Rozmowa z P. Łudzińskim

Przemysław Łudziński tuż przed zamknięciem okienka transferowego dołączył do zespołu Śląska. W debiucie wniósł sporo ożywienia do gry Śląska w Gdyni, a w spotkaniu z Turem zdobył bramkę już w 2 minucie, wywalczył także rzut karny. Czy napastnik, który nie dostał szansy gry w ekstraklasie w barwach Ruchu, poprowadzi zespół Śląska do awansu?



- Dwa tygodnie od przeprowadzki do Wrocławia chyba może pan uznać za udane?


- Na razie wszystko wygląda dobrze. W meczu z Arką wchodząc z ławki wniosłem trochę świeżej krwi do zespołu, w spotkaniu z Turem udało mi się zdobyć bramkę i wywalczyć rzut karny, także można być zadowolonym. Na pewno nie żałuję decyzji o zmianie barw klubowych.



 


- Chyba po wyśmienitym występie przeciwko Turowi nie wyobraża pan sobie, że w kolejny meczu na ławce rezerwowych?


- Zadecyduje o tym trener Ryszard Tarasiwicz, ja jestem przygotowany na wszystko. Bez znaczenia, czy zagram od pierwszej minuty, czy wejdę z ławki, będę starał się dawać z siebie wszystko i wnieść coś do drużyny.




- Bramka zdobyta w 2 minucie w niedzielę to chyba najszybciej strzelony przez Pana gol w karierze?


- Rzeczywiście, nie przypominam sobie, żebym zdołał trafić do siatki szybciej. Zdobywanie goli cieszy, ale najważniejszy jest sukces całej drużyny i liczy się to, że wygraliśmy z Turem.




- Trener Ryszard Tarasiewicz ustawia pana na pozycji cofniętego napastnika. Czy to optymalna dla pana pozycja?


- Dobrze się czuję w takiej roli, bo lubię się cofnąć i wspomóc pomocników. Atakując z głębi pola mam także szanse częściej uderzać z dystansu, co jest jednym z moich atutów. Właśnie po uderzeniu zza pola karnego udało mi się zdobyć pierwszego gola w barwach Śląska. Gra na szpicy jednak nie jest mi obca.




- Nie miał pan obaw przed przenosinami do Wrocławia, w końcu to tylko druga liga?


- Żadnych obaw nie miałem, Śląsk to klub z tradycjami i z perspektywami na grę w ekstraklasie. W moim wieku najważniejsze jest by regularnie grać, a w Ruchu nie miałem takiej szansy.




- Trener Radolsky nie dał panu wielu okazji do pokazania się w barwach „niebieskich”. Był pan słabszy od kolegów?


- Szkoleniowiec nie widział dla mnie miejsca w składzie, nie pasowałem mu do koncepcji i zdecydowałem się na przeprowadzkę. Nie mam żalu do trenera, bo na pewno będziemy jeszcze kiedyś współpracować. Tak zadecydował i trzeba to uszanować. Miałem swoje szanse w sparingach, a gdy ruszyła liga często brakowało dla mnie nawet miejsca na ławce rezerwowych i lądowałem na trybunach. Wywołało to sportową złość, ale taką pozytywną, mobilizującą.




- Został pan wypożyczony do Śląska do końca sezonu. Czy zwiąże się pan z klubem z Wrocławia na dłużej, czy wróci na Cichą?


- Na razie za wcześnie na takie rozważania, do końca sezonu pozostało dużo czasu. Teraz skupiam się na potrzymaniu dobrej formy i jak najlepszej grze w kolejnym meczu. Czeka nas teraz trudny okres, będziemy grać z zespołami z czołówki.




- Czy porównując oba kluby, zespół Śląska jest już gotowy na grę w ekstraklasie?


- Śląsk niedawno grał w pierwszej lidze, więc nie będzie to nowość. Wydaje mi się, że skoro taki cel postawiono przed drużyną, to po jego zrealizowaniu nie będzie żadnych problemów organizacyjnych. Zarządzający na pewno są przygotowani do gry w ekstraklasie.




- Teraz przed wami ciężkie mecze z zespołami z pierwszej czwórki, w międzyczasie zagracie także z Wisłą Kraków w Pucharze Polski. Wyczuwa się atmosferę napięcia w szatni?


- Koncentrujemy się na każdym kolejnym meczu. Teraz zmierzymy się w Gliwicach z Piastem i skupiamy się tylko na tym pojedynku, o reszcie nie myślimy.




- W zeszłym sezonie w barwach Ruchu zdobył pan gola w meczu z Wisłą Kraków i dzięki niemu Ruch awansował do kolejnej rundy. Będzie powtórka?


- Oj, to było już dawno temu. Na pewno bym się cieszył z gola, a awans Śląska do 1/8 finału byłby naszym wielkim sukcesem. Jednak tak jak mówiłem wcześniej, w chwili obecnej myślimy tylko o Piaście Gliwice.




- Zadomowił się pan już we Wrocławiu? Był czas na zwiedzanie?


- Na zwiedzanie miasta razem z rodziną przyjdzie czas. Mieszkamy razem z żoną i córeczką w mieszkaniu, które wynajmujemy od Remigiusza Jezierskiego, mojego kolegi z Ruchu, który wcześniej grał także w Śląsku. Jestem mu bardzo wdzięczny a pomoc, bo pewnie byśmy długo musieli szukać dobrego lokum. Żonie miasto się podoba, jedyne do czego ma zastrzeżenia to… pogoda, która na razie jest fatalna.




- Z jakich wyników drużyny i własnych osiągnięć byłby pan zadowolony po zakończeniu sezonu?


- Oczywiście z awansu Śląska do ekstraklasy, do którego dołożyłbym cegiełkę w postaci jeszcze kilku strzelonych bramek.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.