Rozczarowujący eks-młodzieżowiec. Czy Zylla wygra rywalizację?
fot.: Mateusz Porzucek
Kiedy Marcel Zylla dwa lata temu przenosił się do Śląska z rezerw Bayernu Monachium, kibice we Wrocławiu mogli mieć spore oczekiwania. Przygoda młodego zawodnika przy Oporowskiej układa się jednak zupełnie inaczej, niż planował.
Początek września 2020. Śląsk Wrocław po dwóch kolejkach z kompletem punktów zajmuje drugie miejsce w tabeli, a klub ogłasza transfer młodzieżowca. Jest nim Marcel Zylla, który przychodzi do zespołu trenera Lavicki z rezerw Bayernu Monachium. Sylwetka na papierze wygląda bardzo dobrze, a Śląsk wiąże z 20-latkiem duże nadzieje. Dwa lata później, młodzieżowy reprezentant Polski nie łapie się do kadry meczowej pierwszego zespołu i ogrywa się w drugoligowych rezerwach.
- Kontynuujemy naszą politykę transferową, sprowadzając w tym okienku do Śląska kolejnego, perspektywicznego polskiego zawodnika
- tak o Marcelu Zylli mówił dyrektor sportowy WKS-u Dariusz Sztylka.
Rozpoczynając sezon 2020/21, wrocławianie mieli w pamięci Przemysława Płachetę, którego po bardzo dobrym sezonie udało się sprzedać do Norwich za 3 mln euro. Dodatkowo, z Legii Warszawa udało się ściągnąć do Wrocławia innego młodzieżowca - Mateusza Praszelika, który już w debiucie z Piastem (2:0) popisał się piękną asystą. Marcel Zylla jako ofensywny zawodnik, miał powalczyć z byłym legionistą o pierwszy skład i status pierwszego młodzieżowca w zespole.
OPTYMISTYCZNY POCZĄTEK
Pomimo przegranej rywalizacji z Mateuszem Praszelikiem, Zylla charakteryzował się jako dobry zmiennik. Pomimo tylko jednej bramki i jednej asysty, kiedy trenerem był Vitezslav Lavicka, jego wejścia z ławki były naprawdę obiecujące. Nie licząc września 2020 roku, jako, że był to okres stopniowego wprowadzania Marcela do drużyny, wystąpił on w 15 spotkaniach pod wodzą czeskiego szkoleniowca. Po przyjściu do klubu Jacka Magiery, Zylla nadal pełnił rolę rezerwowego jak w całym sezonie, a przed ostatnim meczem ze Stalą Mielec (1:1).. naderwał więzadła stawu skokowego. Jego przerwa od piłki trwała aż pół roku, przez co ominęły go występy Śląska w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy. Zawodnik wrócił na boisko dokładnie 23 października 2021 na mecz z Wisłą Kraków, podczas którego zdobył bramkę na 5:0 dla wrocławian. W swoim kolejnym występie zanotował asystę, więc pierwsze minuty w sezonie 2021/22 mógł zaliczyć do bardzo udanych.
SCHYŁEK MAGIERY I STANOWCZY TWOREK
W styczniu 2022 roku z klubem pożegnał się Mateusz Praszelik. Zylla w hierarchii młodzieżowców przeskoczył o jedno miejsce i miał zdecydowanie większe szanse na grę w pierwszym składzie niż poprzednio. Sytuacja lekko się skomplikowała, kiedy klub sprowadził do Wrocławia 22-letniego Dennisa Jastrzembskiego. Pomimo tego, że były piłkarz Herthy Berlin zadebiutował w Śląsku w pierwszym możliwym meczu (0:2 w Gdańsku), Zylla nie odpuszczał i pod koniec kadencji trenera Magiery naprawdę dobrze prezentował się na boisku, a jego gra mogła cieszyć. Sytuacja jednak szybko zmieniła się o 180 stopni, kiedy do klubu dołączył kolejny już trener – Piotr Tworek. Zylla miał duży problem z łapaniem się do kadry meczowej.
