REZERWY: Piątka od Radunii (RELACJA)
fot.: Paweł Lipnicki
Do czterech przedłużyły swoją serię meczów bez zwycięstwa rezerwy Śląska w drugiej lidze. Dziś uległy na własnym stadionie Radunii Stężyca 2:5.
Na mecz z beniaminkiem II ligi ze Stężycy trener Krzysztof Wołczek dostał do dyspozycji bardzo mocną kadrę meczową.
W pierwszej jedenastce mieliśmy więc zawodników, którzy przerwę reprezentacyjną spędzili na zgrupowaniach młodzieżowych reprezentacji: Radkowskiego, Bukowskiego i Iskrę. Dodatkowo drużynę wzmocnili zawodnicy pierwszego składu: Poprawa, Łyszczarz i Zylla. Pierwsza jedenastka Śląska na papierze wyglądała bardzo solidnie i od podopiecznych Wołczka oczekiwaliśmy wyłącznie trzech punktów. Sylwetkę Raduni Stężyca prezentowaliśmy TUTAJ. Dzisiejszy rywal Śląska przed tym meczem zajmował 9. miejsce w tabeli II ligi, mając trzy punkty więcej niż rezerwy Śląska.
DOBRY POCZĄTEK
Od początku był to żywy mecz z okazjami po obu stronach. Najpierw dwa ostrzeżenia wysłała Radunia, ale ich groźne ataki nie zostały zamienione na bramkę. Konkretniejszy był Śląsk, w 4 minucie w swoim stylu prawą stroną urwał się Boruń, spod linii końcowej idealnie dograł do Jakuba Iskry, a temu pozostało tylko dołożyć nogę i otworzyć wynik tego spotkania. 1:0!
Były zawodnik włoskiego SPAL powinien podwoić swój dorobek bramkowy w 10. minucie. Otrzymał świetne podanie od Bukowskiego, będąc 1 na 1 z bramkarzem Radunii miał mnóstwo czasu, ale ostatecznie skierował piłkę obok bramki.
Stracona bramka wcale nie podcięła skrzydeł gościom, którzy atakowali naprawdę groźnie. W 17. minucie groźny strzał z 16 metrów oddał Stępień, piłka po rykoszecie wyszła na rzut rożny, a goście bezskutecznie reklamowali zagranie ręką przez obrońcę Śląska. Po tym rzucie rożnym piłkę na 30. metrze zebrał Letniowski, którego potężny strzał dobrze sparował Boruc. Radunia nie odpuszczała, 2 minuty później w pole karne dynamicznie wpadł Lizakowski, a spóźniona interwencja Radkowskiego poskutkowała rzutem karnym dla gości. Tutaj pole do popisu wykorzystał Maksymilian Boruc, który obronił strzał Dei z jedenastu metrów oraz dobitkę. Stracony gol, niestrzelony karny, to wciąż było za mało by ugasić entuzjazm zawodników ze Stężycy. Inna sprawa że zawodnicy rezerw Śląska po strzelonej bramce nie robili wiele by uspokoić i kontrolować ten mecz.
JAK NIE Z KARNEGO, TO Z AKCJI
Zemściło się to ostatecznie w 28. minucie. Dobra akcja Stępnia na prawej stronie zakończyła się dośrodkowaniem, z którego skrzętnie skorzystał Szuprytowski i doprowadził do wyrównania. Pięć minut później gospodarze mogli już przegrywać 1:2, ale z pojedynku 1 na 1 z Lizakowskim górą wyszedł Boruc. Śląsk w końcu zagroził gościom minutę później – świetnym podaniem popisał się Kotowicz, dzięki czemu w sytuacji 1 na 1 z bramkarzem znalazł się Łyszczarz, ale golkiper Radunii dobrze wyszedł z bramki i powstrzymał Łyszczarza. Na dwie minuty przed końcem pierwszej części błysk geniuszu w środku pola pokazał Młynarczyk, który fantastycznym podaniem obsłużył Borunia, a ten opanował piłkę i precyzyjnym strzałem zapewnił Śląskowi prowadzenie przed przerwą.
Druga połowa zaczęła się spokojnie, ale w 54. minucie znów kunsztem musiał wykazać się Boruc. Po rzucie rożnym i strzale Szura wykazał się piękną, instynktowną interwencją. Śląsk nie tworzył wielu okazji, aktywniejsza była drużyna Radunii. W 63. minucie Stępień z rzutu wolego trafił w słupek, ale ten słupek za bramką naciągający siatkę, więc nie było aż tak groźnie. Trzy minuty później w końcu zobaczyliśmy w ofensywie graczy, po których spodziewaliśmy się więcej w tym meczu. Zylla ładnie urwał się obrońcom, wystawił piłkę na 16. metr Łyszczarzowi, a ten bez presji ze strony rywala uderzył niestety słabo i niecelnie. Następnie z dystansu po dobrej akcji indywidualnej spróbował Bukowski, ale on też minimalnie, ale się pomylił. A Radunia grała swoje i nie zatrzymywała się – w 73. minucie Szuprytowski wdarł się prawą stroną w pole karne Śląska i jego strzał z ostrego kąta znów świetnie obronił Boruc.
KOSZMARNY KONIEC
Był to jednak początek fatalnego okresu Śląska w tym meczu. W 76 minucie bierna postawa defensywy Śląska skończyła się zebraniem piłki przez Letniowskiego na dziesiątym metrze, któremu pozostało tylko skierować ją do siatki. 2:2. Minutę później dokładnie taka sama sytuacja – nikt z zawodników Śląska nie zbiera piłki po stałym fragmencie, dopada do niej Stępień i strzałem z dystansu wyprowadził Radunię na prowadzenie. To nie koniec koszmaru – nadeszła 79. minuta i Letniowski ponownie odnalazł się z piłką w polu karnym Śląska i niepilnowany skierował piłkę do bramki Boruca. 2:4. Po tych ciosach Śląsk już się nie podniósł. Jedyną okazją był groźny strzał Łyszczarza z dwudziestu metrów, który został obroniony. Na podsumowanie spotkania w 90. minucie bramkarz Radunii wybił piłkę jak najdalej, to wystarczyło by Surdykowski znalazł się 1 na 1 z Borucem i ustalił wynik spotkania na 5:2 dla swojej drużyny.
Wynik mówi sam za siebie, trudno na gorąco coś komentować, bo w teorii rezerwy Śląska mając w składzie tyle jakości nie miały prawa stracić pięciu bramek w meczu u siebie z Radunią. Na Oporowskiej nie przegrali przecież od 29 maja…
Śląsk II Wrocław 2:5 (2:1) Radunia Stężyca
Bramki: Iskra 4', Boruń 42' - Szuprytowski 29', Letniowski 74', 79', Stępień 76', Surdykowski 90+3'
Śląsk II Wrocław: Boruc - Michalski (81' Celeban), Poprawa, Radkowski, Boruń (81' Szmigiel), Młynarczyk, Bukowski (78' Olejniczak), Iskra, Kotowicz (78' Konstanty), Łyszczarz, Zylla (78' Marchewka)
Radunia Stężyca: Tułowiecki - Kuźniar, Szur, Kosznik (65' Wojowski), Szuprytowski (80' Surdykowski), Deja (90' Baszłaj), Stępień (90' Witek), Lizakowski, Murawski, Miller (65' Fadecki), Letniowski