Rywal pod lupą eksperta: Pogoń Szczecin
fot.: Paweł Lorenc
W 35. kolejce Ekstraklasy Śląsk podejmie Pogoń Szczecin, a wygrana jest niezbędna wrocławianom, by pozostać w grze o europejskie puchary. O kolejnej nieudanej rundzie finałowej Portowców, przyszłości ich trenera i fatalnej skuteczności rozmawiamy z Michałem Elmerychem, dziennikarzem Radia Szczecin.
Kibice Ekstraklasy przyzwyczaili się już do fatalnych wyników Pogoni Szczecin w każdej edycji grupy mistrzowskiej. Klub nie jest gotowy, by wykonać krok naprzód?
Oczywiście, że Pogoń nie jest w stanie grać o coś więcej i ten sezon znakomicie to pokazuje. Zespół Kosty Runjaicia po 18.kolejce był liderem, a nagle stracił wszystkie swoje strzelby – kolejno Adama Buksę, Zvonimira Kożulja oraz Srdana Spiridonovicia i siła ofensywna zrobiła się praktycznie żadna. Grupa mistrzowska dla Pogoni to jakieś fatum nie od dziś. Kibice w Szczecinie co roku po sezonie zasadniczym są mamieni, że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego, wśród kibiców funkcjonuje sakramentalne hasło „Oby nadszedł mistrza czas”, a celem klubu tak naprawdę jest zakwalifikować się do górnej ósemki i nic więcej. Ten problem nie dotyczy jednak tylko gry w grupie mistrzowskiej. Gdyby stworzyć tabelę dla klubów grających w Ekstraklasie nieprzerwanie od sezonu 2012/2013, czyli od awansu Pogoni, okazałoby się, że w tym czasie mniej punktów zdobyła tylko Korona Kielce. To obrazuje, jak funkcjonuje klub ze Szczecina.
Portowcy co roku są tłem dla rywali walczących o podium, bo póki nie zostanie wybudowany nowy stadion nie zależy im na pucharach?
To konglomerat wielu czynników. Tak, kibice czekają na stadion, czeka też prezes, który pewnie najchętniej przeciąłby wstęgę, odebrał medal za powodzenie budowy i odszedł w chwale, ale nowa arena to nie wszystko. W Szczecinie nie ma pomysłu na zarządzanie sukcesem, którym jednak byłby awans do europejskich pucharów. Pogoń dziś jest klubem nastawionym na sprzedawanie zawodników, przy takiej filozofii nie widzę możliwości walki o wyższe miejsca w lidze, bez względu na to jak będzie wyglądał stadion. Teoretycznie jest prężnie działająca akademia, jednak pomimo zdobywanych niedawno medali mistrzostw Polski w Centralnej Lidze Juniorów, młodzi piłkarze nie wchodzą ławą do kadry pierwszego zespołu.
Pogoń w czternastu tegorocznych meczach zdobyła raptem dziesięć bramek, a znacznie większe oczekiwania wiązała z transferem następcy Adama Buksy, czyli Pawła Cibickiego. Forma piłkarza, o którego Portowcy zimą skutecznie walczyli właśnie ze Śląskiem, to dla pana duże rozczarowanie?
Patrząc na nazwisko, to w jakich klubach grał, pewnie można mówić o niespełnionych oczekiwaniach. Mam jednak wrażenie, że Cibicki nie był zawodnikiem gotowym, żeby z marszu wejść do zespołu i walczyć w każdym meczu. Poza tym trzeba też znaleźć mu odpowiednią pozycję na boisku, bo wydaje mi się, że to bardziej skrzydłowy niż napastnik. Odejście Buksy było jak zaciągnięcie hamulca ręcznego, od tego momentu wszystko zaczęło się źle układać. Pogoń ucierpiała oczywiście sportowo, ale że również mentalnie. Kiedy nagle z zespołu zabiera się najważniejszego zawodnika, który ciągnie grę, każdy zaczyna się zastanawiać o co tu właściwie chodzi. Trzeba też pamiętać, że moment sprzedania Adama Buksy był kuriozalny i Kosta Runjaić tego nie ukrywał. Napastnik nie odszedł po rundzie jesiennej, tylko jeszcze przed ostatnim ubiegłorocznym meczem z Koroną. Punkty w tamtym spotkaniu mogły inaczej ustawić sytuację w tabeli przed zimową przerwą, a Pogoń już bez Buksy przegrała u siebie 0:1.
