Rywal pod lupą eksperta: Legia Warszawa
fot.: Paweł Kot
Po wyczekiwanym pierwszym wiosennym zwycięstwie, skala trudności idzie w górę - w niedzielę kolejnym domowym rywalem Śląska Wrocław będzie lider i mistrz Polski Legia Warszawa. O sytuacji po odpadnięciu z Pucharu Polski, powrocie Tomasa Pekharta oraz kartkowych pauzach rozmawiamy z Izą Koprowiak, dziennikarką Przeglądu Sportowego.
Legia przystępuje do meczu ze Śląskiem po odpadnięciu w ćwierćfinale Pucharu Polski (1:2 z Piastem u siebie). Jakiego mistrza Polski należy spodziewać się w niedzielę we Wrocławiu, czy fakt dodatkowego meczu w nogach może mieć znaczenie?
Jestem bardzo ciekawa tego, jak Legia będzie wyglądała fizycznie w meczu ze Śląskiem, bo na ten aspekt trener Czesław Michniewicz zwracał uwagę już pod koniec grudnia na spotkaniu z dziennikarzami. Opiekun warszawian mówił wtedy, że polskie drużyny są nieprzygotowane do dużej intensywności i kiedy przychodzi do grania co trzy dni pojawia się kłopot. Coś takiego widzieliśmy już w tym środowym spotkaniu z Piastem, chociaż tak naprawdę tego typu problem mógłby być widoczny dopiero w ostatnim meczu takiej serii, czyli właśnie w niedzielę we Wrocławiu. Warszawianom w rywalizacji o półfinał Pucharu Polski brakowało zaskoczenia, intensywności i szybkości. To było bardzo widoczne szczególnie w pierwszej połowie.
W wielu wcześniejszych sezonach Legia wiosną przegrywała sama ze sobą za bardzo zadowalając się tylko pozornie bezpieczną sytuacją. Czy po tym, jak w poprzedniej kolejce przewaga w tabeli obrońcy tytułu nad Pogonią wzrosła do czterech punktów, w obozie warszawian zagościła właśnie nadmierna pewność siebie?
Ja raczej nie wierzę w ten wariant zgubnego zbyt dużego komfortu. Bardziej wydaje mi się, że podświadomie może pojawiać się lekkie lekceważenie tych teoretycznie słabszych przeciwników, wtedy Legia punkty najczęściej gubi. Myślę, że odpadnięcie z Pucharu Polski zadziała na drużynę Czesława Michniewicza jak kopniak, to będzie sygnał ostrzegawczy, że po letnim odpadnięciu z europejskich pucharów, a teraz także PP, już nic poza ligą nam nie pozostało. Zdobycie krajowego pucharu to też był jeden z głównych celów Legii w tym sezonie, więc jeśli odpadli już w ćwierćfinale, to na kolejne potknięcie, już na ligowym polu zdecydowanie nie mogą sobie pozwolić. Czuję, że to co się stało w środę w rywalizacji z Piastem w większym stopniu będzie dla warszawian motywacją niż problemem.
W środowy wieczór od pierwszej minuty zagrali jeszcze Luquinhas i Andre Martins, których z występu w niedzielnym spotkaniu na Stadionie Wrocław wyeliminują kartkowe pauzy. Jak duże to są osłabienia dla zespołu ze stolicy Polski?
O ile jeszcze nieobecność Portugalczyka w środku pola będzie się dało jeszcze załatać, tak brazylijski skrzydłowy jest jednym z absolutnie kluczowych piłkarzy dla Legii w tym sezonie. Mamy kilku zawodników, którzy napędzają akcje ofensywne – Filip Mladenović, Josip Juranović, Bartosz Kapustka, ale to właśnie od Luquinhasa tę wyliczankę należałoby rozpoczynać. To on jest główną postacią ataków Legii. Mówimy o piłkarzu nieprzewidywalnym, który potrafi zaskoczyć, jest także bardzo dobry technicznie. Ta ostatnia cecha jest jednak również dla niego niebezpieczna, bo choćby w ostatnim meczu ligowym w Zabrzu (2:1 dla Legii) widzieliśmy, jak często jest powalany na ziemię przez rywali. Luquinhas jest niekonwencjonalny i tego jego drużynie bardzo brakuje, kiedy Brazylijczyk akurat ma słabszy dzień. Każdy z tych czterech elementów ofensywy Legii, o których wspomniałam, musi być odpowiednio nagrzany i rozkręcony, żeby ta formacja dobrze działała, a kiedy jeden trybik w ogóle wypada, to naprawdę może być problem. Nie bardzo widzę w kadrze mistrza Polski zawodnika, który mógłby chociaż w połowie zastąpić Luquinhasa. To będzie bardzo poważne osłabienie Legii w niedzielnym meczu przeciwko Śląskowi.