- Marcel dobrze wie, czego od niego wymagamy. Są pewne rzeczy, które musi poprawić i wtedy znów będzie brany pod uwagę -
- tłumaczył swoją decyzję szkoleniowiec Śląska w kwietniu, a miesiąc później dodał:
- Marcel ma bardzo dobra cechę - duży spokój i jego umiejętności są na fajnym dobrym poziomie. Natomiast to, czego brakuje u niego i co w treningu różnie wymuszamy - rozmowami i dobrem ćwiczeń – nie walczy o swoją osobę i strasznie nad tym ubolewam. Chłopak, który nie ma w sobie sportowej złości, nie chce zacisnąć pięści, pokazać, że mylisz się trener, bo powinienem być w tej drużynie.
Sytuacja kadrowa Zylli nie zmieniła się do końca sezonu. Za kadencji trenera Tworka 22-latek zagrał tylko w jego pierwszym meczu z Radomiakiem (0:0) i przedostatnim przeciwko Stali Mielec (1:1)
PRÓBA SIŁ W II LIDZE
Jeśli Piotr Tworek nie widział Zylli nawet w kadrze meczowej, naturalne było, że 22-latek resztę sezonu spędzi w drugoligowych rezerwach. W II lidze niemal każde spotkanie rozpoczynał w wyjściowej jedenastce (w sumie dziewięciokrotnie wybiegał na boisko), ale ani razu nie zdołał strzelić gola lub zanotować asysty. Młodzieżowiec nie potrafił wkomponować się w drugi zespół Śląska. Nie błyszczał, a na dodatek wyglądał na boisku na pogubionego. Nie dziwi więc, że Zylla nie wrócił na stałe do kadry meczowej WKS-u i zagrał tylko 13 minut we wspomnianym meczu w Mielcu w 33. kolejce.
NOWY TRENER, STARY ZYLLA?
Mogłoby się wydawać, że przyjście do klubu nowego trenera spowoduje, że szanse Marcela Zylli na pierwszy skład mogą wzrosnąć. W końcu Śląsk przed sezonem rozegrał 6 sparingów, a każdy z piłkarzy ma czystą kartę u Ivana Djurdjevicia. Serbski szkoleniowiec podkreślał, że bacznie obserwuje piłkarzy i każdego z nich będzie oceniał indywidualnie. Efekt? Zylla nie zagrał w zaledwie jednym meczu, ale i tak nie przekonał do siebie trenera. Mecz derbowy z Zagłębiem Lubin (0:0) w 1. kolejce ekstraklasy mógł oglądać przed telewizorem, bo nie załapał się nawet na ławkę. O regularne występy będzie ciężko - w letnim okienku transferowym do Wojskowych dołączyła bowiem dwójka nowych skrzydłowych: John Yeboah oraz Matias Nahuel Leiva, a dodatkowo z dobrej strony podczas obozu przygotowawczego pokazali się Piotr Samiec-Talar i Denis Jastrzembski. Rywalizacja będzie niewątpliwie bardzo ciekawa, ale już teraz Zylla ją znowu przegrywa.
Niewątpliwie nie tak miała wyglądać kariera byłego zawodnika rezerw Bayernu w Śląsku. Przegrana rywalizacja z Praszelikiem, poważna kontuzja, trzy zmiany trenerów, 2 gole i 3 asysty w 31 meczach w ekstraklasie - to bilans dwuletniej przygody polskiego skrzydłowego (grał też jako ofensywny pomocnik). Ta może trwać jeszcze kolejne 24 miesiące, bo jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu 2023/2024. Czy liczyliśmy na więcej? Oczywiście, że tak. Czy jeszcze "odpali"? Będzie trudno, patrząc na nowych zawodników oraz fakt, że nie jest już młodzieżowcem.