Rywal pod lupą eksperta: Piast Gliwice
fot.: Mateusz Porzucek
W 34. kolejce Ekstraklasy Śląsk zagra w Gliwicach z Piastem, a wygrana może otworzyć drzwi do europejskich pucharów drużynie Vitezslava Lavicki. O słabym wejściu mistrza Polski w rundę finałową, Jorge Felixie i patencie Śląska na gliwiczan rozmawiamy z Tadeuszem Musiołem, dziennikarzem Radia Katowice.
Rozczarowują pana dotychczasowe wyniki Piasta Gliwice w rundzie finałowej? Punkt zdobyty w trzech meczach to rezultat raczej daleki od spodziewanego, a mistrz Polski zamiast gonić Legię musi drżeć, by nie wypaść z czołowej trójki.
Przed Piastem chyba dwa kluczowe spotkania ze Śląskiem i Jagiellonią, co ważne oba rozgrywane na własnym stadionie. Jeżeli w tych meczach uda się zainkasować komplet punktów, mało prawdopodobne byłoby wypuszczenie z rąk miejsca na podium, w innym wypadku wszystko jednak będzie możliwe. W rywalizacji z wrocławianami nie będzie faworyta, jakkolwiek to brzmi, szanse rozkładają się równo pół na pół. Piast po dwóch porażkach do zera podniósł się wywożąc punkt z Warszawy, ale to jeszcze nie oznacza, że wrócił do optymalnej formy. Właśnie jutrzejszy mecz przeciwko Śląskowi pokaże nam, w jakim kierunku będzie podążał Piast do końca tego sezonu. Zespół Vitezlsava Lavicki jest na tyle dobrze poukładany, że może postawić rywalowi bardzo twarde warunki. Gliwiczanie od dawna byli szczególnie mocni na własnym stadionie, bo choć na nadmiar kibiców nigdy nie narzekali, to akustyka sprawiała, że doping niósł zespół. Teraz frekwencja jest jeszcze skromniejsza, kibice na Śląsku pewnie jeszcze trochę boją się przychodzić na mecze i Piast również pod tym względem musi przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości.
Mistrz Polski w sezonie zasadniczym przegrał oba mecze ze Śląskiem Wrocław. Wcześniejsze niepowodzenia mogą cały czas tkwić w głowach piłkarzy Waldemara Fornalika?
Chyba rzeczywiście zespół z Wrocławia po prostu nie leży Piastowi. O ile porażkę na stadionie Śląska z końca lipca ubiegłego roku można było jeszcze zrzucić na karb pecha i nieudanej końcówki meczu (1:2 – przyp. red.), o tyle listopadowy mecz przegrany przez gospodarzy w Gliwicach 0:3 to był pokaz siły ekipy Lavicki. Wiadomo, że Piast ma rywala, który nie leży mu jeszcze bardziej – Lechię, z którą w tym sezonie przegrał każde z pięciu spotkań. Na dźwięk nazwy tego klubu faktycznie wszystkim przy Okrzei drżą ręce. W przypadku Śląska może nie jest aż tak źle, porażki obrońcy tytułu wynikały z tego, że te drużyny po prostu są do siebie zbliżone poziomem i każdy wynik jest możliwy. Wrocławianie są bardziej nieprzewidywalni niż wspominana Lechia, nie wiadomo jaką twarz pokażą w danym meczu. W Piaście mają nadzieję, że do trzech razy sztuka. Naprzeciwko niego stanie solidny zespół, w niezłej formie, ale jak najbardziej do pokonania.
Czego w tym sezonie zabrakło drużynie z Gliwic, żeby podobnie jak rok temu, walczyć z Legią o mistrzostwo jak równy z równym?
Być może Waldemar Fornalik oburzy się na mnie za te słowa twierdząc, że ma odpowiednio zbilansowany zespół, ale w mojej ocenie w Piaście nie ma równowagi między defensywą, środkiem pola a ofensywą. W poprzednim sezonie ta drużyna wydawała się być bardziej stabilna. Piotrowi Paryszkowi brakuje błysku. Co z tego, że pod bramką rywala hasa Jorge Felix, skoro nie dostaje dobrych podań, musi cofać się bliżej własnej bramki, a dla rywali to jest proste do odczytania w jaki sposób można zneutralizować Hiszpana. Patryk Tuszyński wyraźnie odstaje od wymienionej dwójki, a w środku Patryk Sokołowski i Sebastian Milewski nie do końca spełniają się jako playmakerzy, którzy mogliby obsługiwać swoich napastników. Kiedy Piast zdobywał mistrzostwo, strzelał bardzo dużo goli, teraz jest jedną z najmniej skutecznych drużyn w lidze. Poza tym, przytrafia mu się więcej prostych błędów w defensywie niż wcześniej. Może nie zawsze skutkuje to utratą bramek, ale zmianę na minus widać, zwłaszcza w porównaniu do ubiegłorocznych rozgrywek, kiedy właśnie obrona stanowiła monolit w drużynie trenera Fornalika.
