Rywal pod lupą eksperta: Lechia Gdańsk
fot.: Paweł Lipnicki
Mecz przyjaźni będzie tylko na trybunach - w niedzielne popołudnie Śląsk Wrocław podejmie Lechię Gdańsk, a nasz zespół potrzebuje punktu, by utrzymać 4.miejsce w tabeli. O pracy trenera Piotra Stokowca, przygotowaniach biało-zielonych do finału Pucharu Polski i talencie Kacpra Urbańskiego rozmawiamy z Tomaszem Osowskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej Trójmiasto.
Niedzielny mecz Śląska z Lechią będzie bezpośrednim starciem o 4.miejsce. Jednak czy gdańszczanom faktycznie będzie na tym zależeć? Wystawienie czterech młodzieżowców w składzie na środowe spotkanie z Legią (0:0) może sugerować, że w Gdańsku teraz wszystko podporządkowane jest finałowi Pucharu Polski.
Oficjalnie z ust trenera Piotra Stokowca i jego piłkarzy płyną zapewnienia, że gramy o jak najwyższe miejsce na koniec sezonu. Pewnych rzeczy jednak się nie oszuka, wszyscy mają już z tyłu głowy piątkowy finał z Cracovią na Arenie Lublin. Walka o podium niewątpliwie była celem, który korcił, jednak kiedy stało się jasne, że Lechia zakończy ten sezon bez medalu, liga zeszła na dalszy plan. O ile gdańszczanie obronią Puchar Polski, tak naprawdę będzie wszystko jedno czy zakończą rozgrywki na 4., czy 8.miejscu. Ani kibice ani nikt w klubie specjalnie by się tym nie przejął. Działa piłkarska psychologia – na pewno fajniej byłoby zająć lokatę tuż za podium niż w ogonie grupy mistrzowskiej, ale teraz są rzeczy ważniejsze niż ligowy finisz, a skład desygnowany na Legię był tego najlepszym dowodem. W jedenastce na mecz we Wrocławiu nie spodziewałbym się aż tylu eksperymentów. Trener Stokowiec już raczej będzie chciał przymierzyć się do finału, a główną rolę odegrają legendarne markery zmęczeniowe. Czyje wyniki będą niesatysfakcjonujące, ten będzie odpoczywał.
Przeciwko nowokoronowanemu mistrzowi po raz drugi w karierze w wyjściowym składzie zagrał Kacper Urbański, który we wrześniu skończy dopiero 16 lat. Czy to faktycznie aż taki talent, czy ma szczęście, że trafił na znanego z odważnego wprowadzania młodzieży trenera Stokowca?
Prawda pewnie leży po środku. Urbański to na pewno utalentowany chłopak, a do tego ma bardzo chłodną głowę i profesjonalne podejście. To na pewno docenia szkoleniowiec Lechii, bo już za jego kadencji, w poprzednich miesiącach czy latach było kilku młodych zawodników, którym dawał szansę, a oni nie dawali rady, bo nie wytrzymywała u nich głowa. Dzisiaj Piotr Stokowiec ma grupę nastoletnich piłkarzy pod okiem, bo już od dłuższego czasu trenują z pierwszym zespołem, co z jednej strony jest nagrodą za dotychczasową pracę, ale też dużą motywacją, by rozwijać się jeszcze bardziej. Ja chciałbym również zwrócić uwagę na Jakuba Kałuzińskiego z rocznika 2002, który przed meczem z Legią już dwukrotnie w tym sezonie, w dodatku tylko w rundzie finałowej zaczynał w wyjściowym składzie i ma duże papiery na granie. Lechia w najbliższym czasie będzie na nich chuchać, jak tylko może, by w przyszłości mieć jak największy pożytek. Trener Stokowiec lubi stawiać na młodych piłkarzy, czasami nawet trochę pod publiczkę, ale to też może zbudować jakiegoś zawodnika, więc z tej drogi pewnie nie zejdzie. O Urbańskim i Kałuzińskim mówimy nieprzypadkowo, bo szkoleniowiec biało-zielonych już zapowiedział, że w przyszłym sezonie właśnie środek pomocy będzie dedykowany młodzieżowcowi. Wybór będzie jednak większy, bo cały czas jest Tomasz Makowski, a z wypożyczenia do Podbeskidzia wróci, świetnie prezentujący się w 1.lidze, Mateusz Sopoćko.
Przed meczem z Lechią nie można zapomnieć również o piłkarzu zdecydowanie bardziej doświadczonym, a przede wszystkim niezwykle skutecznym w ostatnich tygodniach. Łukasz Zwoliński w barwach gdańszczan zadebiutował tydzień po poprzednim meczu ze Śląskiem i w krótkim czasie zdobył 7 bramek, czyli połowę z tego, co Flavio Paixao przez cały sezon. Spodziewał się pan takiej formy byłego napastnika Pogoni po powrocie z Chorwacji?
