zawodnik. Jeżeli zobaczymy, że to jest ten czas, aby zadebiutował w ekstraklasie, dla mnie nie ma problemu, że ma 16 lat i tak dalej.
Gruszeckiego również będziemy zapraszać, miał też z nami być w ostatniej przerwie na reprezentację, natomiast został powołany do swojej kadry. Staramy się raz na jakiś czas zapraszać tych młodych zawodników wyróżniających się. W drugim zespole wyróżnia się teraz Szymon Michalski, który też był z nami w Lipsku i muszę powiedzieć, że on jest dzisiaj najbliżej tego, aby w najbliższym czasie dostać szansę do gry w pierwszym zespole. Powtarzamy po raz kolejny, na to trzeba zasłużyć. To nie jest tak, że będziemy dawali szanse tylko i wyłącznie dlatego, żeby robić liczby. To ma przynieść takie skutki, żeby ten zawodnik za jakiś czas był czołową postacią.
Na której pozycji chciałby pan próbować Szymona Michalskiego w pierwszej drużynie?
Widzieliśmy go na razie na pozycji środkowego lewego czy też prawego albo środkowego, czyli w obronie. Nie ukrywam, że w zespole rezerw widziałem go też jako defensywnego pomocnika. Tylko kolejna rzecz, o której tutaj mówimy, czy szybkość grania na poziomie ekstraklasy pozwoli Szymonowi prezentować się w taki sam sposób, jak w juniorach. No nie, to wszystko dzieje się zdecydowanie szybciej, na to potrzeba czasu, aby on w to wszedł. Oczywiście, można go dzisiaj rzucić i wystawić w najbliższym meczu ekstraklasy, ale na to wszystko trzeba być gotowym i nad tym pracujemy. Widzę, że ma bardzo dobrą postawę. Jest to zawodnik bardzo wysoki, z takim dobrym mentalem, uważam, że przed nim dużo dobrego. Ma pracować, dawać sygnały, powiedziałem przed chwilą, że w meczu z Radunią wszyscy byli jednakowi, a on jednak również wtedy grał. To też o czymś świadczy, że nie jedzie z nami do Krakowa. Jutro w Puławach ma walczyć, by jeździć z pierwszym zespołem.
Czy Śląsk będzie faworytem sobotniego meczu przy Reymonta?
Nie wiem czy faworytem, nie zastanawiałem się też nad tym, ja naprawdę nie dzielę spotkań w ten sposób. Szkoda czasu na to. Dla mnie najważniejsze jest, by przygotować drużynę pod względem taktycznym, motorycznym, technicznym i mentalnym. To jest najważniejsze, będziemy grać o zwycięstwo, tak samo było w meczu z Legią (1:0), takie samo nastawienie drużyny było w Poznaniu, choć tam polegliśmy. Tak samo było z Rakowem, tak samo będzie w Krakowie. Drużyna Wisły się trochę zmienia, przyszedł nowy trener z zupełnie innym spojrzeniem niż Peter Hyballa. Widać, że drużyna się dobrze dogaduje, jest kilku młodych zawodników, którzy robią postępy, jak Mikołaj Biegański czy Piotr Starzyński. Jest też Serafin Szota, którego miałem w reprezentacji na mistrzostwa świata w 2019 roku. Mieszanka polskiej młodości i doświadczenia, jak Maciej Sadlok czy Alan Uryga. Z młodych jest jeszcze Mateusz Młyński, który miał dobre momenty w Arce Gdynia. Zespół ciekawy, fajnie zbalansowany, grający zarówno systemem z trójką, jak i czwórką obrońców. Jak widać, dobra praca trenera Adriana Guli, natomiast najważniejszy dla mnie jest Śląsk.
Czy Dino Stiglec aktualnie rozważany jest tylko jako rywalizacja na lewym wahadle z Victorem Garcią?
Znamy atuty Dino, wiemy, że to jest zawodnik, który wcześniej grywał w Śląsku jako lewy obrońca. Dzisiaj przechodząc na inny system rywalizuje na pozycji wahadłowego i tu go rozpatrujemy w głównej mierze, nie zamykając się na granie nim jako lewy środkowy obrońca. Oczywiście to są dwie różne pozycje, ale ma być gotowy i tak już jest w sporcie, że ta rywalizacja odbywa się cały czas. Nie wiadomo kiedy wskoczy do składu, czy jutro, czy w innym terminie. Pracuje, muszę powiedzieć, że jest to zawodnik, na którego się fajnie patrzy, jeżeli chodzi o jego zaangażowanie w trening, podejście do sytuacji, w jakiej się znalazł. Swoją gotowość może pokazać tylko na boisku.
Jak wygląda sytuacja zdrowotna Marka Tamasa i Diogo Verdaski?
Tamasa nie będzie, Verdasca będzie w kadrze na sobotni mecz.
Czy nie oczekiwał pan, że grający praktycznie tylko w drugoligowych rezerwach Javier Hyjek oraz Kacper Radkowski będą więcej dawać pierwszej drużynie?
Kiedy Kacper tutaj przychodził, miałem rozmowę z dyrektorem sportowym Dariuszem Sztylką, że to jest zawodnik do rozwoju i melodia przyszłości. Każdy oczywiście ma szansę i gdyby Radkowski w sparingach podczas przedsezonowego zgrupowania w Chorwacji był lepszy od innych, to byśmy na niego stawiali. Dzisiaj jest zawodnikiem, który przegrywa rywalizację i ani razu nie był wpuszczony na boisko, chyba tylko dwa razy siedział na ławce. Na dzisiaj swoje ma robić w drugim zespole i najpierw tam wykazać się umiejętnościami. Z Hyjkiem podobnie, chociaż z nim jest taka sytuacja, że chłopak trenuje, nie trenuje. Miał kontuzję, wypadł na trzy tygodnie, teraz też jedzie z rezerwami do Puław.
Jednak on i Bergier nie mają grać od początku, tylko w jakimś wyznaczonym okresie, bo takie są rekomendacje medyczne, by wchodzili w te mecze z odpowiednią ilością czasu. Ma walczyć. Dał dobrą zmianę w Gliwicach (1:1), gdzie wchodził w trudnym momencie, gdy Śląsk przegrywał. Rozruszał drużynę, tego od niego wymagamy. Pamiętam jeszcze jak wiele razy oglądałem go w Atletico Madryt. To jest taki żywy chłopak, żywe srebro, które biega, ma sporo odbiorów, lubi małą grę, kombinacyjną. Też jeszcze wymagamy od niego, by więcej grał w przód, nie wszerz, to są te małe rzeczy, detale, na które zwracamy uwagę i chcemy, by zawodnicy to robili. Javier wie, czego będziemy od niego oczekiwać. Ma cały czas pracować, jeśli wygra rywalizację w środku, to będzie grał.