Kibice Piasta powinni już oswajać się z myślą, że to ostatnie mecze rozgrywane przez Jorge Felixa w barwach ich zespołu?
Myślę, że Hiszpan marzy o tym, by odejść do mocniejszego klubu, bo tak naprawdę nie czuje się szczególnie związany z Piastem. Gdyby w Gliwicach zaproponowano mu kontrakt na lepszych warunkach niż dotychczasowe to nie tyle chciałby zostać, co po prostu by został, ale on na razie gra na czas i czeka co jeszcze się wydarzy. Wiadomo, że Piast mistrzostwa już nie obroni, ale gdyby udało się zakwalifikować do europejskich pucharów, to jeszcze byłaby dla niego furtka na wypromowanie się i transfer w trochę późniejszym momencie. Wydaje mi się, że Felix ma predyspozycje do tego, żeby zagrać w mocniejszym klubie, niewątpliwie wybija się na tle Piasta, ale jednak pamiętajmy, że polska liga nie jest żadnym wyznacznikiem. Nie trzeba daleko szukać podobnego przykładu. Joel Valencia w poprzednim sezonie był najlepszym piłkarzem Ekstraklasy, odszedł do Championship i okazało się, że tam nie istnieje, bo trafił w miejsce, gdzie jest stu takich zawodników, jak on. Felix pewnie też ma świadomość, że po transferze wcale nie byłoby mu łatwiej. Jest gwiazdą, ale dlatego, że gra u nas, a nie w Primera Division. Jeżeli Hiszpan nie otrzyma konkretnej, dobrej oferty, zostanie w Gliwicach.
Drugi sezon z rzędu Piasta w ścisłej czołówce Ekstraklasy, to dowód, że ten klub już na dobre stał się nową ligową siłą?
Do tej pory Piast przeplatał sezony bardzo udane z bardzo rozczarowującymi, to samo dotyczyło drużyn prowadzonych przez Waldemara Fornalika. Teraz faktycznie coś się zmieniło i myślę, że duży wpływ na to ma stabilizacja finansowa gwarantowana przez miasto. Rola trenera też jest oczywiście niebagatelna, bo poukładał ten zespół w taki sposób, że znowu jest w grze o puchary. Trzeba jednak pamiętać również o niewielkiej skali zmian po poprzednim sezonie. W Piaście nie doszło do rewolucji kadrowej, kręgosłup został zachowany. Jeżeli to dalej będzie się udawało utrzymywać, wokół tego Fornalik może w Gliwicach budować drużynę, która może nie będzie co roku na podium, ale na pewno w grupie mistrzowskiej. Z ocenami, że Piast jest już drużyną ze ścisłej ligowej czołówki jednak jeszcze poczekajmy. Dwa sezony z takimi wynikami to dobry czas, ale za wcześnie, by mówić, że taka pozycja gliwiczan w ekstraklasowej hierarchii jest już ugruntowana.
Piast to najstarszy zespół w Ekstraklasie, a jego podstawowy młodzieżowiec Sebastian Milewski praktycznie nie ma rywala do miejsca w wyjściowej jedenastce. Nie wzbudza to pańskich obaw o przyszłość budowanej drużyny?
Tymoteusz Klupś, Dominik Steczyk, Karol Stanek - kilku młodzieżowców, którzy mogliby rywalizować o pierwszy skład jednak w Piaście jest. W Gliwicach starają się o to dbać, regularnie dołączają do treningów pierwszej drużyny dwóch-trzech młodych piłkarzy. Tak, nie widać ich zbyt często w meczach, ale różne okoliczności mogą mieć na to wpływ, może trener Fornalik liczył na ogrywanie ich w rundzie finałowej, gdyby sytuacja była trochę bardziej klarowna. Poza tym buduje się ośrodek szkoleniowy Piasta, więc to może też stanowić istotną zachętę dla młodych ludzi, by wiązać swoją przyszłość z tym klubem. Aktualny zespół też nie jest wcale aż taki stary, jak by się wydawało. Trzon stanowią doświadczeni piłkarze, również obcokrajowcy, ale tacy, którzy są cały czas w dobrym wieku do grania i Piast z tego korzysta.