Riposta spikera

Po środowym meczu z Lechią Gdańsk w jednym z artykułów w „Gazecie Wyborczej” oberwało się nie tylko części kibiców, ale także spikerowi. Poniżej jego odpowiedź na zarzuty:


 

To miał być spokojny piątek. Miałem wolne, więc zaserwowałem sobie dłuższe spanie. Nic z tego już od rana komórka nie dała mi odpocząć. Kilkanaście sms oraz kilka telefonów z informacją czy słyszałem a w zasadzie czytałem, że znalazłem się na tapecie Gazety Wyborczej, postawiło mnie na nogi.

Na początku kompletnie nie wiedziałem o co chodzi, więc zachodziłem w głowę czym mogłem podpaść redaktorowi Brzozowskiemu. Kiedy już dotarłem do internetu i zapoznałem się z tekstem byłem zniesmaczony. Gazeta Wyborcza, zarzuca mi, brak reakcji na zachowanie kibiców. Jak to się ma do rzeczywistości??? Mecz z Lechią miałem przyjemność oglądać w towarzystwie redaktora Andrzeja Ostrowskiego, Rałafa Zagrobelnego z Przeglądu Sportowego i Krzyśka Wyglądacza z serwisu Szlachta Wrocław. Żartowaliśmy w kabinie spikerskiej, że tak często uwagi na Oporowskiej jeszcze nie zwracałem. Często to ile??? Żeby nie skłamać powiem, że kilkanaście. Podkreślałem przy tym, że to mecz przyjaźni i to wielokrotnie co według Brzozowskiego też nie było potrzebne.



Po meczu działacze Śląska nie mieli do mojej pracy zastrzeżeń. Na koniec został jeszcze delegat PZPN Krzysztof Smulski, który jest o tyle sympatyczny co bardzo wymagający. On też nie miał większych uwag i wystawił mi dobrą ocenę. Ale z pewnością Gazeta Wyborcza wie lepiej, kiedy trzeba zwracać uwagę, w jaki sposób i z jaką częstotliwością. Wie jak ma się zachowywać spiker, żeby nie prowokować widowni. Teraz już wiem od kogo mam się uczyć.



Oprócz mojej skromnej osoby, cały artykuł, jak to zwykle u Brzozowskiego kreuje negatywny obraz piłkarskiego Śląska Wrocław. Szkoda mi przede wszystkim pracowników marketingu, którzy robią wiele, żeby na stadion przychodziło jak najwięcej kibiców w tym całe rodziny. I powolutku to się udaje, zresztą od dłuższego czasu panuje moda na piłkę w naszym mieście o czym świadczy wysoka frekwencja podczas tegorocznych rozgrywek. Niestety Wyborcza chyba nigdy nie napisała dobrze o kibicach Śląska (przynajmniej ja nie pamiętam). Brzozowski nawet efektowny pokaz Ultrasów podciągnął, pod jego zdaniem, wyraz dezaprobaty wobec fuzji. A fakt, że brak wywieszonych flag na początku meczu był dla Wyborczej formą \"pogrzebu\" Śląska nie wymaga chyba komentarza.



Ogólnie według gazety cała Oporowska była polem bitwy. Kobiety płakały a dzieci uciekały w popłochu. Pozytywów brak, baloniada i kartoniada, które nadały kolorytu przeciętnemu widowisku sportowemu, kilkuletnie dzieci bawiące się na trybunie krytej, poubierane w barwy Śląska. Wiele kobiet z maluchami. O tym wszystkim zero. Bardzo często zabierałem swojego kilkuletniego kuzyna na mecz i nigdy włos mu z głowy nie spadł. Ale po przeczytaniu artykułu w Wyborczej, jego matka stwierdziła, że już nigdy go na stadion nie puści.



Rok temu organizowałem mecz kibice-dziennikarze. Fani Śląska w żartach zasugerowali mi, żebym nie zapraszał Brzozowskiego, bo popsuje zabawę. Może redaktor Gazety Wyborczej domyśla się, jak \"kochają\" go wrocławscy sympatycy bo często Oporowską omija szerokim łukiem, ale przecież podczas transmisji w Polskim Radio Wrocław trudno usłyszeć głos... spikera.



Andrzej Gliniak

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.