Rywal pod lupą eksperta: Jagiellonia Białystok
fot.: Paweł Lipnicki
W ostatnim domowym występie przed kolejną przerwą na mecze reprezentacji, rywalem Śląska Wrocław będzie Jagiellonia Białystok. O zaskakujących wynikach zespołu z Podlasia pod wodzą Bogdana Zająca, odkurzeniu dawnych liderów i braku presji, rozmawiamy z Jerzym Kułakowskim, dziennikarzem Radia Białystok.
Jedna porażka w pierwszych sześciu meczach, a w tym czasie pewne wygrane z kompletem medalistów poprzednich rozgrywek – spodziewał się pan tak dobrego wejścia Jagiellonii Białystok w nowy sezon?
Mówiąc szczerze, po przegranym meczu Pucharu Polski w Zabrzu (1:3) na tydzień przed startem ligi, nie przypuszczałem, że tak to może wyglądać. Jestem mile zaskoczony, że Jagiellonia potrafi wygrać takie spotkanie, jak w poprzedniej kolejce z Lechem (2:1), chociaż wcześniej nie zanotowała domowego zwycięstwa. Zespół z Białegostoku zresztą już od jakiegoś czasu gra falami – raz ma okresy lepszej dyspozycji na własnym stadionie, raz w roli gościa. W tym sezonie do tej pory przywiozła komplet punktów z dwóch wyjazdowych spotkań w Warszawie (2:1) i Gliwicach (1:0), a dopiero tydzień temu przełamała się w Białymstoku, jednak zobaczymy, jak to będzie wyglądało dalej. Nauczony doświadczeniami z poprzednich sezonów, nie pokusiłbym się jeszcze o tezę, że Jagiellonia w tym sezonie to będzie zespół przede wszystkim wyjazdowy. Pamiętajmy też, jakie były okoliczności tych dwóch dotychczasowych meczów białostoczan na obcych boiskach. Legia grała w mocno przemeblowanym składzie, bo skupiała się na pucharach, a z Piastem w tym sezonie wygrywa przecież praktycznie każdy.
Jaka była pańska pierwsza myśl, kiedy po zakończeniu poprzedniego sezonu Jagiellonia ogłosiła, że jej nowym trenerem będzie Bogdan Zając?
Przykro jest to dzisiaj mówić i jest mi nawet trochę wstyd, ale wydawało mi się, to jest zła zmiana. Zresztą pewnie niejeden tak pomyślał. Przypuszczałem, że Zając to taki mniejszy Adam Nawałka. Spodziewałem, że to będzie człowiek niesamodzielny, może nawet konsultujący się z byłym selekcjonerem, jak pracować z piłkarzami Jagiellonii. A jednak bardzo szybko, po trzech – czterech kolejkach zauważyłem, że Zając dojrzał do pracy samodzielnej i dzisiaj nie mam wątpliwości, że to ten szkoleniowiec zastąpił Iwajło Petewa. Na Jagiellonię w kilku pierwszych meczach nowego sezonu patrzyło się z wielką przyjemnością, z pewnością wygląda to lepiej niż pod wodzą poprzedniego trenera.
Co wniósł do zespołu z Białegostoku Bogdan Zając, że zasługuje na tak dobrą recenzję?
Drużyna prowadzona przez bułgarskiego szkoleniowca na pewno była porządnie przygotowana fizycznie, biegała, walczyła do końca, ale brakowało jej walorów czysto piłkarskich. Dzisiaj trener Zając uwolnił coś takiego, że Jagiellonia, poza niezmiennie odpowiednim przygotowaniem, potrafi też pograć w piłkę i to moim zdaniem główna różnica. To niestety nie jest jeszcze pełne 90 minut dobrego, równego poziomu, ale jest tego coraz więcej. Białostoczan pod wodzą Bogdana Zająca ogląda się o wiele lepiej niż za kadencji jego poprzednika.
Czy kluczowe było odbudowanie dawnych gwiazd, które za kadencji Petewa wyglądały blado, by wspomnieć choćby Jesusa Imaza albo Tarasa Romanczuka?
O Hiszpanie zawsze sądziłem, że jest piłkarzem wyrastającym ponad poziom naszej ligi. Oczywiście, miał dołek, bo nie strzelił gola od grudnia ubiegłego roku do sierpnia, natomiast piłkarsko on się cały czas bronił. Widać było, jakie ma umiejętności, potrafi dograć, znajduje się w sytuacjach. Mógł nawet nie strzelać, czy pudłować w dogodnych sytuacjach, ale Jagiellonia ciągle go potrzebowała. Od początku poprzedniego sezonu ten zespół ma już trzeciego trenera, a Imaz skuteczny czy nieskuteczny, za każdym razem jest w wyjściowym składzie i to nie jest przypadek. Rola Romanczuka w dużej mierze zależy od ustawienia drużyny, ale on zawsze solidnie wykonuje swoją robotę. W odbiorze to dla mnie perfekcyjny piłkarz, kłopoty zazwyczaj miał już kiedy trzeba było coś z tą piłką zrobić, poszukać otwarcia drogi do bramki partnerom, ale też ustabilizował formę. Coraz lepiej grają poszczególne jednostki, więc coraz lepiej gra cała drużyna.
Czego spodziewać się po Jagiellonii w tym sezonie? Nie obawia się pan, że Bogdan Zając po udanym starcie, w kolejnych tygodniach może napotykać coraz więcej problemów wynikających również z jego niedoświadczenia w roli pierwszego szkoleniowca?
Na wczorajszej przedmeczowej konferencji zapytałem o to Ivana Runje. Przecież to, że w tym sezonie wyjątkowo nikt nie mówi o mistrzostwie Polski w kontekście Jagiellonii Białystok, może się okazać bardzo korzystne. Chorwat zgodził się, że nie czują presji z zewnątrz, jednak sami doskonale wiedzą, na co ich stać i coraz częściej pokazują to na boisku. Myślę, że przy tym jak wygląda nasza liga w tym sezonie, przy dyspozycji poszczególnych zespołów, które są przed Jagiellonią w tabeli, ten zespół naprawdę ma szanse, żeby z zaskoczenia stanąć na podium. Nie mówię, że to będzie walka o mistrzostwo, ale jeżeli dzisiaj za najbardziej poukładaną, najlepiej grającą drużynę w Polsce obok Lecha, uważany jest Raków Częstochowa, to ja pytam czym takim lepszym dysponuje Marek Papszun od trenera Jagiellonii? Białostoczanie spokojnie mogliby być dzisiaj w tym samym miejscu, mogą być kandydatem do europejskich pucharów. Żółto-czerwoni w dwóch pierwszych domowych meczach w tym sezonie z Wisłą Kraków (1:1) i Podbeskidziem (2:2) zdobyli tylko dwa punkty, a grali bardzo dobrze i powinni zainkasować sześć. Przy takim dorobku ustępowaliby Rakowowi tylko o oczko, a mają jeszcze przyszłotygodniowy zaległy mecz w Szczecinie. Jest takie rosyjskie powiedzenie, preferowane tutaj u nas, na Wschodzie „Tisze jedziesz, dalsze budiesz”, czyli „Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz”. Ono jak ulał pasuje do obecnej sytuacji Jagiellonii Białystok.