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony takim wystrzałem Zwolińskiego. Przed jego wyjazdem wiedzieliśmy, że to dobry napastnik, ale w pewnym momencie stracił pewność siebie, a przez to zgubił skuteczność. Czas spędzony w HNK Gorica na pewno mu pomógł, bywały mecze, w których wychodził nawet jako kapitan, ale najważniejsze, że znowu zaczął zdobywać bramki i poczuł moc. Wiadomo, że zimą, kiedy Zwoliński przychodził do Gdańska, w Lechii generalnie było dużo transferów po niesławnych odejściach wielu doświadczonych zawodników. Przez to na początku roku miał ciężko, bo cały zespół przypominał niezgrany organizm. Zwłaszcza po pandemii widać jednak, że Zwoliński wygląda bardzo mocno fizycznie, nie pęka nawet przed największymi stoperami, rozsadza go energia, pomaga także kolegom. Flavio stał się bardziej egzekutorem. Wiek jednak robi swoje, mobilność nie jest już tak duża, jak kiedyś, ale on ma za to niesamowitego nosa, w którym miejscu pola karnego może spaść piłka. W przyszłym sezonie numerem jeden będzie Zwoliński. Paixao może wychodzić w pojedynczych meczach, pełnić rolę jokera, ale pałeczkę pierwszeństwa w ataku Lechii będzie musiał powoli oddawać.
Drugi pełny sezon pod wodzą Piotra Stokowca gdańszczanie kończą w stosunkowo podobnym miejscu, jak wcześniejszy – w finale Pucharu Polski i po niezłych występach w grupie mistrzowskiej. Czy pewna formuła się nie wyczerpała?
Szkoleniowiec Lechii nową koncepcję budowy zespołu starał się znaleźć już przed rozpoczęciem sezonu po tym, jak niemal do końca walczył o mistrzostwo Polski. Gdańszczanie wtedy doszli do ściany w systemie gry bardzo wyrachowanej, kiedy najczęściej szybko strzelała gola i całkowicie koncentrowała się na defensywie zabijając mecz. Na taką Lechię było dużo narzekań, bo nawet jeśli zgodzimy się, że skuteczność jest najważniejsza, to jednak kibice oczekują widowisk i atrakcyjnej piłki. Trener Stokowiec miał tego świadomość i na początku sierpnia, po odpadnięciu z europejskich pucharów, zapowiadał, że nowy sezon będzie próbą zwrócenia się ku ofensywnej grze. Szczerze mówiąc, nie za bardzo to wyszło. Lechia ani nie strzela więcej goli, ani nie stwarza sobie więcej sytuacji niż w poprzednim sezonie, choć efektowne mecze, jak z Zagłębiem (4:4) czy Arką (4:3), również się zdarzały. Pamiętajmy jednak, że w połowie rozgrywek w tej drużynie nastąpiły duże zmiany, ona tak naprawdę cały czas się buduje. Jednocześnie trener Stokowiec musi zwrócić uwagę na dużą liczbę bramek traconych w prostych sytuacjach, bo rok temu na tym wszystko się opierało, a teraz szczelność defensywy to duży problem. Podsumowując ten sezon w wykonaniu Lechii, on po prostu jest słabszy niż poprzedni. Praca trenera Stokowca cały czas jest doceniana, jednak można powiedzieć, że ratunkiem dla tego zespołu jest Puchar Polski. Przecież gdyby biało-zieloni odpadli na wczesnym etapie, a ligę zakończyli na 6. czy 7.miejscu, szkoleniowiec nie miałby lekko.
Pomylę się mówiąc, że w środę Dusan Kuciak grał jednocześnie przeciwko dawnemu i przyszłemu pracodawcy? Lechia przygotowuje się, że mecz we Wrocławiu będzie pożegnaniem znakomitego bramkarza?
Ziarnko prawdy może w tym być, ale z tego co wiem Słowak nie jest numerem jeden na liście życzeń Legii, która szuka bramkarza również pod innymi adresami. Wiemy też w jakiej sytuacja znalazł się aktualny wicemistrz Polski po niespodziewanym odejściu Radosława Majeckiego przed zakończeniem sezonu. Nic dziwnego, że szuka w Ekstraklasie i nic dziwnego, że w orbicie jej zainteresowań jest właśnie Kuciak, bo aż strach pomyśleć, gdzie dzisiaj byłaby ta drużyna, gdyby nie jej bramkarz. Może nawet nie w czołowej ósemce. Z Lechii do Legii powędrował już tego lata Filip Mladenović, który po prostu jest w takim momencie kariery, że potrzebował takiego kroku pod względem sportowym i finansowym. Generalnie transakcje na linii Gdańsk – Warszawa są popularne w ostatnich latach, więc nie zdziwiłbym się, gdyby doszło do transferu Kuciaka. Lechia o bramkę nie musiałaby się jednak martwić, bo ma zabezpieczenie w postaci Zlatana Alomerovicia. To na pewno nie jest aż tak dobry golkiper jak Kuciak, który wybronił niejeden mecz, ale Serb strzegący bramki Lechii w Pucharze Polski też pokazywał się z dobrej strony.