W żadnym z dwóch poprzednich meczów ligowych trener Czesław Michniewicz nie miał tez do dyspozycji lidera klasyfikacji strzelców Tomasa Pekharta. Czy należy spodziewać się jego powrotu w tej kolejce?
Wygląda na to, że tak. Czech od początku tygodnia wrócił do treningów, od środy to już były cięższe jednostki, a dziś po raz pierwszy wyszedł z całą drużyną i z tego co słyszałam wszystko wskazuje na to, że będzie mógł wystąpić we Wrocławiu. Tutaj też pojawia się duża zagadka jak wobec tego przeciwko Śląskowi postanowi zagrać trener Czesław Michniewicz. Jesienią często oglądaliśmy wrzutki z bocznych sektorów na wysokiego Pekharta, co Legii wychodziło, ale nie chcieli być tak przewidywalni dla rywala, więc zaczęli szukać innych rozwiązań. Tylko, żeby grać szybko, kreatywnie z przodu bardzo potrzebny byłby wspomniany już Luquinhas, co szczególnie było widać w pierwszym spotkaniu pod nieobecność Czecha z Wisłą Płock (5:2), a jego nie będzie. Trener Michniewicz na dzisiejszej przedmeczowej konferencji zasugerował, że absencje Brazylijczyka, ale także Martinsa mogą spowodować powrót do dawnej taktyki z czterema obrońcami i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby przy obecnej sytuacji kadrowej tak to właśnie wyglądało w niedzielę.
Jak wobec spodziewanego powrotu Czecha będzie wyglądała sytuacja bohatera poprzedniego meczu ligowego Legii w Zabrzu Kacpra Kostorza? Trener Michniewicz może chcieć wykorzystać jego moment, czy należy się spodziewać, że młodzieżowiec naturalnie wróci na drugi plan?
Myślę, że to środowe spotkanie Pucharu Polski, które Kostorz rozpoczął w wyjściowej jedenastce pokazało, że on jeszcze nie jest na taki poziomie, żeby grać od początku i decydować o obliczu ofensywy Legii. On nieźle wygląda, kiedy wchodzi w końcówkach, ale to na razie nie jest napastnik, na którym może opierać się atak drużyny z Łazienkowskiej. Kostorz będzie pewnie pierwszym lub drugim wchodzącym z ławki, ale raczej nie mam wątpliwości, że pierwszoplanową postacią w ofensywie mistrza Polski będzie Pekhart.
Nazwiskiem, które może rozbudzać wyobraźnię kibiców przed rywalizacją z Legią jest Artur Boruc. Jego przedsezonowy powrót do ekstraklasy był wielkim wydarzeniem marketingowym, ale mam poczucie, że były reprezentant Polski wcale nie okazuje się gwiazdą ligi. Trudno sobie przypomnieć na przykład jakieś niesamowite parady w jego wykonaniu. Jak w Warszawie ocenia się formę Artura Boruca?
Przede wszystkim ten bramkarz pasuje do stylu, który chce zaszczepić w legionistach trener Czesław Michniewicz. Gra od tyłu, spokojne wyprowadzanie piłki – Artur Boruc do tego się bardzo dobrze nadaje, a nie do końca dobry jest jeszcze jego zmiennik, czyli 19-letni Cezary Miszta. On też jest utalentowany, ale brakuje mu spokoju, przez co często pojawiają się nerwowe zagrania. W przypadku Artura Boruca ważną rolę może odgrywać medialność. Jego oczywiście każdy go zna, ale nie wyskakuje z lodówki i nie stał się twarzą tej nowej Legii, więc może dlatego nie mówi się o nim tak dużo. On zresztą świadomie tego nie robi, nie wychodzi do dziennikarzy, nie zamierza być na pierwszym planie, bo po prostu jest innym człowiekiem. Nie ma w jego grze „efektu wow”, więc faktycznie trudno pokusić się o ocenę, że Boruc stał się gwiazdą ligi. Jest jednak stabilnie i 41-letni bramkarz kilka spotkań swojemu zespołowi na pewno uratował.