Biorąc pod uwagę ostatnie nieudane miesiące, trener Runjaić cały czas ma w sobie chęć, by budować w Szczecinie silny zespół?
Szkoleniowiec Pogoni na pewno jest rozczarowany tym, jak wygląda ten rok w wykonaniu jego zespołu. Runjaić ma w sobie niemiecki etos pracy, dużo widział w piłce za naszą zachodnią granicą, wie jak powinny funkcjonować profesjonalnie zorganizowane kluby i pewnie cały czas to analizuje. Było kilka wrzutek świadczących o tym, że on patrzy trochę z przymrużeniem oka na to, co się dzieje. Kiedyś powiedział, że warto inwestować również w głowy zawodników, a nie tylko w kamienie, nawiązując oczywiście do budowy stadionu. Zawsze podkreślał, że ważny jest dla niego dobry kontakt z władzami klubu, dlatego szybko porozumiał się z Pogonią, gdy podpisywał kontrakt w listopadzie 2017 roku. Może trochę stracił serce po tym, co działo się w ostatnim czasie, ale mam nadzieję, że cały czas chce pracować w Pogoni, bo to trener, którego w Szczecinie bardzo dawno nie było.
A czy talentem, którego dawno w tym klubie nie było, możemy nazwać Macieja Żurawskiego? Niespełna 20-letni chłopak od kilku tygodni regularnie gra w wyjściowym składzie drużyny Runjaicia i zbiera dużo pozytywnych ocen. Jesteśmy świadkami narodzin przyszłej gwiazdy Portowców?
To trochę jak zakładanie, że jeśli nazywasz się Robert De Niro, to musisz być dobrym aktorem. „Nowy” Maciej Żurawski może się jednak podobać, ten talent faktycznie jest widoczny. Wchodzi do drużyny bez strachu, jest wyróżniającą się postacią i na pewno może się podobać. Widać, że wie, czego chce i da sobie radę, ale najważniejsza będzie głowa. Żurawski jest nadzieją Pogoni, może stać się gwiazdą Ekstraklasy, ale nie chciałbym, żebyśmy od razu patrzyli na niego jak na kandydata do transferu za kilka milionów euro, tylko najpierw niech nabierze doświadczenia, gra w Pogoni jak najdłużej i do spółki z Hubertem Turskim czy Marcelem Wędrychowskim w przyszłości poprowadzi zespół do sukcesów. Motywujący dla nich może być przykład Sebastiana Kowalczyka, który teraz akurat nie ma najlepszego czasu, ale jest niewiele starszy, a wychodził w tym sezonie jako kapitan.
Jakiej Pogoni spodziewa się pan w pozostałych meczach trwających rozgrywek? Chce już tylko dograć sezon, czy tak jak rok temu, może zacząć rozdawać karty w walce o mistrzostwo i europejskie puchary?
Moja nadzieja opiera się na tym, że chociaż wyniki są jakie są, to Pogoń gra w piłkę, tam nie ma odstawiania nogi. Patrzę na ten zespół jak na grupę ambitnych ludzi, większości naprawdę nie odpowiada taki stan rzeczy. Nie chodzi tylko o to, żeby nie spaść z ligi, albo mieć przyspieszone wakacje już siedem kolejek przed końcem rozgrywek. Pogoń zawsze będzie drużyną walczącą, bo taka jest filozofia pracy trenera Kosty Runjaicia. Oczywiście, przy słabej ofensywie może skończyć się różnie, ale Portowcy potrafią zaskoczyć, co pokazał ostatni mecz w Poznaniu. Po porażce 0:4 dwa tygodnie wcześniej na tym samym stadionie, wszyscy mówili, że znowu jadą na pożarcie, a zagrali zupełnie inaczej i przywieźli bezbramkowy remis. W niedzielę faworytem będzie Śląsk, ale dobrze grająca Pogoń może sobie poradzić, to znaczy nie przegrać we Wrocławiu. Nie zakładam scenariusza, w którym chce już tylko dograć sezon, bo to jest ostatnia nadzieja dla kibiców. Gdyby piłkarze odpuścili, to kibice by nie odpuścili. Trzeba myśleć o tym, co się będzie działo w przyszłości, bo fani są wymagający. Jeżeli jest zaangażowanie, to czasami można przełknąć słabsze wyniki. Brak walki w końcówce tego sezonu na pewno nie byłby dobrą zachętą do tego, by kibice pojawiali się na nowowybudowanych trybunach, które mają zostać oddane do użytku we wrześniu i oczywiście umożliwią oglądanie meczów większej liczbie osób niż do tej pory.